spam literacki

26 lutego, 2010 by

.

spam literacki

Spam – niechciane lub niepotrzebne wiadomości elektroniczne. Najbardziej rozpowszechniony jest spam za pośrednictwem poczty elektronicznej (…) jest wysyłany masowo.

Istotą spamu jest rozsyłanie dużej ilości informacji o jednakowej treści do nieznanych sobie osób. Nie ma znaczenia, jaka jest treść tych wiadomości. Aby określić wiadomość mianem spamu, musi ona spełnić trzy następujące warunki jednocześnie:

1) Treść wiadomości jest niezależna od tożsamości odbiorcy.

2) Odbiorca nie wyraził uprzedniej, zamierzonej zgody na otrzymanie tej wiadomości.

3) Treść wiadomości daje podstawę do przypuszczeń, iż nadawca wskutek jej wysłania może odnieść zyski nieproporcjonalne w stosunku do korzyści odbiorcy.

(źródło: wikipedia)

.
Kilka uwag od adresata spamu literackiego

1) Graczyk, czy ja tobie wysyłam majle? Skąd wziąłeś mój adres? Spam nie został wysłany na ogólnodostępną skrzynkę w „kontakcie”.

2) Jak już musisz do mnie wysyłać spam, wcześniej nie prosząc mnie o zgodę, to zwracaj się do mnie imiennie.

3) Dzisiaj już nikt nie wysyła korespondencji seryjnej. Nawet oferty z viagrą, które otrzymuje adresowane są: „to m.trojanowski”

4) Poza tym jak śmiesz mnie namawiać do współpracy? mnie, marka trojanowskiego!

Kategoria: Bez kategorii | 50 komentarzy »

komentarzy 50

  1. Roman Knap:

    Ta dzisiejsza młodzież :) Ale faktycznie nie ma tam imiennie, że chodzi o ciebie. Jak już bym był na miejscu Karola Graczyka to bym zaadresował „Sz. P. Marku Trojanowski” itd, no ale ta młodzież… A może to dlatego, że on jest „naczelny”? Znaczy się redaktor? Bo wiesz co, wtedy bym to zrozumiał – że on naśladuje dziś i zachowuje się typowo jak wielu redaktorów literackich, których kultura osobista jest równa ich gównu.

  2. marek trojanowski:

    może ja tez powinienem wysyłać do polskich literatów, krytyków i tych, którzy interesują się literaturą majla o treści:

    Witaj,

    chciałbym Cię zaprosić do współpracy. Strona www blablabla.pl cieszy się niezywkłą popularnoscia. Odwiedza ją miesięcznie ponad 7 tys. osób. Publikowane jest na niej wszystko: poezja, proza, recenzja, przepis kulinarne, dramaty, domowe sposoby na skrobankę, przepisy na lek przeciwko łysieniu i wiele innych. Jeżeli interesuje cię to, proszę napisz! Z przyjemnoscią widzielibyśmy Ciebie w naszym zespole. Masz świetne pióro i bardzo dobrą orientację w dziełach kultury współczesnej. Bardzo nam zależy na współpracy z Tobą!

    pozdrawiam
    m.trojanowski (redaktor naczelny)

    odpowiedź prosze wyślij na info(at)idźwpizdu.pl”

    Zwróć uwagę romek, jak ładnie wybrnąłem z problemu rodzaju męskiego i żeńskiego. Taki liścik może otrzymać każda pani Radczyńska i kazdy pan Winiarski. Jest uniwersalny.

  3. Roman Knap:

    Haha, byłeś na Niedoczytaniach? Haha, to dowód że mam styl!!!! I to jest piękne! To jest piękne, jak ktoś zaczyna ciebie pastiszować!! Przeczytaj tam ten dar kolacji! Ten Onak to figlarz :))) Fenks Leszku Onaku za świetny krotochwilny pastiszo-ukłon! :)))

  4. marek trojanowski:

    eee, to pewnie niezamierzone

  5. Roman Knap:

    Ale ja jeszcze jedno – a propos twojego punktu 4, że „jak można namawiać do współpracy, mnie, Marka Trojanowskiego!”.
    To ja zapytam (za Karola Graczyka, bo nie znam chłopaka, ale może, kto wie, miał szczere intencje) – to nie można? Nie można ci proponować współpracy? Takiej do pisma albo strony literackiej (żebyś publikował tam)?

  6. marek trojanowski:

    ja nie jestem jakimś tam Winiarskim, Maliszewskim, Dehnelem czy innym robotnikiem literackim. ja jestem geniuszem. mnie nie można zapraszać do współpracy

  7. marek trojanowski:

    błyskotliwy i jakże adekwatny wpis

  8. Roman Knap:

    Marku, właśnie przeczytałem z wielkim ubolewaniem, że sędzia-wyrocznia polskich poetów i czytelników, czyli p. Elżbieta Lipińska, ciebie nie czyta! A to jest wyrocznia – jak ona nie czyta, to nikt nie powinien! Sekunduje jej Stachnik poniekąd. Niby to mądry i odważny człowiek, a też widać ma do ciebie awersję zwaną „alergią Lipińskiej”. Ciekawe kogo jeszcze opanowała ta choroba? Czy jest na nią jakieś antidotum?

  9. marek trojanowski:

    babcia Lipińska mnie czyta? ty się dziwisz? ja się nie dziwie.

    Opowiem ci pewną historyjkę z mojej biografii:

    kobiety po menopauzie, kiedy już „mogą” że tak powiem: bez ograniczeń, wówczas przeżywają renesans libido. jest jednak pewien problem – mężczyźni w wieku andropauzalnym czyli równolatkowie owych babć, mają zwykle problemy z prostatą. proszą pana boga o jeden taki strumień moczu, którego nie będą się musieli wstydzić w publicznym pisuarze. łóżkowe igraszki im nie w głowach. ale libido musi zostać zaspokojone. dlatego babcie zaczynają spoglądać na polską młodzież łakomym wzrokiem. półusmieszki, mrugnięcia, wydęte usta zza których przezierają śnieżnobiałe zęby z plastiku – to wszystko ma jakoś zachęcać. a młodzież jak to młodzież, wiadomo nie od dziś, że na starej piczy polska młodzież ćwiczy.

    w III klasie LO wybieraliśmy się do parku na papieroska. w parku tym były ławeczki a na jednej z nich zawsze siadała starsza pani. oferowała ona usługę wróżenia z ręki. wszystkim przepowiadała jedno i to samo: udany wieczór u boku bardzo przystojnej (sic!) damy. jeden z moich kolegów nie zamierzał czekać do wieczora. sprawił kobiecinę na miejscu. podwinął jej kieckę, i zmłócił ją od tyłu. mało tego – my staliśmy jakieś 20-25 m. dalej. i przyglądalismy się. po wszystkim biliśmy brawo.
    Pani nie protestowała jak ją kolega rypał. Mało tego – trudno było oprzeć się wrażeniu, że jej sie to podoba, że od dawna na takie coś czekała. I wiesz jak to jest z łepkami z liceum – każdy z nas później żałował, że to nie on był tym, który wydupczył babcię na ławce na długiej przerwie. Ale później nie było już okazji. starsza pani zniknęła. Wróżka się więcej nie pojawiła.

    Marcin – bo tak miał koleś-jebaka na imię – kiedy skończył, podszedł do nas. Porpawiając sobie klamrę od paska zażądał fajki. wszyscy wyciągnęli swoje paczki, każdy chciał częstować herosa. Bo tak jakoś w czasach licealnych jest, że najlepsze łóżkowe trofea, to babki starsze. im starsze tym lepiej. Marcin pobił absolutny szczyt porno-geriatrii. Kiedy zapalał papierosa powiedział z satysfakcją:

    – Mówiłem, że chce się ruchać, mówiłem.

  10. Roman Knap:

    Zwróć Marek uwagę na jej retorykę!
    Elżbieta Lipińska pisze tak –
    „prezentujesz chamstwo”
    „nie może się dla mnie stać wyrocznią człowiek (ps. czyli ty Marek)(choćby i niegłupi), który tak pogardza ludźmi i gnoi ich przy każdej możliwej okazji”
    Chwała Bogu, całkiem niedawno (wczoraj) bożyszcze p. Lipińskiej, czyli Jacek Dehnel napisał, że – „nawet kanalia może napisać arcydzieło”

    Pani Lipińska zdaje się uwagę Jacka Dehnela przeoczyła. Ale być może JD pisząc „kanalia” miał na myśli np. właśnie Elżbietę Lipińską. Zwłaszcza, że niewątpliwie Elżbieta Lipińska sądzi o sobie jak o geniuszu, skoro pisze dalej tak –
    „Nigdy nie zniżyłam się i nie zniżę do polemiki z Trojanowskim”. Z jakiegoż wysokiego Parnasu te słowa! Cóż za niedostępność! Jakiż szczyt pychy! Dumy! „Ja Elżbieta Lipińska” jak ja „Elżbieta II”! Pycha to generalnie cecha właściwa kanaliom. Stąd JD pisząc o genialnych „kanaliach” musiał mieć na myśli i ją – Elżbietę Lipińską. I faktycznie – Elżbieta Lipińska napisała arcydzieło! A to pisząc dalej tak –
    „Mam nadzieję, że w gardzeniu Markiem Trojanowskim nie jestem odosobniona”
    Jakiż genialny apel! To coś jakby – „Mam nadzieję, że w swoim genialnym byciu kanalią i ignorantką nie jestem odosobniona”. Nobla dla pani Lipińskiej! Nobla w kategorii – „Teraz kurwa ja! Pycha i ignorancja”

  11. Roman Knap:

    Choć ja myślę jeszcze inaczej jak się rzecz miała.
    Karol Graczyk wysyła spamy. Jeden spam dociera do ciebie, a inny do Elżbiety Lipińskiej.
    Ty Marku odpowiadasz na spam Graczyka publicznie i słusznie sprowadzasz tego młodzieńca do parteru (przynajmniej jeśli chodzi o kulturę prywatno-redakcyjną).
    Tymczasem Elżbieta Lipińska, otrzymawszy spam od Graczyka, pomyślała – wreszcie! Wreszcie ktoś mnie zauważył! Docenił! Zaprosił do współpracy! I natychmiast odpisal Greaczykowi w bardzo bałwochwalczym liście jak to ceni pkpzin, że to lepsze od cyc gada i niedoczytań i w ogóle, ach i och, miód, cudo, i ona oczywiście jest gotowa podjąć współpracę z Graczykiem, przesyła mu więc już parę wierszy, tak wstępem współpracy.
    Ten list otrzymuje Graczyk. Oczywiście bardzo cieszy się, że na jego zaproszenie odpowiedziała tak wybitna poetka! Ale z drugiej strony Karol ma przed oczami twoje Marku „dont!”. Więc odpisuje Lipińskiej, że owszem, jest zaszczycony, że p. Elżbieta wyraża swoją gotowość do współpracy z pkpzinem, ale „stawiam Pani warunek – musi Pani publicznie zdystansować się do poczynań Marka Trojanowskiego!”
    No a że pkpzin to wybitne pismo, w którym nie może zabraknąć wybitnej p. Lipińskiej (a po drugie Karol Graczyk to może i ponętny młodzik, więc może w przyszłości trochę mu… powróżę:))), to stąd efektem tego publiczne na Ns jej oświadczenie „nie znoszę Trojanowskiego, nie czytam itd”.
    I tak właśnie wygląda moim zdaniem prawda :)

  12. marek trojanowski:

    romek, ja juz wszystkie lekcje nt. „jaki jest trojanowski” mam za sobą. odrobiłem wszystkie zadania, dostałem wszystkie oceny.

    ale musze ci powiedzieć, że uwielbiam patrzeć jak ci wszyscy poeci wiją się i stękają, jak czytają hmn, jak podziwiają albo klną. moje ego tapla się w ich wzburzeniach, uniesieniach i pogardach. a ja sam odczuwam dziką przyjemność kiedy czuję pod palcami literacką krew. jestem rzeźnikiem, któremu praca sprawia przyjemność. ale niepokoi mnie to, o czym pisze Krzysztof Stachnik – a mianowicie owa próba zdomestykowania Trojanowskiego. Mnie nie można ucywilizować cytatami, polemikami, podlinkowaniem, podlizywaniem, zaproszeniami do współpracy itp. Prędzej przestane pisać niż przyjmę etacik czy propozycje nie do odrzucenia. nigdy w zyciu nie wezmę łyzki sałatki majonezowej na raucie, ani jednej złotóweczki za tekst – żadnego tekstu swojego nigdy nie sprzedałem i nie sprzedam.

    na koniec , żeby rozładować trochę spiętą atmosferę, mam taki mały prezent dla wszystkich pań w wieku 18 +, jest to prezent – erzac obowiązkowego goździka. Kwiatek, żywy. Broń boże cięty!

    ładny kwiatek, bukiet w garści?
    bukiet

    O! nie ma kwiatka! kwiatek poszedł się jebać!

    bez kwiatka

    ps.
    to z okazji zbliżającego się Dnia Kobiet

  13. marek trojanowski:

    jak to mówią: lepszy wróbel w garści niż kondor w Andach

  14. Roman Knap:

    Haha, Marku!
    A to ja muszę to teraz wykorzystać! I wybacz mi za prywatę.
    Bo oto teraz na powyższe fotki zagapią się wszystkie solistki i panie redaktorki, a i może jacyś panowie recenzenci i redaktorzy (na co liczę).
    Będą więc sobie patrzyć i ślinić się, albo zrobią tzw. „drabinę” („drabina” to typowy komunistyczny element porno, ktoś podgląda przez okno, z drabiny, i w tym czasie ręką przesuwa się w dół, no i wiadomo co dalej).
    no i właśnie, jak one i oni, tzn. panie i panowie redaktorzy będą mieć mokro, to może przychylnie też i z podobną gotowością co ich cipki i kutasy spojrzą na komentarz niżej, a w nim na moją prośbę! Tak, ja to muszę wykorzystać i tak jak Nyn Nervalówno publicznie zawołać –

    Szukam Podnieconego/Podnieconą i Mokrego w kroczu/Mokrą w kroczu Pana/Panią Redaktor lub Recenzent ->>>>>> Do publikacji

    ps. jestem o całe niebo lepszy od jakieś tam Nyn Nerwalówny i mam asa w rękawie, tzn. tekst pt. „Piroman i Jurgen Habermans rc2” (tekst zajebisty, wesoły, rubaszny, oczojebny, w zupełnie innym stylu niż „Egzorcyzmy”)
    Kontakt – hmm, i tu mam problem… no dobrze, po kontakcie seksualnym z fotkami p. Trojanowskiego proszę się skontaktować na… na „kontakt”.
    :)))

  15. marek trojanowski:

    romek, ja mam szczęście do pedałów. kiedyś za młodu chodziłem na dyski. u nas były na wiosce, w mieście za czasów studenckich też się chodziło. no i zawsze, ale to zawsze jak był jakiś pedałek, to on się do mnie przyczepił. podchodził koleś i stawiał piwo. ja oczywiście piłem te piwa (bo jak wiesz biedak jestem z natury) ale jak gościu mnie łapał za tyłek to jakiś automat usztywanił mi kilka mięśni w prawej a następnie w lewej. no i była zadyma. to wszystko oczywiście konczyło się na zewnątrz, przy jakiejś tam widowni łasej na widok wybitych zębów, rozkwaszonych nosów itp.

    ale to były dawne czasy. zreszta wówczas homoseksualiści byli jacyś inni, bardziej męscy. nikt nie machał rączką w stylu „a feee”, nikt nie robił ust w rulonik. chłopaki podchodzili, płacili 4,50 za piwo, łapali za tyłek i mówili: „wyjdziemy?”

    no i sie wychodziło. lało się w mordy. obrywało się. i tak się jakoś życie toczyło. a tu masz świat literatów. nikt nie wi kto jest kto. czy on jest chłopakiem czy może dziewczyną? może on to jest ona od 9.45-14.30 a później zmienia się rasowego macho. a prawdziwy macho, który okłada swoją żonę penisem po twarzy przez osiem godzin dziennie, kiedy robi siku siada na kiblu, bo się boi, że go żona opierdoli za to że naszczał na deskę.

    świat romek zdziwaczał, trudno w nim odnaleźć jakieś punkty nawigacyjne, stałe punkty odniesienia

  16. morski wilk IP: 89.72.69.247:

    różyczka, normalnie różyczka :))))

  17. Roman Knap:

    Jak to nie mamy stałego punktu! Mamy! Np. to, że Piotr Czerniawski nigdy ci nie poda ręki, co cię Marku zrównuje z nazistami i zbrodniarzami. A może nawet gorzej. Bo zbrodniarzom się w końcu rękę podaje, a tobie nie! :)))

  18. marek trojanowski:

    Pani Dyrektor Instytutu, w którym pracowałem – dr hab. Bernadetta Nitschke przed Sądem zeznała, że:

    Trojanowski jest fanem Hitlera

    (cytat z pamięci)

    jako uzasadnienie, Pani Dyrektor podała, że w trakcie jednej z wizyt w pokoju trzysta i parę widziała na komputerze tapetę: foto z Hitlerem. Drugi argument:
    „Studenci w anonimowych ankietach zwracają uwage na zainteresowanie Trojanowskiego faszyzmem i Hitlerem” (także cytat z pamięci, ale pewnie do zwryfikowania. stenogramy sądowe zachowały się, w przeciwieństwie do stenogramów z Komisji Dyscyplinarnej).

    ja się zawsze dziwiłem dlaczego moja Pani Dyrektor nie przytoczyła niszczącego argumentu:

    – Trojanowski napisał ksiązkę Platon jako Fuehrer , to jest ostateczny dowód jego fascynacji Hitlerem.

    co do Czerniawskiego – ja się nie dziwię Czerniawskiemu, że pisze to co pisze, bo Czerniawski jako pracownik Radczyńskiej tak pisać musi. zwróć uwagę, że Czerniawski koncentruje się na wątku „feministycznym” w mojej twórczości. Przypomne ci tylko, że moja antologia poezji kobiecej zatytułowana „cip, cip, cipa” miała po 13. dniach od premiery aż 987 pobrań. ja się nie dziwię, że pani prezes wydała jakies polecenie (kto wie, może na piśmie) swoim pracownikom, by deprecjonowali mnie i t co piszę w oczach takich tuzów literatury jak nauczycielka Lipińska, magister Wiśniewski, inżynier Winiarski czy mąż Apolonii – Maliszewski Karol.

  19. marek trojanowski:

    no a Solistki poniosły – nawet nie spektakularne – fiasko

  20. marek trojanowski:

    romek, idź przeczytaj sobie na rynsztok.pl wiersz „faja przeczytał pierwszy rozdział „Tomek w krainie kangurów” oraz dalsze i zdaje relację”, odpręż się na wieczór

  21. Roman Knap:

    No to na odprężenie i wieczór taka oto –

    Facecja o Solistkach wg plebana Arlotto

    Jestem pleban Arlotto. Pewnego dnia siedzę sobie z kumplami na ławce. I oto nagle patrzymy, a tu przechodzą obok Solistki.
    Na ten widok powiedziałem głośno do kumpli (cmokając):
    – Popatrzcie, co za piękne Solistki! Niezłe dupcie!
    Usłyszały to Solistki. I pomyślały, że pleban sobie z nich kpi i że nie szanuje kobiet tak jak Piotr Czerniawski. Więc nagle odpowiedziały mu na to:
    – Niestety, nie możemy tego powiedzieć o Panu i pańskich kumplach.
    Na co pleban odrzekł
    – Ależ możecie. Tylko musicie tak samo skłamać jak ja :)))

  22. marek trojanowski:

    w dyskusji pod recenzją książki J.Bargielskiej Dwa fiaty na nieszuflada.pl, na 18 wpisów 6 dotyczy trojanowskiego. Ja nie mam nic przeciwko, by o mnie pisano. przeciwnie. Ale gdybym był J.Bargielską to byłoby mi strasznie głupio, że Szanowni i Jakże Zajebiście Twórczy oraz Oryginalni Literaci Polscy Współcześni koncentrują swoja uwagę na takim ufoludku literackim jak trojanowski, zamiast poważnie porozmawiać o Dwóch fiatach.

    z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że: Stężenie i różnorodność” prezentowana na hmn „to jest rzecz eufemistycznie mówiąc niespotykana” i że z rozdziawionymi gębami obserwujecie kolejne wyczyny, podziwiacie pomysły, które nigdy by wam do głowy nie przyszły. to jest jak najbardziej zrozumiałe. ale przez szacunek dla własnych książek, przez szacunek dla wartości i zasad, które wygrawerowane na błyszczących plakietkach przyczepiacie sobie do marynarek, wyciągniętych sweterków, obwisłych kiecek w takich sytuacjach, w których pojawia się wpis jak najbardziej literacki, to zamiast o mnie powinniście rozmawiać o literaturze.

    Wawrzyńczyk próbuje – jak to określił Krzysztof Stachnik – wyciagnąć portal nieszuflada.pl z bagna. Moim zdaniem Wawrzyńczyk jeszcze nie wie, a może już wie, że to nie on wyciąga ale on jest wciągany.

  23. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    „Polscy Współcześni koncentrują swoja uwagę na takim ufoludku literackim jak trojanowski, zamiast poważnie porozmawiać o Dwóch fiatach”
    Marku dotknąłeś sedna. Polscy poeci z małymi wyjątkami, co najwyżej zakomunikują: – kupiłem/kupiłam tomik poety i czasami dodadzą, że z uwagą przeczytają.
    Jaka byłam zdziwiona, że o nagrodzonej książce Tkaczyszyna-Dyckiego „Dzieje rodzin polskich” nie przetoczyły się dyskusje w internecie, że nie mogę znaleźć kilkunastu pozytywnych recenzji. Za to są dwa Twoje wpisy na pierwszej guuglarsksiej stronie, a jak wiesz 99% internautów, zadowala się informacją wyłącznie z pierwszej strony wyszukiwarki. I tak Twoje zdania o „Dziejach rodzin polskich” w internecie rządzą.
    Kiedy napisałam apel do Kamila Brewińskiego, aby zechciał napisać pochlebne słowa o podobno ważnym dla niego poecie, jemu także się nie chciało.
    Nie rozumiem tego. Ja walczyłabym pisemnie w imię poezji Marianne Moore, Mariny Cwietajewej i Safony.

    Wracając do „Dwóch fiatów” to co twórcze jest zawsze łamaniem schematów, innym spojrzeniem na to co znane, zakodowane. Trudno wiec jest wypowiadać się, gdy jest się przyzwyczajonym do mechanicznego powielania zdań afirmujących w stylu: fajny tekst.
    Na co obecnie zwraca się uwagę? Na poprawność wykonania procedur, czyli formę. A to może sprawdzić program komputerowy. Zapewne niedługo powstanie i będzie decydował co jest wierszem, a co nie.
    Justyna Bargielska nie daje gotowych formułek na kojarzenie, nie wciska nas w gotowe wzorce bólu matki po stracie dziecka. Dlatego tak niepokojąca jest jej poezja.
    Zauważyłeś, że osoby piszące o „Dwóch fiatach” zwracają uwagę na różne frazy, na inne wiersze, jak gdyby same na sobie przeprowadzały terapię i pozwoliły sobie na ból autorefleksji.

  24. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    Od rana prześladują mnie dwa zdjęcia wklejone powyżej. Jeżeli tak ma wyglądać Dzień kobiet w kryzysie, to ja odwołuję to święto, sama sobie kupię kwiaty przez internet.

  25. marek trojanowski:

    mnie także zaskakuje ten brak dyskusji. oczywiście można to skwitować tak:

    trojanowski jest be, dlatego nie będziemy z nim dyskutować (wersja Czerniawskiego)
    wszystkie dyskusje okołoliterackie odbywają się poza internetem (wersja Grzebalskiego)
    internet jako medium – także jako arena dla wypowiedzi i polemik – nie jest wiarygodne (wersja romka)

    ale fakt jest taki, że podobnie jak w poszukiwaniu dobrej pralki, człowiek używa internetu, tak w poszukiwaniu informacji o konkretnych poetach współczesnych, recepcji poezji człowiek nie przeglada Encyklopedii ale wykorzystuje przeglądarki internetowe.

    Dlatego – ja tak uważam – brak takich dyskusji, w których liczą się najróżniejsze głosy i pojawiają się najróżniejsze głosy jest brakiem istotnym.

    mój głos, twój głos i głosy tych wszystkich, którzy piszą bądź pisali na hmn też się liczą. świat nie składa się tylko z Czerniawskich i innych pracowników prezes Radczyńskiej. Literatura w internecie uwzględnia – albo musi uwzględnić i zaakceptować – wszystkie aspekty internetu. internet jako liternet nie jest katedrą profesorów Miodków i magistrów Dehnelów. Tu jest miejsce dla wszystkich i dla prof. Miodka i dla magistra Dehnela i dla mnie i dla tych wszystkich, któtzy piszą.

    gdybym ja pisał „teksty Radczyńskiej to produkty biurowo-urzędniczej grafomanii”, albo gdybym pisał: „Justyna Bargielska jest głupia” albo „Edward Pasewicz pisze piękne wiersze” – to pewnie nie byłoby w tej chwili żadnego problemu z hmn.

    mi się wydaje, że cały problem polega na tym, że na hmn w od jakiegoś roku trwa jedna z najciekawszych i najoryginalniejszych dyskusji na temat polskiej poezji najnowszej. do tej pory czegoś takiego w literaturze nie było i ja się np. dziwię dlaczego np. Pasewicz, Kopyt, przemek, Zdanowicz, Kaźmierski, Gerszberg, Brewiński nawet Radczyńska, Zbierska, Mosiewicz i inni – milczą lub zamilkli. ja nie wiem czy się podobna okazja przytrafi. jeżeli kiedyś powstanie coś podobnego do hmn, to będzie to zawsze „coś podobnego” – teraz jest hmn i jest szansa do rozmowy, do dyskusji

  26. marek trojanowski:

    uważaj izka, bo takie kwiatki to ja właśnie w internecie znalazłem. wątpię, byś takie coś mogła kupić w kwiaciarni za rogiem.

  27. Szczepan Kopyt:

    dlaczego dziwisz się, Marku? i w ogóle na jaki temat, wokół czego (+ inne nasuwające się pytania na tym levelu) toczy się ta roczna dyskusja? i gdzie jest protreptikos? i skąd pomysł, że lista nazwisk winna być listą obecności (skąd pomysł, że ci co piszą i są tu wypisani mają ochotę na pisemną dyskusję w tak wyznaczonym gronie i o nim samym – jak rozumiem?)? a jeśli dziwisz się to jak sobie radzisz z tym stanem? budujesz jakieś odpowiedzi ad hoc? ale trochę za daleko poszedłem – chciałem się dowiedzieć czegoś więcej o tej dyskusji. wydaje mi się, że nie formułujesz tu jakichś zdań ogólnych, w które by 'ona’ obrastałaby (dyskusja której twardego rdzenia jednak – powtarzam – nie dostrzegam). być może mało wnikliwie i zbyt rzadko tu jestem. jedynym, który przychodzi mi na myśl jest postać czytelnika dr Marka Trojanowskiego i jego preferencji, rozsianych to tu, to tam w słowach uwag do tomów, co zresztą autor marek trojanowski z uporem podkreśla itd. no to jak? (aaa… pisząc to nie gniotło mnie zupełnie nic, co być może składa się na odpowiedź na pytanie, o które pytam, bo nie wydaje mi się bym je w pełni zrozumiał).

  28. marek trojanowski:

    Szczepan, dziwię się. nie chodzi mi o listy obecności, ale o rozmowę jako dyskusję.

    jest takie przysłowie: czym się rózni pedofil od pedagoga? pedofil naprawdę kocha dzieci.

    czym się różni trojanowski od krytyków literackich? trojanowski naprawdę czyta tomiki.

    Zobacz, od kilkunastu miesięcy czytam i piszę. czytam teksty po swojemu i piszę całkowicie po swojemu. ludzie, którzy to czytają zamiast dyskutować o tym, o czym ja piszę dyskutują o mnie i o tym jak ja piszę.
    jasne, że w większości przypadków wykoślawiam i przekręcam ale nie robię tego dlatego, bo lubię wykoślawiać i przekręcać, ale po to, by sprowokować dyskusję.

    mi nie chodzi w gruncie rzeczy o poezję, ale o rozmowę. a to, że cały spektakl z hmn odgrywa się na kanwie poezji to przypadek. wiersz wymaga mało czasu. to zaledwie kilkanaście wersów w kilku strofach. to raptem pięćdziesiąt stron tomiku. średnio na lekturę poświęcam kilka minut – dosłownie. czytam i kreślę. rysuję po wierszach, rekonstruuję je dochodząc do pomysłu autora. widać dzięki temu wszystko – każde niedociagniecie, słabość, brak. to wszystko trwa kilka minut. samo pisanie trwa minut piętnaście, dwadzieścia. i wklejam tekst. może być udany lub mniej. to nie jest wazne, najwązniejsza jest dyskusja.

    pamiętam jak pisałem o tomiku Zbierskiej. To był jeden z najgorszych tekstów, bo wiersze z „Wibrującego ucha” były kompletnie nieciekawe. w zasadzie nie było o czym pisać. Noo to napisałem, że najwartościowszym elementem tomiku jest fotka autorki a w szczególności asymetryczna grzywka, bielutkie zęby, seksi ramiączko i wygięta łapka, podpierająca brodę.

    I nagle najgorszy mój tekst spowodował dyskusję. nagle zamieszanie, zadyma że ja pierdolę. jakby grzywka Zbierskiej była taka zajmująca.

    Do czego zmierzam: piszac tekst liczę na dyskusję. nie wiem czy czytałeś tekst o Witkowskim, kiedy to porównując Pasewicza Kaźmierskiego i Witkowskiego wprowadziłem do dyskusji ciąg Fibonacciego. Byłem sam zaskoczony taka interpretacją. Ja tak się lubie zaskakiwać. To mnie najbardziej interesuje. Ale żeby odkryć takie interpretacje wierszy, wszystkie głosy muszą być równoprawne. nawet te, które koncentrują się na wizerunku autora – jak to miało w przypadku Zbierskiej.

  29. Szczepan Kopyt:

    myślę, że na taką rozmowę zwyczajnie brakuje czasu, kiedy dla mnie wiersz jest czymś więcej niż tylko pretekstem*, choć to, że mógłby być akuszerem pewnych działań (działań, także tekstowych) bardzo by mnie cieszyło. zauważam, że sformatowanie 'kondycji poety’ jest dość daleko posunięte, co sprawia, że oprócz jednej z wypunktowanych przez Ciebie tez (Grzebalskiego) w mocy byłaby także druga: wszelki tekst upubliczniony bądź wydrukowany (recenzja, wywiad, laudacja, szkic,…) spełnia funkcję środowiskową (do środowiska zaliczam wszystkich, którzy z materiałem wiersza mogli mieć styczność bądź mogą ją mieć – liczebność tej grupy czytelników, spośród których wielu jest także autorami, waha się od 1, przez stałą Enzesbergera do niemal wszystkich ludzi piśmiennych i ufff mocne – wszystkich piśmiennych lata, wieki i tysiąclecia w przyszłość – o ile surowa ontologia osobista pozwoli nam na takie kategorie jak istniejący czas bądź istniejące inne osoby:)), którą – często w sposób możliwy do przewidzenia sam dookreśla (np. kilka pochlebnych recenzji pióra uznanych krytyków, albo odwrotnie – niepochlebne recenzje miernych krytyków, recenzja niepochlebna ważnego krytyka ma inny status). wszelkie próby innego rodzaju podejścia (ignorowania tezy Grzebalskiego i tezy o doniosłości tekstów wokół wierszy) 'nie wiadomo dlaczego’ kończą się niepowodzeniem. recenzje, teksty krytyczne itd. na pewnej płaszczyźnie pełnią jedną z funkcji plotki, ta zaś (plotka), jak zapewne wiesz potrafi wyrządzić dotkliwe choć ciężkie do oszacowania szkody. mówiąc wprost i biorąc pod uwagę to, że Twoja działalność jest oceniana przez wielu negatywnie (wielu z nich – jak pewnie wiesz lepiej – ma poza swoją opinią realne podstawy do niej: czyta Twój blog) blog Twój czy tego chcesz czy nie wchodzi w skład taboru 'środowiskowego’ nawet jeśli pewne osoby deklarują niezależność od (często wykoślawionego – przez to czytelnego – obrazu) środowiska i samego środowiska. pełna synteza mojej wypowiedzi jak sądzę jest zbędna. ogranicza się do tego, że nie zawsze, nie o wszystkim i nie o wszystkich i nie w dowolny sposób jest sens rozmawiać będąc świadomym tego co u góry. jest to niebezpieczne. nawet ten post.

    *być może dałoby się po ludzku to wytłumaczyć, że wiersz powstaje dużo dłużej niż kwadrans i stąd istotna różnica w podejściu do niego z obu stron kartki

  30. Roman Knap:

    Szczepan – a mnie się wydaje, że kręcisz coś. Proteptikos jest – załóżmy (bo jest ale coraz marniejszy) – np. na NS, a ciebie tam też nie ma. Ba – nawet jeszcze nie napisałeś Szczepan hymnu na cześć Portu, czyli „O tym jak wspaniały jest Port”. A przecież Biuro wzywa!
    Coś kręcisz – jak się nie chce (bo po prostu lenistwo, brak wiary, pała mi nie stoi, impotencja, brak pasji, niechęć do wyrażania własnych mysli tudzież ich brak, pustka w głowie itp itp), to po prostu bądź szczery i napisz, że mi się nie chce, mam puchy w łebie, brakuje mi pasji, albo napisz np. tak „ok, napiszę o Justynie Bargielskie, włączę się w dyskusję, ale jak ona napisze coś o mnie” (coś za coś, to też bywa niestety warunek naszego zaangażowania), albo po prostu przyznaj się, że jeszcze –
    No times new Szczepan
    :)))

  31. marek trojanowski:

    Szczepan, kiedy ostatni raz miałeś okazję by napisać taki wpis?

    a teraz wyobraź sobie, że mamy do dyspozycji wehikuł czasu i cofamy się o tydzień, dwa, trzy tygodnie i ty, ja, roman, iza i inni zaczynają rozmawiać o estetyce i ontologii wierszy Bargielskiej, Witkowskiego i innych.

    zobacz: ja prezentuję stanowisko zwykłego mechanika w podejściu do wierszy. ale z takim stanowiskiem przecież łatwo jest polemizować i koniec końców okazuje się, że najbardziej uszczęśliwiony po takiej dyskusji jest nie tylko autor wierszy, ale ci wszyscy, którzy sobie podyskutowali.

    moje podejście i twoje do poezji mimo różnić ma jedną wazną rzecz wspólną: jest podejściem do poezji

  32. Szczepan Kopyt:

    tylko Ci się wydaje. na nieszufladzie nie ma mnie i nie będzie – nie zamierzam się z tego tłumaczyć (Romnan Honet powiedział ostatnio publicznie, podczas spotkania w Biurze, że nieszuflada to jedyny salon literacki, w którym do szatniarza musisz się zwracać per Jaśnie Panie, co utwierdza mnie w decyzji sprzed ładnych kilku lat, żeby tam nie istnieć jako osoba; a akurat chwilę przed tą wypowiedzią broniłem tego forum społecznościowego – jej dawnej funkcji: możliwości uprzejmej i nieuprzedonej dyskusji, doskonalenia warsztatu itd.). porty bywają fajne i nie fajne, ale po co o tym pisać? pierwszy na którym byłem był super: Grykę, Marczewskiego i mnie wiózł Łośko, którego ledwo co poznaliśmy, a potem była dobra impreza i sporo fajnej poezji i mnóstwo fajnych ludzi- Pasek, Grzebal, Podgórnik i cała ówczesna nieszuflada… początek integracyjnej działalności Pęcherza, masz więc wspominkę (jak szliśmy po piwo dla Jarosza z Marczewskim zarąbaliśmy żulom szampana…). na drugim poznałem Trzaskę, a potem zagraliśmy coś wspólnie. na jednym zgubiłem telefon. na jeden nie pojechałem zdaje się. na jeden pojechałem tylko po to, żeby pograć z Gryką na gitarach i posłuchać kwartetu Trzaski. Na innym znowu mnie nie było. Bargielską nową przeczytałem i po 'China…” (wspaniałej lekturze; Przemku, oddałem książkę Paskowi razem z Feynmannem – bo pewnie się wcześniej zobaczycie; przepraszam że trzymałem tyle lat) liczyłem na trochę więcej. ostatniej treści szyfrowanej która się odnosi do mojego wiersza nie rozumiem.

  33. Szczepan Kopyt:

    (mój post do Romana Knappa)

  34. Szczepan Kopyt:

    myślę Marku, że bardzo wierzysz w majeutyczno-katarktyczną moc dyskusji i że ją przeceniasz. to swoją drogą super, ale młodzi chłopcy nie donoszą mi wina i jedzenia, biesiada bez tego ma inny wymiar a jeśli z mechanikiem zaczniemy rozmawiać o pięknie dysz i kół, może poczuć się nieco znużony, bo daleko mu do inżyniera, którego taka dyskusja pobudziłaby do przemyślenia na nowo kwestii krążenia energii w układzie maszyny i przeformułowania swojego podejścia. gonisz dalej, jakbyś nie zrozumiał mojego postu, a przecież dobrze go rozumiesz. nie jestem grafomanem (skądinąd: żałuję) i pisanie postu czy okazja do tego nie pociąga mnie z mocą, której nie mógłbym pokonać.

  35. marek trojanowski:

    Szczepan, nawiązując do twojej metafory: gdyby inżynierowie rozprawiali o budowie mechanizmu – i gdyby istnieli tylko oni i ich dyskusje teoretyczne, to powiedz czy możliwe byłoby jakieś inne istnienie koła?

    zachwycam się właśnie kolejnymi szkicami kolejnych (z 1500. łącznie) elementów zegarka wyprodukowanego przez Jaeger LaCoultre – Hybris Mechanica Grande Sonnerie. Jestem zafascynowany każdym szkicem. kazdy z osobna to dzieło sztuki. 1500 dzieł sztuki na kolejnych kartkach. Jestem także pewien, że złożony mechanizm jako funkcjonalny zegarek jest równie piękny jak każdy szkic z osobna i wszystkie razem. uważam, że mechanik, inzynier, projektatnt i ten, kto nosi ten zegarek – każdy może coś interesującego na temat Hybris Mechanica Grande Sonnerie powiedzieć.

  36. po morzu burza hula IP: 188.147.1.123:

    własna opinia boli, trzeba ponieść jej konsekwencje, a Pani jak zwykle zdziwiona.

  37. po morzu burza hula:

    Iza,to nie przytyk,
    że Ci się chce dziwić i nic z tego nie masz.

  38. Roman Knap:

    Szczepan – ja Ns dałem jako przykład pierwszy z brzegu (mnie tam też nie ma, ale z innych przyczyn, jestem przeciwny anonimowości w sieci, po prostu nie zamierzam rozmawiać ze ścianą i z tchórzami). Są i inne portale, Klejnockiego, Bieńczyckiej, Niedoczytania itd itd. Chodziło mi o aktywność. Wszystkie zapraszają do wyrażenia własnych opinii. Polemiki. Walki nawet. Zawsze jest to „proteptikos”, żeby się wypowiedzieć, wygarnąć, gdzie są błędy w myśleniu, w interpretacji zjawisk literackich itp. Trzeba tylko chcieć. Jeśli się nie ma zapału, to będzie tak jak mówisz – „plotka” zwycięży interpretację i krytykę. A „sformatowanie” (pisarza, czytelnika) dostanie złoty medal!

    Wygląda więc na to, że prawdziwym tłem braku zaangażowania jest wysokie mniemanie o sobie. Jak pisze Elżbieta Lipińska „nie zniżajmy się”, albo jak Czerniawski – „nasz ostracyzm górą!”. Tak troszkę i Honet pewnie przesadził (a właściwie przyjął ten sam model pychy co u Lipińskiej i innych) mówiąc „jak to ja mam komuś mówić Jaśnie Panie, ja, wielki pisarz!”

    „Mechanika” i styl Trojanowskiego to jedno, ale oprócz niego wypowiadają się też inni tutaj. Mają swoje zdanie. Nie powinieneś podciągać wszystkich do tego „formatu”. Ja się np. w wielu poglądach z Markiem nie zgadzam, ale zawsze jest tu szansa żeby się wypowiedzieć z antytezą, pretensją, reinterpretacją, własną krytyką i poglądem, bo moim zdaniem taka szansa tutaj jest po prostu sprawiedliwa (bo jaki ten Marek jest, ale jest uczciwy)

  39. Szczepan Kopyt:

    tak byłoby możliwe, gdyż bez niego owa dyskusja inżynierów nie mogłaby się odbyć.

    skoro już przy zegarach jesteśmy – muszę zabrać się za kilka rzeczy, ale na zakończenie mojego pobytu zacytuję jeden wiersz H.M. Enzensbergera, bo może Ty i reszta czytelników Twojego bloga nie zna go – dla przyjemności.
    ___

    G. DE’ D. (1318-1389)

    Giovanni de’ Dondi z Padwy
    spędził życie
    na budowaniu zegara.

    Zegara bezprzykładnego, nieprześcignionego
    przez czterysta lat.
    Zwielokrotniony werk,
    eliptyczne kółka zębate
    połączone przegubową przekładnią,
    i pierwszy wychwyt łopatkowy:
    niesłychana konstrukcja.

    Siedem cyferblatów
    wskazuje stan nieba
    i nieme rewolucje
    wszystkich planet.
    Ósma tarcza,
    nabardziej niepozorna,
    wskazywała godzinę, dzień i rok:
    A. D. 1346.

    Własnoręcznej roboty:
    niebiańska maszyna
    bezużyteczna i pomysłowa jak Trionfi,
    zegar ze słów,
    zbudowany przez Francesco Petrarkę.

    Ale po co tracicie czas
    na mój rękopis,
    jeśli nie jesteście zdolni
    mnie naśladować?

    Długość dnia,
    supły toru księżyca,
    ruchome święta.
    Z mosiądzu, z mosiądzu.
    Pod tym niebem
    żyjemy do dziś.

    Mieszkańcy Padwy
    nie patrzyli na zegar.
    Jeden pucz następował po drugim.
    Wózki z zadżumionymi toczyły się po bruku.
    Bankierzy
    likwidowali interesy.
    Niewiele było do jedzenia.

    Geneza tej maszyny
    jest problematyczna.
    Komputer analogowy.
    Menhir. Astrarium.
    Trionfi del tempo. Pozostałości.
    Bezużyteczne i pomysłowe
    jak wiersz z mosiądzu.

    To nie Guggenheim posyłał
    Francesco Petrarce czeki
    pierwszego każdego miesiąca.
    De’ Dondi nie miał kontraktu
    z Pentagonem.

    Inne drapieżniki. Inne
    słowa i kółka. Ale
    to samo niebo.
    W tym samym średniowieczu
    żyjemy do dziś.

    ____
    przeł. Jacek St. Buras
    [H.M. Enzensberger, Utwory wybrane, Kraków 2001)

  40. marek trojanowski:

    Szczepan, piszesz jeszcze? pytam o wiersze, czy dlaej piszesz wiersze?

  41. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    po morzu burza hula,
    wczoraj na portalu rynsztok wszedł w moje życie ponownie Wilfred Owen. Błyskawicznie i niezbornie napisałam o tym, co mnie zadziwiło. Cenię takie bezpostaciowe wrażenia z emocjami w tle i staram się nimi podzielić jeżeli czuję, że takie podsumowanie jest mi potrzebne.
    Jeżeli przestanę się dziwić, to będzie znaczyło, że wewnętrznie umrę.
    Masz rację, że pisemna opinia bez opcji usuń ma większy ciężar gatunkowy (jest w razie czego dowodem) i wymaga większego nakładu pracy niż swobodna rozmowa będąca potokiem słownych zlepów.

  42. Szczepan Kopyt:

    tak, najnowsze poszły w 'opcjach’, selekcjonuję też zbiór wierszyków na tomik, a mój (bardzo skromny) debiut prozą niebawem w pierwszym numerze pisma 'praktyka teoretyczna’.

  43. marek trojanowski:

    a powiedz czy gdybyś miał już gotowy zestaw na tomik (zakładam, że ok. 50 szt.) i gdybyś miał możliwość opublikowania wierszy np. na hmn, to czy zrobiłbys to?

    ja rozumiem, że wydanie wierszy w wydawnictwie wiąże się z podpisaniem umowy i nie możesz tych tekstów upubliczniać internetowo, bo wydawnictwo musi jakoś upłynnić nakład.

    rozumiem też, że prawdopodobienstwo że otrzymasz jakąś nagrodę za wydane wiersze w necie jest żadne. bo za takie publikacje póki co nagród nie dają.

    ale pomijając aspekt wydawniczy oraz to, że ewentualne nagrody przejdą ci pod nosem to pytanie o opublikowanie wierszy na hmn ma swoje uzasadnienie.

    kiedyś na stronie kserokopia.art.pl była opcja pobrania sobie ksiązki (pasewicza i bargielskiej). ale nie mogłeś sobie tam podyskutować. a tu na hmn ja ci mogę obiecać dyskusję nieprzewidywalną.

    co ty na to? ale krótka piłka: tak lub nie

  44. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    trojanowski jest be, dlatego nie będziemy z nim dyskutować (wersja Czerniawskiego)

    Zakładając, że słowa Jacka Dehnela są wirtualną wyrocznią i Marek Trojanowski nie ma kwalifikacji do rozmów na temat poezji, ponieważ nie jest magistrem filologii polskiej, powinny być inne miejsca w necie, w których toczą się ożywione rozmowy literackie z argumentami za i przeciw. Gdzie one są?

    wszystkie dyskusje okołoliterackie odbywają się poza internetem (wersja Grzebalskiego)

    teza o tym, że mowa jest złotem, a pismo tombakiem, Założyłam z góry że Mariusz Grzebalski nie ma na myśli wymiany zdań w listach, tylko rozmowę oczy w oczy w środowisku autorów przed debiutem, po debiucie, z nagrodami oraz druk w czasopismach o minimalnym nakładzie (koneserskim heh)
    Zakładam dalej, że Grzebalski utożsamia pojęcie literat z twórcą. Ja je rozróżniam. Literaci piszą póki mają wydawców i czytelników, najczęściej ze swojego środowiska w przypadku poezji, a twórcy z krwi i kości piszą z wewnętrznego przymusu. Mają umiejętność wsłuchiwania się w swój wewnętrzny głos i wyrażanie go i we właściwym momencie bez kunktatorstwa, bez obliczania zysków i strat nie zwracając uwagi na medium.
    Strach przed osądem nieznanego czytelnika w internecie jest przeszkodą. Wielokrotnie wspominałam o mękach twórcy i odwiecznym pytaniu: czy jestem miernotą pisarską, czy nie.
    Dlaczego w takim razie Elfriede Jelinek która nie znosi mediów, nie udziela wywiadów, oublikowała w 2009 roku powieść w sieci? Kaprys noblistki?

    internet jako medium – także jako arena dla wypowiedzi i polemik – nie jest wiarygodne (wersja romka)

    Romek uważa, że jakość wypowiedzi jest wprost proporcjonalna do stopnia anonimowości. Im większa anonimowość, tym wypowiedź gorsza, bardziej płytka.
    Anonimowość dla mnie nie ma znaczenia, rozmowa może być nudna i bardzo interesująca w internecie i poza nim. Internet daje za to znacznie większe możliwości dyskusji, ponieważ w nim tworzy się globalne społeczeństwo. Marek podał liczby. Jego blog odwiedza ponad tysiąc osób miesięcznie. Dlaczego te osoby nie zostawiają pisemnego śladu? tak samo dlatego jak na sali w której zebrało się dwieście osób, tylko kilka rwie się do mikrofonu i do dyskusji. Inne boją się śmieszności, mają tremę, ziewają z nudów.

    Dla mnie gdzie indziej leży problem z brakiem dyskusji w internecie. To pułapka komunikacji. Pisanie zdań trwa dłużej niż ich wymówienie, wymaga większej precyzji. Na dodatek pozostaje ślad, a tekst może zostać skrytykowany przez nieznaną wirtualną małpę (czytaj trolla).

  45. marek trojanowski:

    z innej zupełnie beczki. właśnie przeczytałem na nieszuflada.pl, że ukazał się nowy numer RED. Pytanie: ile recenzji Jakuba Winiarskiego opublikował Wiśniewski Radek w tym numerze RED-a

    Odpowiedzi:

    A) 0
    B) 1
    C) 8
    D) inna

  46. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    proszę o podpowiedż: ile stron ma nowy Red?

  47. marek trojanowski:

    a skąd ja mogę wiedzieć? jestem bezrobotny i nie stać mnie na kupowanie gazetek. podczytałbym w Empiku, ale RED jest zafoliowany – przynajmniej tak głosi plotka, bo dawno w Empiku nie byłem. Ostatnio nie wychodzę z domu, w ogóle to mało się ruszam. oszczędzam kalorie, nie chce marnować energii bo nie mam pieniędzy na jedzenie.

  48. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    czuję, że w tym momencie Radosław Wiśniewski wkłada nowego Reda do koperty i rano wyśle do ciebie przesyłkę na swój koszt.
    To taki ładny gest z serii dobrych uczynków do zapisania w niebie.

  49. marek trojanowski:

    Radosławie Wiśniewski, jeżeli to prawda, co pisze izka, to już w tej chwili wzruszenie odbiera mi mowę …. … …..

    ps.
    te kropeczki, to moje łzy

  50. Szczepan Kopyt:

    nie

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?