Samantha Kitsch, 25 wierszy. […………]

15 grudnia, 2009 by

.

W Ameryce wszystko jest inne. Siekane kotlety z krowy – popularnie zwane hamburgerami – serwowane w bułce w zestawie z frytkami i pięciolitrową colą mają überrozmiar. W związku z tym wydaje się, że amerykański mit supermana – latającego übermenscha w niebieskim kostiumie z wielką literą S wyszytą na klacie – dzięki tajnym, rządowym zabiegom eugenicznym został w skali masowej urzeczywistniony. Jaki überżołądek musi mieć statystyczny überamerykanin, by zmieścić übezestaw serwowany w überknajpie?

W Ameryce wszystko jest inne. Obywatele Rzeczpospolitej Polskiej – popularnie zwani Polakami – w normalnych warunkach niereformowalni, zacofani i małostkowi po sześciu miesiącach pracy „na construction” zmieniają się w prawdziwych Amerykanów. Cudowna, amerykańska metamorfoza trwa dokładnie pół roku. Po tym czasie Chicago, które przed wylotem z Okęcia było jeszcze Szikagao zmienia się nieodwracalnie w Czikago.

W Ameryce wszystko jest inne. Zjawiska pogodowe, w szczególności te o charakterze gwałtownym mają inną skalę. Trąby powietrzne nie ograniczają się w Stanach do zerwania dwóch lub trzech dachów, ale niszczą całe miasta. Wyobraź sobie, że masz ochotę wyskoczyć sobie do IKEA w sąsiednim mieście. Robisz trzy- czterodniowy wypad. Wracasz do domu i okazuje się, że nie tylko nie możesz odnaleźć własnego domu, ale nie poznajesz miasta. Niemożliwe? Porozmawiaj z mieszkańcami Nowego Orleanu.

W Ameryce wszystko jest inne. Silniki samochodowe mają inną pojemność. 1500 cm3? 2500 cm3? 3000 cm3? Nie, nie. Pojemności zaczynają się od czterech litrów, bo tylko taki silnik jest w stanie przepalić paliwo odmierzane w galonach. Galon, to ok. 3,7 litra. Statystyczny Amerykanin tankuje swoje statystyczne auto na stacji benzynowej płacąc za jeden galon benzyny średnio dolara i 60 centów. Przyjmując, że jeden dolar to trzy polskie złote wychodzi, że trzy i siedem dziesiątych litra benzyny Polak będący na emigracji lub na wycieczce w USA zapłaci 4,8 pln, co daje jakieś 1,29 pln / L.
I jak tu się dziwić marzeniom, że najlepiej radzą sobie w Ameryce i że tylko tam się spełniają?

W Ameryce wszystko jest inne. Prezydent też jest inny. Jest tak bardzo inny, że nawet niektórzy Amerykanie przywykli do amerykańskiej inności – zwłaszcza potomkowie konfederatów z Karoliny Południowej – nie mogą uwierzyć, że ten pan został 44. prezydentem USA. Trzymanie palca na przycisku nuklearnym w niczym nie przypomina zbierania bawełny na plantacji. Stąd owo zdziwienie.

W Ameryce wszystko jest inne. Roman Polański – w Europie szanowany reżyser, goszczony na salonach z najwyższymi honorami – w USA zmienił się. Roman musiał być zupełnie innym człowiekiem, kiedy łamaną angielszczyzną poprosił trzynastoletnią dziewczynkę o to, by się rozebrała, położyła na podłodze, rozłożyła swoje dziecięce jeszcze nogi a on – dobry wujek – zrobi jej kuku. Gdyby dziewczynka miała świadomość, że wujek z zagranicy kilkanaście lat później w swojej autobiografii napisze, że to jej mamusia była winna a nie on. Że to matka podsunęła mu swoje dziecko, by ten wsadził siusiaka gdzie potrzeba a następnie zrewanżował się angażem filmowym. Gdyby mała Samantha o tym wszystkim wiedziała, nie musiałaby zaciskać w milczeniu zębów z bólu. Nie musiałaby wywąchiwać się w czterdziestoletni, spocony tors. Nie musiałaby po wszystkim godzinami szorować szczotką ryżową swojego dziecięcego ciała ze spermy i śliny – z zapachu mężczyzny, który właśnie przed chwilą zakończył autorsko-artystyczny proces penetracji dziecięcej waginy.

A propos Samanthy i tego, że w Ameryce wszystko jest inne. W stanach mieszka jedna z polskich poetek – Samantha Kitsch. W 2006 r., światło dzienne ujrzał jej tomik pt. 25 wierszy. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Każdy może mieszkać gdzie chce. Każdy może wydać tomik własnych wierszyków. Każdy może nazywać się „Kitsch”. Ale jeżeli chodzi o ten konkretny tomik, to tu wszystko jest inne.

Inność pierwsza.

Oto fragment jednego z tekstów wchodzących w skład tomiku:

Popatrzyłem do góry
i spotkałem wzrok kropli
jasnociemną źrenicę
z twardym błyskiem kryształu
punkcikiem prawdy –
wisiała z balkonu
gotowa w każdej chwili się odłączyć
kapnąć mi na twarz
prysnąć w oczy
Zwięźle ujęła mój dylemat:
jeśli wycofasz się zanim się oderwę –
stchórzysz
lecz gdy zacznę spadać nie zdążysz się uchylić
choć pewnie się przestraszysz
zrobisz mimowolny unik
żenujący skazany na fiasko –
stałem zgłębiając analogie

[Kropla]

A to fragment innego tekstu:

Kot parę razy miauknął i poszedł spać do szafy w ścianie.
Tak się zaczęła moja godzina medytacji.
Skąd brała pewność, że jest mi niezbędna?
W czym ujawniłby się jej brak?
Wrośnięty w krzesło obserwowałem, jak dzień
piął się po niewidzialnych szczeblach – i ześlizgiwał:
czas wchodził w rytm paradoksu Zenona.
Kurz na podłodze lśnił ultrafioletem i podczerwienią.
Rozszczepiałem wzrokiem atomy nad szklanką
wystygłego kompotu z rabarbaru.
Pantoflem regulowałem ruchy galaktyk.
Kot wylazł z szafy, przeciągnął się i trochę ochryple
miauknął – tak się skończyła moja godzina medytacji.
Sen z dzieciństwa, w którym umiałem fruwać,
pewien, że jeśli tylko zapamiętam jak –
umiejętność nie opuści mnie, gdy się obudzę.
(Wygiąłem wzrokiem łyżeczkę w szklance
wystygłego kompotu z rabarbaru –
już przedtem i tak nieco krzywą.)
W brzęku naczyń, w zapachu kociej puszki
czas nadganiał tempo, rozkręcał zwoje.
Godzina zbierała ostatnie rozproszone barwy.
Potem opisywałem ją: żmudnie, nieudolnie
i czy nie z pretensjami, że sama gotowość…

[Godzina]

I jeszcze jeden fragment:

Rzeka była piękna, kiedy patrzyłem na nią z mostu.
Rzeka była okropna, kiedy patrzyłem na nią z mostu.
W jednostajnym przepływie – a pozornie zastygła,
metaliczna, twarda tafla pod smużkami fal.
Oddalałem się, kiedy pociąg wiózł mnie przez most.
Stałem w miejscu, kiedy pociąg wiózł mnie przez most.
Czułem się martwy, kiedy pociąg wiózł mnie przez most.
Czułem się żywy, kiedy pociąg wiózł mnie przez most.
Było mi niedobrze – wagon poderwany z ziemi
dygocze na szynach między akwamaryną a błękitem –
to potrwa dwie minuty – to ciągnie się w nieskończoność!
Koła stukają: jeszcze, i jeszcze, i jeszcze -jak dobrze!

[rzeka]

Konkluzja numer jeden:

wiersze zostały napisane przez chłopaka, któremu amerykańscy spece od chirurgii odcięli penisa.

Konkluzja numer dwa:

albo przez panią, której ci sami spece przy użyciu aparatu Ilizarowa wydłużyli łechtaczkę tak, by po przystawieniu do niej linijki można było odczytać „17,5 cm”

Zamieszanie z niezwykłym jak na kobietę podmiotem lirycznym można uznać za świadomy zabieg artystyczny. W interpretacji Samantha Kitsch mogłaby być przedstawiona jako kobieta-kontrfeministka, która występuje przeciwko emancypacji społecznej i kulturowej rodzaju żeńskiego. Wprowadzając podmiot liryczny rodzaju męskiego do swoich wierszy poetka maskulinizuje swoją poezję. Czyni to na przekór tendencji środowiskowej. Współczesne poetki nie różnią się przecież od polityków. Maszerują w równym szeregu machając chorągiewkami z nadrukowanym logo: „political correct”. Samantha Kitsch ze swoim męskim podmiotem lirycznym jest elementem obcym w tej przewalającej się między szwedzkimi stołami na uroczystych rautach masie rymującego celulitisu. Ale Samantha nie doceniła siły masy. Masa nie znosi różnicy, zabroniona jest każda forma indywidualizacji. W masie trzeba być elementem masy, dlatego Samantha Kicz znalazła się w spisie treści rapującego stada – w Solistkach.

Inność druga.

Oto fragment tekstu z tomiku:

Zza rozpędzonych prętów balustrady
nagła szeroka powierzchnia –
ciemnozielononiebieska, srebrząca się, pomarszczona…

[Rzeka]

A oto inny fragment – nazwijmy go póki co: Fragment A

Mógłbym bez ogródek , ale farba zlazła w łazience
liszaj pojawił się na suficie, wyższe stany świadomości
ślimaczą się i śledztwo się kończy

Podobny sposób obrazowania sprawia, że nie sposób oprzeć się wrażeniu, że napisał je ten sam autor. Jednak Fragment A pochodzi z wiersza Edwarda Pasewicza pt. Robak Solipsyzmu.

Konkluzja numer jeden:

Samantha Kitsch to Edwarda Pasewicz

Konkluzja numer dwa:

Edward Pasewicz to Samantha Kitsch

Nie są to tak absurdalne konkluzje jak by się wydawało. Pasewicz od lat związany jest z Poznaniem, z Poznania wywodzi się Samantha Kitsch. Druga sprawa, że w krainie tzw. „portalowych masek” i konkursowych zestawów wierszy opatrzonych tzw. godłem – kreacje transwestytyczne są zjawiskiem powszechnym. Nic nie stoi na przeszkodzie by Pasewicz mógł być Samanthą Kitsch i na odwrót (z zastrzeżeniem, że porównujemy ten konkretny fragment Robaka Solipsyzmu oraz ten konkretny fragment Rzeki)

Inność ostatnia.

A może Samantha Kitsch jest tego rodzaju osobliwością amerykańską, która istnieje tylko w amerykańskich mitach o wolności. Może w ogóle nie istnieje? Ontyczny status kobiety-poetki (w dodatku o polskich korzeniach), która stwarza męskie podmioty liryczne, która pisze fragmenty jak Pasewicz bliski jest zeru. Zresztą czy sama „Samantha Kitsch” nie wydaje się jakaś zmyślona? Nierzeczywista? A może Samantha Kitsch jako „Samantha Kitsch” jest – na wzór Lema – wspólnym tworem zapóźnionych w intelektualnym i estetycznym rozwoju polskich poetek, które za wszelką cenę próbują skolonizować nowe obszary, których potencjał czytelniczy jest większy niż jeden?

Istnieje przynajmniej jeden dowód, który przemawia za taką interpretacją.
Otóż wszyscy fani Pani Prezes Fundacji Literatury w Internecie – Justyny Radczyńskiej-Misiurewicz – pamiętają jej sławny wierszyk pt. 25 wersów z okazji (zamieszczony w tomiku Nawet). Wszyscy także pamiętają, że Pani Prezes pomyliła się w rachunku. W korpusie tekstu jest nie 25 a 26 wersów.
Samantha Kitsch także ma podobny problem z rachunkami. W jej tomiku jest więcej niż 25 wierszy. Wnioskować należy, że w projekcie „Kitsch” swój udział może mieć pani prezes we własnej osobie.

Kategoria: Bez kategorii | 14 komentarzy »

komentarzy 14

  1. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    Marku, pani Samantha musiała wyrazić zgodę na zamieszczenie jej utworów w antologii Solistki.

    Potrafię sobie wyobrazić ile było przy tym śmiechu.

    Polska poetka na emigracji i jej:
    „stany ślimaczą się” skróciłam wers, aby uwydatnić przekaz.

  2. marek trojanowski:

    ale czy dopuszczasz możliwość, że Samantha Kitsch jest mężczyzną? jeżeli nie od urodzenia, to przynajmniej taka jak enerdowskie kulomiotki, którym niepostrzeżenie urosły penisy?

    wszystkie znaki na niebie i wodzie wskazują, że tak jest. że Kitsch jest facetem. nie tylko zmaskulinizowany podmiot liryczny. ale także miejscami, czytając teksty z tomiku 25 wierszy (zwłaszcza ten wiersz z paradoksem eleaty, który przypomina ćwiczenia z ontologii Szczepana Kopyta) odnieść można wrażenie, że część z nich została napisana przez mężczyznę.

  3. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    Marku zwróć uwagę na ten fragment wiersza” Zwrotki z demonem”

    „Przez anioła Pan Bóg zesłał mu lunetę
    i demon obserwuje teraz szpital dla wariatów.
    Myślał, że to przedszkole, zanim ktoś pociął się nożem;
    że więzienie, zanim zobaczył, jak ten sam człowiek
    sam tam wraca. Jeden z obłąkanych wzleciał balonem
    prawie na wysokość demona i z chytrym uśmiechem
    pokazał mu lusterko.”

    Czy tak może pisać kobieta? czy kobieta uzyje pospolitego zwrotu „chytry uśmiech”? I czy polska poetka, potrafi żartować z siebie i ukryje sie za pseudonimem Samantha Kitsch wprost z gejowskiego klubu?

  4. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    do tej pory wiersze o wariatach, które przeczytałam, pisali poeci Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Piotr Cielesz, Arkadiusz Burda.
    A w tym wypadku Samantha żonglująca rodzajami pokazuje lusterko.

  5. wybieram IP:

    „Wszyscy także pamiętają, że Pani Prezes pomyliła się w rachunku. W korpusie tekstu jest nie 25 a 26 wersów.”

    Ale nie wszyscy pamiętają, że pani prezes Justyna zgrabnie to wyjaśniła, że tylko 25 wersów było „z okazji”. Jeden był bez. ;-)))

  6. marek trojanowski:

    wybieram, pamiętam pamiętam. Pamiętam także też jak podwładny pani Prezes – boj w wyglansowanych lakierkach – prężąc się przed szefową bronił jej niczym Ordon swojej reduty pisząc, że Pani Prezes Radczyńska umie liczyć, bo jest magistrem fizyki i że tego rodzaju wpadka z liczeniem, to żadna wpadka, ale „usmieszek puszczany w stronę czytelnika” (jakoś tak to było)

  7. marek trojanowski:

    izka, ja ciągle uważam, że Samantha Kitsch jest nazwą projektu. Właśnie jeden z moich meksykańskich przyjaciół – Carlos Moqujito – podesłał mi dwa inne fragmenty. Sama zobacz:

    Kot parę razy miauknął i poszedł spać do szafy w
    Tak się zaczęła moja godzina medytacji.
    Skąd brała pewność, że jest mi niezbędna?
    W czym ujawniłby się jej brak?
    Wrośnięty w krzesło obserwowałem, jak dzień
    piął się po niewidzialnych szczeblach – i ześlizgiwał:
    czas wchodził w rytm paradoksu Zenona.
    Kurz na podłodze lśnił ultrafioletem i podczerwienią.
    Rozszczepiałem wzrokiem atomy nad szklanką
    wystygłego kompotu z rabarbaru.
    Pantoflem regulowałem ruchy galaktyk.

    To jest – pewnie i tobie znany – fragment z tomiku 25 wierszy. A teraz Fragment A, który dostałem od Carlosa:

    cofnąłem się i jestem jońskim filozofem
    pani bufetowa pożarła mnie za frytki
    za tłuste brrr, że o gejach nie wspomnę
    od dziesięciu dni nic, a tak bardzo chciałem
    być takim studentem – mieć sweter i pisać
    programy w basicu, a w szafie hodować
    bulion pierwotny, zrobić sobie t-shirt
    z kantem, wittgensteinem albo mandelbrotem
    cofnąłem się jednak do żabki po sprzęcik
    żabki są dziś fajne, ślinią im się oczki

    Czy zwróciłaś uwagę na to, jak bardzo podobne są te teksty?
    Jeżeli je połączymy otrzymamy tekst koherentny na poziomie formalnym jak i semantycznym. Zobacz:

    Kot parę razy miauknął i poszedł spać do szafy w
    Tak się zaczęła moja godzina medytacji.
    Skąd brała pewność, że jest mi niezbędna?
    W czym ujawniłby się jej brak?
    Wrośnięty w krzesło obserwowałem, jak dzień
    piął się po niewidzialnych szczeblach – i ześlizgiwał:
    czas wchodził w rytm paradoksu Zenona.
    Kurz na podłodze lśnił ultrafioletem i podczerwienią.
    Rozszczepiałem wzrokiem atomy nad szklanką
    wystygłego kompotu z rabarbaru.
    Pantoflem regulowałem ruchy galaktyk.
    cofnąłem się i jestem jońskim filozofem
    pani bufetowa pożarła mnie za frytki
    za tłuste brrr, że o gejach nie wspomnę
    od dziesięciu dni nic, a tak bardzo chciałem
    być takim studentem – mieć sweter i pisać
    programy w basicu, a w szafie hodować
    bulion pierwotny, zrobić sobie t-shirt
    z kantem, wittgensteinem albo mandelbrotem
    cofnąłem się jednak do żabki po sprzęcik
    żabki są dziś fajne, ślinią im się oczki

    izka, widzisz jakąś róznicę? Bo ja nie. Ale nie uwierzysz, co odpowiedział Carlos, kiedy go zapytałem o źródło pochodzenia Fragmentu A. Odpisał, że tekst pochodzi z tomiku Yass, Szczepana Kopyta. A dokładniej jest to wiersz „Piosenka konsumenta”.

    Wracam zatem uporczywie do tezy na ttemat tajnego projektu literackiego polskich poetek współczesnych. Zwróć uwagę, jak dobrze przemyslano założenia projektu o kryptonimie „Samantha Kitsch”.

    1) Pseudonim. Czyż nie jest on prowokacyjny? Czyż nie wytrąca z ręki oręża upartym krytykom, którzy odważyliby się zakwestionować jakość poetyckiego przekazu Samanthy Kitsch? Kto przy zdrowych zmysłach napisałby, że wiersze poetki Kitsch są kiczem?
    2) Rodowód. Jedyną wzmianką o pani Kitsch jest to, że urodziła się w latach pięćdziesiątych i że mieszkała w Poznaniu. Poznań jak wiesz jest uznawany za najprężniej rozwijający się ośrodek poetycki. Pasewicz mieszka w Poznaniu. Przemek i inni. Dlatego jeżeli projekt miał się powieść, to „Samantha Kitsch” miała także mieć jakieś związki ze stolica wielkopolski.
    3) Styl. Zwróć uwagę na to jak nierówne są teksty Samanthy Kitsch zamieszczone w tomiku. Jedne fragmenty (te, które cytowałaś na przykład) są kompletnie z innej bajki, niż na przykład Fragment A, który przysłał Carlos. Jest prawdopodobne, że pochodza z różnych okresów rozwoju poetki, ale równie prawdopodobne jest to, że napisane zostały przez różne osoby.
    4) Podmiot liryczny rodzaju męskiego – pokaż mi jedną poetę, która używa tego rodzaju podmiotu lirycznego? Słyszałaś o takiej? I odwrotnie: czy słyszałas kiedyś mężczyznę, który nawet pod prysznicem albo goląc się śpiewał:

    To nie ja byłem Ewą, To nie ja skradłem niebo, to nie ja, nie jaaaaa byłem Ewą…..”

    5. Dowód ostatni: nieszczęsna liczba 25 – dwadzieścia pięć wersów, dwadzieścia pięć wierszy. Niby detal, szczegół itp., ale jednak znaczący. Coś w tym jest. Nieprawda?

    Motyw? Prosta sprawa: polskie poetki zdały sobie w końcu sprawę, że ich dzieła w porównaniu z tekstem:

    Wlazł kotek na płotek i mruga
    Ładna to piosenka niedługa

    Są lepsze, ale tylko odrobinkę. Mały niuansik.
    Dlatego postanowiły poodgapiac trochę od Pasewicza, od Kopyta, kto wie – może nawet od przemka. To musiałbym sprawdzić. W każdym razie, naśladując styl i sposób obrazowania poetyckiego poetki polskie wspólnymi siłami – jako Samantha Kitsch – chciały podbić serca jurorów konkursów, czytelników, wydawców. Póki co złapała się pani Apolonia Maliszewska, która wydała 25 wierszy Samanthy Kitsch.

  8. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    Marku, poetka Samantha jest o kilkanaście lat starsza od Szczepana Kopyta. Według mnie ma koło czterech dych i nie jest wspólnym projektem pań poetek. Pastisz i współczesne poetki polskie? wykluczone, nie chciałoby im się. Poza tym poetki w Polsce są od urodzenia śmiertelnie poważne to jak mogą bawić się pastiszem.
    Samantha jest pojedyncza i ma poczucie humoru.
    Inaczej nie napisałaby:

    „Rozszczepiałem wzrokiem atomy nad szklanką
    wystygłego kompotu z rabarbaru.
    Pantoflem regulowałem ruchy galaktyk.”

    Kiedy ostatnio piłeś kompot z rabarbaru? ja w przedszkolu.

    Czy zabawne wiersze bawiące się konwencjami muszą pisać mężczyźni? Według poetyckiego parytetu Samantha musi być kobietą, wystarczy, że mężczyzną jest pod innym nazwiskiem.

    wybieram, a Twoja teza temat Samanthy K?

  9. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    „kompot z rabarbaru” kojarzy mi się ze Starym Dobrym Małżeństwem i z wierszem Jana Rybowicza.
    I znowu mężczyźni ech.

  10. marek trojanowski:

    iza, pierwsza sprawa: żadna polska poetka nie ma poczucia humoru. kobieta jezeli już poczuje wewnętrzną potrzebe pisania, jeżeli poczuje misję to kaplica. ile przez ostatni rok przeczytałaś wierszyków napisanych przez polskie poetki? czy przypominasz sobie jeden z poczuciem humoru?

    Samantha Kitsch i jej wiersze są antykobiece. jest w nich poczucie humoru, elementy filozoficznej refleksji, podmiot liryczny jest rodzaju męskiego.
    Gdyby Samantha Kitsch była mężczyzną, to pisałaby jako mężczyzna. Nie potrzebowałaby takiego pseudonimu. Jednak Samantha Kitsch może – i prawdopodobnie jest – wspólnym projektem. Panie uważnie śledzą nagradzane publikacje, oficjalne trendy w poetyce – przyglądają się zwycięzcom: czyli panom poetom.
    Zwróć uwagę, że w tekstach Samanthy Kitsch kompletnie pominięta została poetyka Dehnelowska i jego nudne trzynastozgłoskowce i czułe orania na czułych pastwiskach czułym pługiem napędzanym siłą czułej chabety. Wygląda na to, że panie zjednoczone w projekcie „Kitsch” potrzebują prawdziwych mężczyzn, takich co to przeklną, walną babę w ryj kiedy potrzeba, pierdną po obiedzie, bekną czy podłubią w nosie. Innymi słowy panie poetki szukają szansy na zaistnienie
    w świecie poezji przez inspirację i naśladownictwo najlepszej samcze poezji. rodzaju męskiego.

    kompot rabarbarowy piję zawsze w lecie. każdego roku. gdybyś mieszkała na wsi, wiedziałabyś, że kompot rabarbarowy jak i zsiadłe mleko najlepiej gaszą pragnienie. przydatny jest zwłaszcza na polu, gdy w pobliżu nie ma kranu z wodą.

  11. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    Marku wiersze Samanthy Kitsch wychodzą poza polskie podwórko. Znajduję w nich „Godziny” Cunninghama i Virginię Volf.

    „Godzina zbierała ostatnie rozproszone barwy.
    Potem opisywałem ją: żmudnie, nieudolnie
    i czy nie z pretensjami, że sama gotowość…” Godzina

    Intrygują mnie zdjęcia -wiersze.

    Zawieszenie
    „Ósme piętro, nad główną ulicą. Ale kiedy przymknę oczy,
    siedzę na drągu na przełęczy –
    w obie doliny opadają łąki,
    i na oba wzgórza wstępują lasy.”

    to przecież Tatry.

    Marku, jestem przekonana, że Samantha Kitsch to nie jest projekt zespołowy kilku poetek, a na przykład zabawa w zamianę ról pana Karola M.

  12. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    wyłazi ze mnie pani z masta wojewódzkiego, która uważa, że jak jest gorąco, to sięga się po wodę mineralną w butelce.

  13. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    a ten wiersz ze zbioru Bahama?

    „Góry ze snu

    Blednie noc. Lodowacieją palce. Na wschodzie
    Świt ostrzy poszarpane szczyty.
    Na zachodzie płaskie lasy, śpiące mgły.
    A wczoraj słońce wzeszło z trawy –
    jak bańka odrywało się od rosy,
    a granatowe wierzchołki, przełęcze,
    jak okręty wypłynęły naprzeciw.

    Zanim noc przyłożyła mi do twarzy rękę – ciemność –
    bez tchu pokonywałam skalne pasmo.

    Ciągnęłam za sobą słońce jak balon
    przywiązany za sznurek do plecaka.
    Rano leniwie zostawało w tyle. W południe,
    balansując jedną stopą na grani,
    miałam je wprost nad głową.
    Poleciało wesoło do przodu, gdy zbiegałam w dół.

    Utopiło się w najdalszym lesie.

    I zrozumiałam: od szczytów do nieba
    rozpościera się nienamacalne lustro,
    co odbija góry – nimi, równinę – równiną,
    wspinaczkę – zbieganiem w dół, stromy świt zza gór –
    ostrym zachodem za góry, leniwe wstawanie nad polem –
    ciężkim za las zapadaniem.

    Lustro odbija wczoraj – dziś, dziś – wczoraj.
    Codziennie przekraczając góry będę śnić wiecznie.
    Samantha Kitsch „Bahama””

    tak może pisać tylko osoba, ktora chodzi po górach i utrwala chwilę w zdjęciach.

  14. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    a jak góry to Edward Stachura, i zawsze jest trop męski.

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?