Pytanie Otwarte Do Przewodniczącego Jury Konkursu Im. J. Bierezina (w tegorocznej edycji)

17 grudnia, 2009 by

.

Czy mógłby Wielmożny Pan wyjaśnić, co Pan – jako Przewodniczący Jury – oraz pozostali Szanowni Jurorzy uważają za debiut. W szczególności proszę o wyjaśnienie, czy „arkusz” jest debiutem, czy debiutem nie jest.

Zaznaczam, że jeżeli „arkusz” (publikacja oznaczona znakiem ISBN) okaże się być debiutem, wyślę oficjalne zawiadomienie do Komisji Rewizyjnej Konkursu im. J. Bierezina, o tym, że tegoroczny laureat nie spełnia wymogów formalnych, które obowiązują wszystkich startujących w tymże konkursie.

Kategoria: Bez kategorii | 100 komentarzy »

komentarzy 100

  1. marek trojanowski:

    romek, mi nie chodzi o tego równość arytmetyczną ale ideologiczną. nie chodzi mi o to, by twórca opisywal mi detale swojego życia z fotograficzną równością, bo – z całym szacunkiem mam to w dupie. ale jezeli twórca mi pisze o wartościach, zasadach itp., to chciałbym by tenże twórca żył według tych zasad, o których pisze. chodzi mi o zasady. rozumiesz?

  2. Roman Knap:

    Marku, a ja śmiem wątpić. Wszak znamy ciebie tylko z tekstów, i możesz być mistyfikacją, możesz być „autorem zespołowym”, podszywanym itp. To jaki jesteś w życiu znamy tylko z twoich tekstów, ale jak jest naprawdę to tego nie wiemy, i mało, nigdy się nie dowiemy. Może masz dwa nazwiska i pod drugim nazwiskiem jurorujesz. może masz rozdwojenie jaźni, o którym samemu nie wiesz i właśnie zostałeś wyróżniony w Bierezinie.
    Zastanów się :)))

  3. marek trojanowski:

    mógłbym też nie istnieć, a cała sprawa z historiąmoichniedoli jest tylko sennym epizodem. za chwilę wszyscy się obudzą i będzie jak dawniej. mozna i tak.

  4. Roman Knap:

    Przemek
    To fajnie że chociaż w połowie się zgadzamy :)
    Uff, jak ci to wytłumaczyć. Mamy tekst. Ale zauważ, że jego autor może być tylko „nickiem”, mistyfikacją, maską. Tak więc ja nigdy nie mierzę czyjeś twórczości autorem. Nawet gdyby napisał „Wspomnienia”.
    Nie ma autora. Jest teks i „świętym” lub „nieświętym” jest wyłącznie jego narrator. A autor może być jaki chce i dowolny! Ot o tyle.
    Ale nawet jeśli przyjąć Wasz punkt widzenia, punkt „uczciwości” autorskiej, to czy aby Pasewicz nie sprzedał się był już wcześniej pisząc „Śmierć w darkroomie”? To chała w porównaniu do „Dolnej Wildy”. Taka pod publiczkę. Czyżby zatem, aby być konsekwentnym, nie należałoby również napisać tak – „skoro Śmierć w darkroomie to chała to i Dolna Wilda też, bo oba teksty mają wspólnego autora”?
    Inaczej mówiąc – czy autor nie ma prawa popełniać błędów? Bo wygląda jakbyście mu tego prawa odmawiali? Prawa do zwykłych ludzkich błędów. Człowiek to nie maszyna przecież! :)

  5. Roman Knap:

    Ps. Chociaż ja Marku doskonale rozumiem twoje rozżalenie z powodu „apostazy” Pasewicza. Też od dziś ten facet nie jest godzien mojej sympatii i przyjaźni (tak tylko mówię bo i tak go nigdy niczym takim nie darzyłem). Ale jego „Dolna Wilda” i tak pozostanie zajebista!

  6. przemek łośko:

    Romku,

    ostatnio zrzuciłem swoje teksty stąd i zowąd. Wyszło jakieś 130 nicków. Można powiedzieć, że maszyna biologicznie niesie kilkadziesiąt instancji osobowości. Jest to dla mnie oczywiste. Problem konkursów, włażenia w dupę i po kasę nie bierze się z tego, że te instancje masowo pchają się do świata społecznego. Nie. Problem rodzi się w tym momencie, kiedy osobowości w jednym ciele przyjmują jako regułę swojego istnienia skorumpowaną regułę świata społecznego i zamiast realizować swoją drogę, realizują strategię osobowości socjalnej – oficjalnej. Co dla artysty jest niedopuszczalne, jeśli jego ekspresja ma zachować indywidualizm.

    i to jest przypadek śmierci w darkroomie. mieszkaliśmy wtedy drzwi w drzwi, byłem narąbany jak potencjalny teść mongolskiej dziwki, kiedy edward przyszedł z kilkoma rozdziałami „śmierci w darkroomie”. powiedziałem mu, że to szajs. obraził się trochę, przepisał wiele. masz rację, to jest książka dostateczna. alenie znam nikogo, kto tworzy wyłącznie arcydzieła (choć są tacy, którzy tylko arcydzieła prezentują, skrupulatnie zamiótłszy swoje knoty pod dywan).

    Tekst, dzieło znaczą dla mnie niewiele bez kontekstu – kulturowego, osobowego (choćby jako emanacja jednej z osobowości). Antyczne rzeźby nadal poruszają, bo ich kontekstem jest ciało przede wszystkim. Kontekst mityczny znają dziś nieliczni, ówczesny kontekst społeczny jeszcze mniejsza grupa osób, z których większość i tak poprzestaje na ogólnej wiedzy o wzgórzu pnyx. a kontekstu osobowościowego nie zna już nikt. teksty z tamtych czasów są dziś estetycznie martwe ( z niewielkimi, choć znaczącymi wyjątkami).

    życie dzieła trwa niedługo, zwłaszcza dzieła literackiego. w najlepszym razie kilkadziesiąt pokoleń. nie sądzę, żeby to się miało zmienić.

    patrzę w inny sposób na wymowne milczenie ukryte pod lawiną słów takich osobniczych herosów jak shelley, puszkin, czy byron, którzy okrągłym słowem maskowali swoją krańcową odwagę i życie na pełen gaz niż na eksponowanie kawiarnianego lub przystankowego bólu, garści zdziadziałych młodzieńców, otępiałych od własnych wiatrów i leniwego, beztroskiego życia. tego nie da się porównać. a przecież gdybyśmy wzięli pod uwagę same teksty, to można byłoby się zachwycić współczesną technologią słowa. tyle, że to produkt masowy, który niszczeje w tempie forda ściery.

    nie jest zatem tak, że można dzieło pozbawić kontekstu, że obroni się samo, bez autora. bez choćby instancji osobowości. ni chuja, nie obroni się, wnikliwy czytelnik dostrzeże zmienny kontur osoby autora nawet w półmroku, odgadnie godzinę napisania poruszającej linijki i przewidzi godzinę, w której dłonie piszącego uszczelnią drzwi, żeby nie zatruły się dzieci, a głowa zanurzy się w piecyku gazowym.

  7. Tomek Gerszberg:

    Afera taka jakby ktos do coca-coli wrzucił mentosa i udawał że ma bombę.
    Mnie smuci jedna rzecz: że żeby „przyłapać” Pasewicza na jego nieuczciwosci, szachrajstwie i sprzedajnosci trzeba się uciekać do definicji i przenosic sprawę na grunt prawny. Dla mnie to takie same działanie jak sławetny prokuratorski przypadek Marka. I naprawdę nie widze różnicy między tym co cię Marku spotkało, a tym co teraz wyprawiasz. (Nie bronię tu ani werdyktu ani jurorów, bo nie mam bladego pojęcia jak to wyglądało) Chodzi mi o to, że uprawiasz politykę w najgorszym tego słowa polskim znaczeniu. Bierzesz się za ocenę innych – poznaj moją ocenę twojego zaangażowania. W tym zacietrzewieniu, które występuje po obydwu stronach nie widzę nic oczyszczającego, ani nawet próby poszukiwania oczyszczenia – raczej desperackie próby pomieszczenia wielkich jednostkowych ambicji w małym liternetowym naparstku.

  8. marek trojanowski:

    Tomaszu, nie nie, nie tak. W oryginale to szło jakoś tak:
    „Jesteś bańką nienawiści, która pęka w zetknięciu z materią”

  9. marek trojanowski:

    przemek, ale przyznasz, że Iliada ma się zupełnie dobrze. Jak na swój wiek jest bardzo witalna.

  10. przemek łośko:

    bo to opis, który towarzyszy życiu

  11. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    oczyszczenie to inaczej spowiedź? czy wyłącznie uzyskanie przewagi, czy podanie sobie ręki na zgodę?
    Adam Mickiewicz w swoim szaleństwie, rzuca we mnie słowami:
    „…bo dzieło zniszczenia
    W dobrej sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia”,
    a Antoni Gorecki intonuje pieśń o wolności, Bogu i ojczyźnie.

    I to dowód na to, że teraz ja zarażam się towiańszczyzną i szukam wśród poetów, Mesjasza, zamiast dokończyć czytać „Stulecie detektywów” książkę o drogach i przygodach kryminalistyki. W niej jest zawarty konkret: trupy, odciski palców, sekcje zwłok a nie mesjanistyczne wizje.
    Wisława Szymborska też się nią zachwyciła czemu dała wyraz na ostatniej stronie.

    Czy mechanizmy konkursów opisane przeze mnie zmieniły się przez rok? Nie. Czy zmienią się? Wątpię.

  12. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    * czy zmienią się w przyszłym roku? (to jest właściwa cezura czasowa)

  13. przemek łośko:

    Na spowiedź nie przyszła jeszcze pora. Jest to raczej czas, w którym dzięki prostemu wyjaśnieniu można stanąć po jednej lub drugiej stronie literackiej barykady.

    Bo są dwie. Pierwsza, zastana, hołubi pierdolnik, korupcję, laur za stowarzyszenie, cenzurę (łącznie z korygowaniem przeszłości, jak to miało właśnie miejsce). Druga strona żąda oceny twórczości pozbawionej wpływu korupcji, na którą minispołeczeństwo – światek literacki – się zgodziło, i którą uznaje za istotny, o ile nie najistotniejszy element ocenny.

    Edward przyjmując rolę jurora przyjął na siebie rolę społeczną. Organizatorzy obdarzyli Edwarda mandatem zaufania wszystkich twórców przed debiutem. I to w stosunku do tego mandatu Edward musi być lojalny przede wszystkim, z pominięciem interesów wydawnictw, organizatorów, znajomych. I teraz musi dać dowód, iż wywiązał się ze swojej roli społecznej bez zarzutu.

    Zauważ, nie ma przez moment mowy o niewywiązaniu się ze zobowiązań jakie ciążą na artyście. Twórca w Edwardzie w gruncie rzeczy nie doznał uszczerbku, choć nigdy nie jest tak, że da się oba światy zupełnie odseparować. Dyfuzja ze świata społecznego do wnętrza artysty postępuje i może okazać się, po czasie, groźna.

    Z pewnością nie zmieniły się kryteria rozgrywania konkursów, ani w tym kraju, ani gdziekolwiek. Dlatego uważam je za zbędne i szkodliwe dla twórczości – one są pożyteczne dla sprytnych miernot i wydawnictw, a także dla laureatów, którzy mają szansę dorobienia paru groszy, łyknięcia kilku pochlebstw i skorzystania z darmowej wódki oraz chętnego ciała. W tym ostatnim korzyści dla laureatów mogą zbiegać się z korzyściami społecznymi dla twórców ;)

    Teraz jest czas, żeby ujawniły się sprężyny lobbingu. Kiedy odkryjemy całkowicie mechanizmy rządzące jednym konkursem, nic już nie powstrzyma maszyny resentymentu – stopniowo ujawnią się kulisy wszystkich wyborów. Pozwólmy ludziom mówić.

    Dlatego proszę Edwarda, żeby złożył wyjaśnienie. To wcale nie oznacza, że oceniam go jednowymiarowo. Wziął pieniądze za rolę społeczną, nie widzę w tym nic złego, pod warunkiem, że się z niej w pełni wywiązał. Tylko to mnie interesuje, czy dołożył starań, a jeśli nie dołożył, to czy ma tego świadomość, czy to akceptuje, czy zmieni. Zresztą, Edward nie był jedynym jurorem, więc chciałbym choćby wiedzieć jak przebiegało głosowanie, to też rzuci światło na sprawę.

    Więc Izo, właśnie o sekcję zwłok mi chodzi, pokażmy ją raz w detalach. Nikogo to nie przekreśli, a kilku uzdrowi.

  14. łukasz drobnik:

    Przemku,

    jest na to prosty sposób, już wielokroć w tej sprawie podsuwany. Napisz oficjalne zapytanie do organizatorów konkursu, którzy to organizatorzy, jak rozumiem, sprawdzają zgodność wszystkich zestawów z regulaminem, zanim trafią one do jurorów – skoro zestawy te są kodowane (ale lepiej dowiedzieć się tego u źródła). Otrzymasz oficjalną odpowiedź i wszystko będzie jasne.

    Jest to o wiele prostszy i o wiele uczciwszy sposób wobec wszystkich uczestniczących w tej sprawie.

    Wszyscy jednak, co mnie smuci, wolą rozpływać się w domysłach na prywatnych blogach i forach.

    Nie są to miejsca, Przemku, na których ktokolwiek jest zobowiązany do wyjaśniania czegokolwiek. Szczególnie blog, na którym główną metodą naprawy moralnej światka literackiego jest obrzucanie wszystkich jak leci błotem.

    Napisz więc do organizatorów konkursu, mówię serio. W ten sposób mniej osób będzie narażonych na oberwanie pacyną błota.

    Uściski :)

    Łukasz

  15. wybieram IP:

    minie takie roztrząsanie takich podjazdów niewiele obchodzi. Ten powiedział to, tamten bąknął cichcem tamto, ten ma obiekcje, a inny zaparcie…

    Interesuje mnie natomiast przechwałka Magdaleny Gałkowskiej, która w swoim wpisie stwierdza stanowczo:

    „głupia nie jestem”

    Skąd ona czerpie to błędne przekonanie?
    W moim przekonaniu sączy się leniwie myśl taka, że powodem tego skrzywienia może być właśnie nagroda Bierezina i to ona właśnie równolegle do wąskopodwórkowej sławy spłodziła w umyśle Magdaleny takie z gruntu błędne przekonanie.

    Reasumując: jurorzy nagrody powinni brać pod uwagę nie tylko ilość przerzutni, ale także skutki psychologiczne wywołane przyznaniem nagrody.

  16. Roman Knap:

    Przemku
    Hmm, zawsze gdy się pojawia magiczne słówko „kontekst” to zdaje się wszystko wyjaśnia. Jeżeli chodzi o formalną stronę tego, czym jest literatura, dzieło, to myślę zupełnie inaczej niż ty.
    Po pierwsze kontekstem dla rzeźby, malarstwa, architektury jest samo ich ciało, materia i substancja, tworzywo, i – tu akurat zgadzam się częściowo np. z Januszem Sławińskim – nie podlegają one „krytyce”, czy też bardziej – metodzie krytycznej, jaką analizuje się i interpretuje literaturę piękną.
    Co zaś do niej samej – to przywołujesz tu akurat klasykę, że ona jest martwa bez kontekstu. Masz pewnie na myśli „kontekst historyczny”. Tymczasem ja oczywiście odrzucam taki kontekst. Taki kontekst to wyłącznie dekorum i nic więcej. Owszem można „interpretować” dzieło w relacji z jego decorum, ale tak naprawdę to i tak go zawsze na nowo tworzymy. Otóż – kontekst nie jest czymś stałym. A wręcz przeciwnie – czymś zawsze na nowo tworzonym. Jeśli więc już jesteśmy przy „historii”, to tobie się tylko wydaje, że ją odtwarzasz, a tak naprawdę to tworzysz ją na nowo :)
    Och, ale dużo by tu się rozwodzić. A po drugie bez przykładu, konkretnego, i tak tego nie wyjaśnię.
    Kiedyś temu zagadnieniu poświęcę temu jakiś „eseiścik” :)
    Co zaś do Pasewicza. Hmm, wiesz, otóż ja go nigdy nie kojarzyłem jako „artysty niezależnego”. Albo „ideologicznego”. Wy go znacie bliżej, może nawet osobiście, dla mnie to facet „obcy”, bez jakiejś tam otoczki „niezależności”. Stąd jest mi obojętne, czy on liże dupę BL-owi czy nie. Ale oczywiście, macie prawo, zajmując się „systemem życia literackiego” potępiać go, klasyfikować inaczej, wg stawianych przez siebie wartości.
    Dla mnie „życie literackie”, jego uczciwość czy nie, jest sprawą drugorzędną, ale dla was nie jest, ot – z tej perspektywy i ty masz rację i Marek też. Co więcej faktycznie nie powinno być podziału na arkusz lub tomik. Tutaj akurat rzecz wygląda tak – przyjrzyj się Przemek ustawodawstwu, gdy pojawia się jakaś „ustawa” to gdzieś zawsze na końcu pojawia się też magiczny punkt „o ile ustawa nie stanowi inaczej”. Oczywiście inna, jakaś tam. I tu Pasewicz robi to samo, on wydał werdykt, ponieważ uznał, że w sprawie co jest tomikiem a co arkuszem istnieje jakaś inna ustawa, która ten podział wprowadza. Ja oczywiście takiej nie znam, choć faktem jest, że taka „ustawa” istnieje jako „niepisana”. A to wprowadza ten zamęt, duże pole do subiektywnego samoustanawiania co to jest tomik i co to jest arkusz. I tu każdy ma rację – że takim jasnym kryterium powinno być nr „ISBN”. Tu pełna zgoda :)))

  17. Pasewicz:

    Protokół

    z posiedzenia komisji selekcyjnej XV Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego

    im. Jacka Bierezina

    Komisja selekcyjna XV Ogólnopolskiego Konkursu „Poetyckiego im. Jacka Bierezina w składzie: Lucyna Skompska (przewodnicząca), Kacper Bartczak, Zdzisław Jaskuła i Andrzej Strąk (członkowie) na posiedzeniu w dniu 19 listopada 2009 roku zdecydowała po przeczytaniu 87 propozycji konkursowych nominować do nagrody głównej następujące tomy (kolejność przypadkowa):” Dalej jest lista nominowanych. My nie zajmowaliśmy się roztrząsanie definicji co jest arkuszem, debiutem, motyką czy szpadlem. Do moich obowiązków należało przeczytanie wierszy i dyskusja nad nimi w gronie reszty jurorów. Co uczyniliśmy.

  18. przemek łośko:

    Po kolei,

    Łukaszu, blog ten jest miejscem, do którego pofatygowałeś się złożyć brak wyjaśnienia w imieniu Edwarda. Dlaczego?

    Organizator konkursu nie dokonywał wyboru – organizator stworzył warunki do przeprowadzenia konkursu i na tym jego rola się kończy. Jedyne, czego oczekiwałbym od organizatora to zajęcia jednoznacznego stanowiska, również na przyszłość, w kwestii czy arkusz jest czy nie jest – zdaniem organizatora – książką.

    Jeśli przeczytałeś o co mi chodzi nie w sposób pobieżny, ale uważny, to zauważyłeś z pewnością, że takie wyjaśnienie ze strony organizatora jest dla mnie kwestią wtórną. Kwestią pierwotną jest suwerenność decyzji i wywiązanie się ze społecznego mandatu. Nie jest to żadne obrzucanie błotem, w swojej wypowiedzi nie zawarłem takiej postawy.

    Milczenie w tej sprawie jest niedobre ze społecznego punktu widzenia, co pokazałem. Nie jest też dobre z ludzkiego punktu widzenia. Nikt z nas nie jest święty, więc to co nas wyzwala to prawda, a nie wizerunek.

    Widzę, że Edward złożył wyjaśnienie. Nie sprawdził, co jest debiutem, zaufał selekcji komisji skrutacyjnej. Tak trudno to było powiedzieć. Dobrze się stało, że powiedział. Chciałbym, żeby przy okazji tego werdyktu naświetlono całość działań lobbingowych przed, w trakcie i po werdykcie. Chciałbym usłyszeć, czy prace były na poziomie, czy liche i z marnych wybrano najlepszą, chciałbym wiedzieć kto dzwonił do każdego z członków żyri i przekonywał do swojego kandydata.

    A potem chciałbym zapytać lobbujących dlaczego to robili? Uważasz Łukaszu, że za dużo chcę? Poetom prawdziwym takie oczyszczenie pomoże, podobnie prawdziwej krytyce. Przeciętniakom ukrywającym swoje beztalencie w sile układów, korzystającym z niezasłużonej sławy i drobnych, ale pieniędzy – zaszkodzi. Takiego chcę oczyszczenia – przywrócenia normalności, przywrócenia Kultury. Bo erzacem się dławię.

    Więc Łukaszu, tak, kasa jest ważna, bo jej nie macie, ale Droga ważniejsza, bo na całe życie. Nie chcę tego wyjaśnienia na szkodę Edwarda, tylko po to, żeby wreszcie nastał taki konkurs, w którym wygra artysta prawdziwy, za pomocą tego co napisał, nie układów. Bo jeśli mnie pamięć nie myli to ósmy rok Edward przegrywa każdy liczący się konkurs lub ciekawą pracę – dlatego, że układ woli inaczej, że Edward nie dość zabiega, dlatego, że jest homo (telefon od pana pis-posła,że każdy byle nie Edward, pamiętasz?) lub z innych powodów pozamerytorycznych.

  19. Roman Knap:

    HAHAHAHAHAHA :)))))))
    Och, musialem wybuchnąć śmiechem, haha, ale jaja. Dla jednego głupiego tysiaka dla Witkowskiego trzeba aż tyle komisarzy! Ha ha! To może jeszcze tak Komisja Organizacyjna, Rada Nadzorcza Komisji Selekcyjnej, Komitet Rodzicielski nad Jury, itd itd. Komisje Rady i Komitety co zrobić z jednym tysiakiem! Ha ha! Ach ta Polska, cudowna ci ona jest! Same z nią jaja!!! :)))))))
    Zajebiste!

  20. przemek łośko:

    Romku,

    pytanie, które jest znane od początku kultury, ale niechętnie ponawiane, brzmi: czy twórczość artysty zależy, czy jest niezależna od jego życiowej postawy?

    Na marginesie – chcę, żeby było jasne, że nie oceniam Edwarda i w żadnej mierze nie czuję się od niego lepszy jako człowiek. Tak po prawdzie ani on, ani ja nie przeszliśmy prawdziwego testu granicznego z człowieczeństwa. I on i ja mamy pomniejsze grzechy za uszami, pomniejsze akty strzeliste, które przemówią na naszą korzyść w porze gwizdania czajników.

    Na wspomniane, rzadko ponawiane pytanie nie umiem odpowiedzieć inaczej, niż: zależy.

    Mam świadomość zmienności kontekstu dzieła. I tego, że jego sacrum i decorum są zmienne. I autokontekst. Po wiekach dzieło zostaje całkowicie wyodrębnione z pierwotnego otoczenia kontekstowego, z wrośnięcia w autorską tkankę. To jest już inne dzieło. Bez trudu można sobie wyobrazić sytuację, w której dzieło po dwóch milleniach zamieniło miejscami sacrum i decorum.

    Edward to człowiek cenny, jego twórczość poetycka nie jest tuzinkowa, przeciętna. Jego sposób codziennego życia jest pełen skromności. Stąd moje dążenie do oczyszczenia sytuacji. Laureatem wielu „ważnych” nagród literackich został Jacek Dehnel, jako człowiek znany mi jedynie z wypowiedzi na nieszufladzie. Zapewne mam pecha, bo te wypowiedzi p. Dehnela, z którymi się spotkałem były przeciętnie nieprzemyślane, bądź przeciętnie manipulujące. Te wiersze p. Dehnela, które przeczytałem, miały konstrukcję pralki frani i taką jak obrót wałka we wspomnianej pralce doniosłość intelektualną lub emocjonalną (tym niemniej wiem, że p. Jacek raz i drugi okazał się człowiekiem szlachetnym – więc te wiersze nie są, z całą pewnością, miarą p. Dehnela jako człowieka). Chcę zatem wiedzieć dlaczego konkursy w tym kraju chwalą artstyczną przeciętność, kosztem wyjątkowości?

  21. Roman Knap:

    Przemku
    Wydaje mi się, że odpowiedź na twoje pytanie jest prosta. Albo nie ma jeszcze w danym czasie dzieł wyjątkowych (ja np. wierzę Pasewiczowi na słowo, że zestaw Witkowskiego był w ś r ó d wysłanych artystycznie najciekawszy)(otóż oceniający jest ograniczony do tego, co mu do oceny przedstawiono), albo wyjątkowe dzieła nie wysyła się na konkurs, ot proste! :)

  22. Roman Knap:

    ps. otóż wydaje mi się, że dzieło wyjątkowe, nawet jeśli takie istnieje i zostało niedostrzeżone, to i tak prędzej czy później zostanie odkryte. Zauważ np., ze współcześni interpretatorzy sięgają coraz częściej po odrzuconych, niedocenionych, zapomnianych, zlekceważonych itd. Ten trend daje nadzieję przynajmniej w sprawiedliwość dziejową :))))))

  23. przemek łośko:

    Ja też wierzę, że Witkowski był najciekawszy z grona nadesłanych.A i zgadzam się całkowicie, że wyjątkowe dzieła nie trafiają na konkurs. Nagrody przyznawane przez środowiska literackie nie mają jednak cech konkursu. Jaki tu działa mechanizm?

  24. marek trojanowski:

    romek, w takim razie równie dobrze mógł na konkurs wysłać swój zestaw Świetlicki. Jestem pewien, że w odpowiedniej interpretacji wszystkie książki Świetlickiego mozna by uznać za arkusze albo – wprowadzając nową kategorię – uznac je za zwarte druki predebiutalne.

    Pasewicz wyraźnie napisał „wiedzieliśmy o arkuszu”.

    Zapoznałeś się romek z uzasadnieniem? Czy przeczytałeś gdzieś analizy konkursowych wierszy Witkowskiego? Trzeba mieć wróbla w garści gotowego na takie okazje. Musi być jakieś uzasadnienie.

    Prędzej czy później i ja przeczytam zwycięskie wiersze. Druga, tzw. debiutancka książka za jakiś czas trafi w moje ręce. Czekam na to zjawisko. Z chęcią zapoznam się z tymi – jak twierdzi Pasewicz Edward – „najlepszymi tekstami”

    Gerszbergu Tomaszu, i znowu naczytałeś się mądrych książek o Władzy i Panowaniu. Piszesz mi tu jakieś dziwne rzeczy o działaniach politycznych. Nie wątpię, że kładąc się na swojej żonie w celach prokreacyjnych także takie działanie uważasz za działanie polityczne. Wsystkie komunikaty wymieniacie ze sobą oficjalnie, zachowując formalny ton:

    – Parnterko, proszę udostępnij mi swoją waginę
    – Partnerze, będę gotowa za 45 sekund.
    – Partnerko, czy masz dni płodne czy…
    – Partnerze, moja odpowiedź brzmi: w rękę lub w gazetę.
    – Przyjąłem do wiadomości. Przystępuję do działania.

    Wbij sobie do głowy, że ja nie kieruję się żadnym motywem. że oficjalnie sram na twoja poprawność polityczną, nawet na taki jej rodzaj, który przyjąłeś za swój styl życia.
    nie waz się porównywać moich epizodów z sądami i prokuratorem do sytuacji Pasewicza jako jurora konkursu.

    Gdybym ja zrobił tak jak Pasewicz, dzisiaj zwracałbyś się do mnie per doktorze habilitowany.

    Żeby było jasne – Pasewicz Edward był jednym z dwóch ochotników-poetów, który w 2007 r., oficjalnie stanął w obronie trojanowskiego (Nie, tomaszu, Nie masz się czego obawiać, ty nie byłeś tym drugim. ). człowiek mi nieznany przeczytał mój wiersz i napisał, że nie obraża on żadnych uczuć religijnych. Mam u Pasewicza wielki dług. Wiesz jak się czułem pisząc: „Dlatego mówię ci – Spierdalaj” ? Czy w twojej główce Tomaszu Gerszbergu, napchanej korporacyjnym gównem, przykazaniami awansu, dobrego tonu, sawuarwiwru pojawiła się kiedyś myśl:
    „dlaczego trojanowski tak pisze o Pasewiczu?”

    zanim kolejny raz przełamiesz się wewnętrznie, żeby wpisać się na tej stronie zadaj sobie pytanie, czy naprawdę cię tak gniecie? Juz się raz ładnie wpisałeś. Dałeś wyraz swojemu oburzeniu. Zostało to odnotowane. Nikt ci nie wypomni, że byłeś chujowym kumplem, bo nie postawiłeś się w obronie Pasewicza

  25. Roman Knap:

    Marku nie znam uzasadnienia, ale wierzę w gust Pasewicza. Wierzę w jego wrażliwość artystyczną.
    Poza tym pomimo sięgania do teorii lobbingowo-spiskowych (a jakże, fajnych :)), uważam że mimo wszystko werdykt nagradzający „dzieło” mierne przy zupełnej ignorancji, czy wręcz ślepoty na obecność wśród nominowanych „dzieła wybitnego” jest raczej niemożliwa.
    Nie wiem, ale np. gdybym był w jury i miał tam wśród nich jakiś tomik powiedzmy Gałkowskiej to jeśli byłby wybitny (np. oryginalność formy, piękno sformułowań, głęboka uczuciowość, może jakaś życiowa mądrość) musiałbym tę wybitność uznać niezależnie od moich uprzedzeń personalnych. Jeśli natomiast tomik (potencjalny) Gałkowskiej niczym się specjalnie nie różni od pozostałych i jest tej samej średniej klasy, to wtedy do głosu mogę dopuścić uprzedzenia i prosympatię i zamiast jej mogę wyróżnić podobny mu w średniactwie tomik kogoś innego kogo lubię, np. powiedzmy Agi Hofik. Zmierzam do tego, że wybitnych dzieł (jeśli takie są wśród dostępnych, nadesłanych, zaprezentowanych, upublicznionych) mimo wszystko nie da się nie zauważyć i zignorować.

  26. marek trojanowski:

    w takim razie nie pozostało nic innego jak czekać na dzieło wybitne, które jak czytałem już niedługo opuści prasę wydawniczą i trafi do księgarń. Na pewno ten dzień nie zostanie przeoczony

  27. Roman Knap:

    Ale wiesz co Marek, w sumie odbiegliśmy od problemu.
    Tak naprawdę nie poddaje się tu zasadność artystyczną decyzji jury, tylko jej zasadność formalną.
    Pasewicz dziś wyjaśnił, że przedłożono mu listę z Komisji Selekcyjnej, zaopiniowaną zapewne jeszcze przez 100 innych Komisji.
    Pomińmy na razie ten żałosny przerost administracyjny.
    I zadajmy takie pytanie – czy członek jury nie może zakwestionować poszczególnej decyzji z Komisji Selekcyjnej, dostrzegając jej błąd, niedopatrzenie itp?

  28. marek trojanowski:

    na te pytania może odpowiedzieć tylko Edward Pasewicz

  29. Roman Knap:

    I wiesz co Marku jeszcze – napisz do Komisji Rewizyjnej, niech zrewidują. Tam jest bowiem kolejnych 5 członków, kolejnych 7 jest w Radzie Nadzorczej Nad Komisją Rewizyjną. A tym ludziom już zapłacono, więc niech chociaż ruszą te swoje komisyjne dupska. Niech się im nie płaci za chuj a nie robotę! :)

  30. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    dla mnie Edward Pasewicz został wmanewrowany przez organizatorów, sama dwa razy podpisałam papiery, ufając, że osoby, które mi je przygotowały zrobiły to w sposób uczciwy i fachowy, a okazało się, że to podkładkowy humbug.
    Co do wyboru tego, a nie innego tomiku poetyckiego nie wierzę, że Edward Pasewicz uległ naciskom i wybrał tomik wbrew sobie.
    Marku domagasz się wyznania wiary z pozycji Katona, bo pewnie nigdy nie upadłeś. Ja od upadania mam blizny na kolanach. Wyznania nie muszą być z definicji publiczne i głośne.

  31. marek trojanowski:

    upadłem, owszem i to nie wiem ile razy jak się uchlałem wódą. raz upadłem całkiem groźnie. byłem naprany i chciałem się rozebrać do spania. ściągając spodnie zaszportałem się. leciałem jak kłoda. pamiętam, ze pomyślałem wówczas, że nie opłaca mi się wyciągać rąk by amortyzować upadek, bo jestem zbyt blisko podlogi, że pewnie nie zdążę (to była moja autentyczna myśl pijacka). cała energia upadku przyjęta została na szczękę. moja broda była tą częścią mojego ciała, która pierwsza zetknęła sie z linoleum.
    na drugi dzień, jak się obudziłem nie mogłem mówić. miałem spuchnięta szczękę, ale o dziwo – nie złamała się.

    widzisz izo, też upadam. to nie jest tak, że mnie nie obowiązuje siła grawitacji. tylko, że nigdy jeszcze nie zdarzyło mi sie upaść na kolana – a co dopiero miec na nich blizny. są gładkie jak pupcia niemowlaka. co innego twarz.

  32. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    jak ktoś podcina Ci nogi, upadasz na kolana. Nie napisałam o klęczeniu.

  33. marek trojanowski:

    iza, wiesz kiedy ktoś może podciąć ci nogi? jak idziesz z jakąś grupą, albo z jakimś znajomym, albo z przyjacielem i nie spodziewasza się tego.

  34. marek trojanowski:

    „Konkurs im. Jacka Bierezina został zorganizowany po raz pierwszy w 1995 roku. Wśród jego laureatów są m.in. Klara Nowakowska, Edward Pasewicz, Marta Podgórnik i Krzysztof Siwczyk, autorzy dla których nagroda ta była później „przepustką” do wydawania książek w Biurze Literackim. ”

    http://biuroliterackie.pl/biuro/biuro?site=210&news_ID=2009-12-14

    cała polska gratuluje Państwu przepustek.

    Przemysławowi Witkowskiemu gratuluję „opublikowanego przed kilkoma miesiącami w Biurze Literackim arkusza Lekkie czasy ciężkich chorób„! Wierzę, że nie była to przepustka ani też „przepustka” do zwycięstwa w tegorocznej edycji konkursu im. Jacka Bierezina. Tak na pewno nie jest. Jest pan zapewne utalentowanym i wybitnym poetą, na którego ten kraj czekał od śmierci Mickiewicza. Burnyje apłodismienty! wsje wstajut i kriciajet gromka hura! hura! hura!

  35. marek trojanowski:

    Dnia 12.12.2009 r. Jury obradujące w składzie:

    Klara Nowakowska,
    Niech żyje! Niech żyje! Niech żyje!

    Marta Podgórnik
    Niech żyje! Niech żyje! Niech żyje!

    Bartosz Konstrat,
    Niech żyje! Niech żyje! Niech żyje!

    Piotr Kuśmirek
    Niech żyje! Niech żyje! Niech żyje!

    Edward Pasewicz
    Niech żyje! Niech żyje! Niech żyje!

    itp., itd…..

  36. marek trojanowski:

    przemek, gdybym był optymistą, podzieliłbym twoją wiare w ekstraordynaryjna jakość wierszy Witkowskiego. Ale jak widzisz, optymista nie jestem. Wiesz co jest w tym najgorsze? najgorsze i najbardziej krzywdzące jest to, że kiedy druga książka Witkowskiego się ukaże i będzie ona ekstraordynaryjnie dobra, to i tak ludzie będa mówili, że gość dostał nagrodę w sposób ekstraordynaryjny.
    i taki Witkowski będzie niczym Dar Pomorza żeglował miedzy krzesłami i stolikami saloników literackich, a kurs będzie obierał tylno na najbardziej czerwone z czerwonych dywanów, gdzieś z oddali będzie dobiegał go szept: „to ten witkowski” „a, tak, to ten od tego bierezina”.

    wiesz ile ja takich ekstraordynaryjnych karier w życiu widziałem? mój kolega, profesor opowiadał mi o pewnej pani doktor habilitowanej z socjalistycznymi układami. pracowała ona w latach pięćdziesiątych na jednym z uniwersytetów. była panna do wzięcia – ale była brzydka jak stalinowska noc. no i przygruchała sobie jednego chłoptasia. młodego studenta. chłopak ją wydupczył, wiadomo, że fajnie tak wydupczyć starsza pania profesor. co nie? został przyjęty na etat asystenta – i zgadnij u kogo został asystentem? byli nawet na wspólnych konferencjach za oceanem (wiesz jak trudno było wyjechać w latach 50. na konferencję za ocean?). chłopak się postarał i w sposób ekstraordynaryjny zrobił doktoracik.w jakimś superekstraordynaryjnym tempie. do końca życia się z niego napierdalali. do końca. umierał, a mu ksiądz nad marami szeptał: „dobra była w łóżku?”

    co do sytuacji granicznych – przemku w tej sytuacji rozwoju cywilizacyjnego, w którym my żyjemy sytuacja graniczna nie oznacza śmierci z karabinem w reku. teraz sytuacje graniczne dzieję się, gdy świadomie, z premedytacją rezygnujesz z awansu, z podwyżki, z prestiżu, z kariery i robisz to dla zasad. powstańcy ginęli za abstrakcyjne pojęcie narodu i ojczyzny, dzisiaj ginie się – jest się trupem dla środowiska, dla kumpli, dla dyrektorów, dla prezesów – wówczas gdy poświęcasz się abstrakcyjnym zasadom.

    zmieniło się pojęcie debiutu, zmieniło się pojęcie sytuacji granicznej.

  37. przemek łośko:

    Marku,

    nie postawiłem tezy ekstraordynaryjności wierszy witkowskiego. o ich przeciętności usłyszałem tylko, ale nie chciało mi się tego sprawdzać, bo człowiek, który przeczyta wiersze i prozę kilku tysięcy autorów ma prawo wyboru, czy w ogóle czytać.

    dziś, na przykład, czytam Manuskrypt z Heiligenbergu Jensa Bjoerneboe. To jeden z moich najbardziej ukochanych autorów. Podświadomość spłatała mi figla i zdecydowała za mnie, że zapiski sądowego woźnego będą jak znalazł do sytuacji. I są.

    Po chwili prawdy nadchodzi chwila wolności. Nie pochodzę z góry Patmos i nie umiem rozstrzygnąć, czy mały niedźwiadek, patrząc mi głęboko i ufnie w oczy, mówi prawdę czy łże. Interesuje mnie natomiast, choć niewyłącznie, czy, kiedy i w jaki sposób okłamuję siebie.

    Nie zgadzam się z Tobą, że jedną miarę można przyłożyć do zasad i do heroizmu. Zrozumiałem to stojąc z liną przywiązaną do nóg, przed pierwszym skokiem na bungie. To bardzo drobny kroczek, naprawdę nic wielkiego, ale mówi wiele o przerażeniu.

    Biznes to wojna, w której regułą jest cios w plecy. Kiedy przychodzisz do domu i zaskoczony odkrywasz ślad po nożu na kołnierzyku koszuli, chowasz ją ze wstydem na dno szafy – dałeś się zaskoczyć. W biznesie jestem trudnym do pokonania skurwysynem, prowadzę trzy spółki i trzeba wgnieść mnie w ziemię, żebym zrezygnował z odwetu. Zgodnie z moją świętą biznesową zasadą: jeśli mnie ktoś uderzy oddaję dwa razy mocniej i dwa razy więcej. Kto wchodzi do biznesu umawia się na taką grę, nawet jeśli nie zostanie to powiedziane wprost.

    Na drodze, którą się kroczy, obowiązuje prawo tej właśnie drogi. W świecie ducha obowiązuje prawo objawione w Patmos. W świecie biznesu obowiązuje prawo małych niedźwiadków. To nie jest to samo prawo.

    Przeżycie graniczne pozostanie zawsze przeżyciem granicznym – reakcją duchową istoty zagrożonej fizyczną likwidacją tego, co najbardziej kocha: swojego ciała i ducha, ciała i ducha swoich bliskich. Nie ma i nigdy nie będzie innej definicji sytuacji granicznej.

    Dla sytuacji granicznej nie ma żadnego znaczenia istnienie miliona niezasłużonych laureatów, dopóki nie znajdą się w jej sferze działania.

    Gdybym rozumiał sytuację graniczną w taki sposób jak ty, to miałbym co najmniej trzy sytuacje graniczne każdego dnia. W toku mojej pracy zarządczej (14 lat po średnio 250 dni) uzbierałoby się ich jakieś 3500. W jednej trzeciej zachowałem się może brutalnie, ale fair. W jednej trzeciej pozwoliłem dojrzeć pracownikowi do dostrzeżenia i poprawienia własnych błędów. Jedną trzecią przemilczałem, bo dla przedsiębiorstwa nie miały znaczenia lub mogły skutkować jego upadkiem – a miałem przecież pracowników z rodzinami, bywało, że kilka setek pyszczków do wykarmienia.

    To, czego oczekujesz, to sprawiedliwość społeczna. Dlatego właśnie Ciebie zachęcam do lektury słów woźnego sądowego. Nie dlatego, że chcę osłabić Twoje spojrzenie na sprawiedliwość, tylko dlatego, żebyś nie zatracając go widział wszystkie obowiązki Drogi. I, że jej wyzwanie jest daleko trudniejsze niż tylko domaganie się sprawiedliwości. Dążenie do Chwili Prawdy obowiązuje Ciebie przede wszystkim w stosunku do siebie, dopiero potem, w stosunku do innych.

    W tym zawiera się i to, że nigdy nie osiągniesz celu, ani spełnienia, bo żadnemu człowiekowi to się nie uda. Mnie również nie, Izie także. A mimo to, trzeba w tę mgiełkę wbijać z zapałem i na uściech – pleśnią (jak to mawiają). ;)

    Wracając do całej tej afery. Żeby ujawniły się wszystkie sprężyny, trzeba pozwolić ludziom mówić. Nie pozwoliłeś mówić Magdzie, a to byłaby wypowiedź, jak się spodziewam, uruchamiająca lawinę. Edwarda znam zbyt dobrze, żeby wierzyć w jego złą wolę. Myślę, że padł ofiarą swojej łatwowierności, lenistwa i zbyt zgodnej natury. Najpierw przyjął rolę, potem nie sprawdził, wreszcie zamilkł, bo wszyscy uchwalili: „Witkowski”. Wzięcie pieniędzy za jurorowanie nie jest dyshonorem, wręcz przeciwnie, jak mawiał Kotarbiński: „praca za darmo hańbi”. Też tak uważam, nie pracuję za darmo. Uważam jednak, że nie do końca Edward na nie zapracował (bo nie sprawdził, bo dał się zakrzyczeć).

    Czym innym jest dar z Patmos: jak choćby w przypadku talentu do wierszy – za pisanie wierszy NIE WOLNO brać pieniędzy. Nikt mnie nie przekona, że słuszne jest branie pieniędzy za pisanie wierszy. Jeśli ktoś chce dzielić się otrzymanym darem, to chyba nie oczekuje za to pieniędzy?

    Tacy ludzie jak Burszta niszczą poezję i powinni jak najszybciej zająć się biznesem prawdziwym. Możliwe, że mielibyśmy okazję się zmierzyć ;)

    Konkludując: oczyszczenie środowiska literackiego może się odbyć wyłącznie dzięki obnażeniu mechanizmów, konkretnych, w konkretnym konkursie. Bez tego ani rusz. Ludzie, którzy zdecydują się mówić przejdą na jasną stronę barykady. I to będzie spora ich zasługa, równoważąca wcześniejsze wyrachowanie. Wieszanie się na Edwardzie nie prowadzi do rozwiązania problemu, na którym – mam nadzieję – najbardziej Ci zależy. Zniechęca tylko ewentualnych ozdrowieńców do powrotu na jasną stronę barykady.

  38. marek trojanowski:

    przemek, nie jest wstydem mieć krew na koszuli tam, gdzie okrywa ona plecy. wstydem jes mieć krew na białych rękawiczkach, które skrzętnie ukrywa się w kieszeni tuz po tym, jak zabrudziło się je krwią człowieka, do którego jeszcze chwilę wcześniej mówiło się: „mój drogi przyjacielu”

    mam w dupie asenizacje i inne formy oczyszczania zwłaszcza środowiska poetyckiego. przemek, mnie jebie ten światek. jebie mnie tak, jak jebią mnie inne światy – ja interesuję sie tylko sobą, mnie interesuje tylko mój świat. wiesz dlaczego pisze o Pasewiczu? wiesz dlaczego tak o nim piszę? bo się nie mogę pogodzic z tym, że jeden z elementów mojego swiata przestał być elementem mojego swiata. Pasewicz był mój tak bardzo, jak bardzo ty należysz do mnie. Ty i Szczepan Kopyt i Mirka Szychowiak i Stefan George i Aleksander Wat i Włodzimierz Majakowski i Broniewski.

    Nie mam dystansu do żadnego z elementów mojego świata, bo wszystkie należą do mnie. Nie jestem święty, nie wybaczam, nie potrafię zrozumieć.

    Gdyby jurorował Dehnel, Mosiewicz, Honet, Winiarski – i gdyby wygrał Witkowski – przemek, zapewniam cię, nigdy bys tu nie przeczytał o tegorocznej edycji konkursu im. Bierezina. Nigdy.

    Jeżeli rozumiesz Pasewicza, to musisz zrozumieć także człowieka, który będąc w drodze traci kolejne punkty orientacyjne na horyzoncie

  39. przemek łośko:

    Staram się rozumieć ludzi. Ciebie, myślę, też rozumiem. Nie tylko rozumiem, ale bardzo cenię. Raczej obawiam się, że jeśli nie zostawisz sobie marginesu zgody na niedoskonałość i niepewność sprawiedliwości, możesz okazać się kryształem, który nie sprosta rozkruszającemu impulsowi. Dlatego przywołałem dwie skrajne postaci, Kalksteina i Piaseckiego.

    A skoro o krysztale mowa, to Krzysiek Zanudzi zrobił kiedyś niezły film na temat: Struktura kryształu. Marek, Twój imiennik, reprezentował postawę przeciwną do Twojej, Jan bliższą Twojej. Nie przekonali siebie nawzajem, do swoich racji. Problemem tego dobrze wyizolowanego i sfilmowanego dialogu egzystencji dwóch osób jest to, że przedstawiają wyczerpująco może promil możliwych postaw. Życie jest bogatsze, znacznie bogatsze od naszych estetycznych modeli. A Marek i Janek przypomnieli mi o dwóch samurajach, którzy usunęli most z pnia. Gdyby byli roninami, nie doszłoby do tej pięknej tragedii.

  40. przemek łośko:

    I jeszcze wracając do oczyszczenia: spójrz, nie udało się pokazać mechanizmów lobbingu na Bieriezinie. Kto się uaktywnił w nieszufladowym wątku? Nieśmiertelni dialektycy, Jacek i Monika – na niedzielę i tę porę dnia przypadł im redakcyjny dyżur.

    Jacek, który wcześniej stwierdził, iż ten i ów wykazuje irracjonalne parcie, wyznał właśnie, iż czterokrotnie podchodził do konkursu. Niezwykłe zdystansowanie, nie uważasz?

    Monika, zorientowawszy się, że tematyka arkusza jest bezpieczna, eksploatuje ją ad absurdum.

    Od 1995 roku do nagrody im. Jacka Bieriezina nominowano około 150 poetów. Zdaniem komisji selekcyjnych wszyscy nominowani się wyróżnili. Czy to nie paradne? Jacek Dehnel słusznie zauważa, że jeśli nie w tym konkursie, to w innym pominięty zostanie nagrodzony. Nawet nie znam z nazwy tych innych konkursów, ale przecież są ich dziesiątki. Każdej dekady nagradzanych jest około 1000 tzw. poetów. Czyli cały czytelniczy rynek ;)

    Wobec takich faktów wspomniane „parcie Dehnela” (zostańmy przy tej trafnej definicji) jest refleksją rynkowo cenną, o charakterze prawa. Gratulacje, Panie Jacku ;)

  41. marek trojanowski:

    Mosiewicz zawsze się melduje. Ona stawia się z urzędu. Rozumiesz: kiedy czas nagli, kiedy wzywa potrzeba, kiedy zagrożone dobro narodu i tym podobne. W każdym razie na Mosiewicz nigdy się nie zawiedziesz – nieustannie w jednej aranżacji: w apaszce tuszującej tuszę, z identycznymi argumentami w stylu: „piesek jest pieskiem, bo piesek jest pieskiem. Gdyby piesek był kotkiem, to owszem – mógłby być ratlerkiem mojego sąsiada, ale wówczas musiałby szczekać”

    Jeżeli chodzi o Dehnela, to ja zwróciłem na coś innego uwagę.Mianowicie na jego skłonność do „pacynek” i innych lal. może w tym roku, pod choinką, Jacek Dehnel znajdzie koparkę. Bedzie to pierwsza zabawka „rodzaju” męskiego w jego życiu.

    Wyobrażasz sobie jak Jacek siada na dywanie, bierze do ręki koparkę albo np. resoraka i robi:
    – Wiuuuuuuuu, brummmm, brummmm, wiuuuuuu! Z drogi! Wiuuuuuuui. Teraz będę kopał dziurę! Brummm, brummmm

  42. przemek łośko:

    Ciekawe, co jeszcze duecik – któremu dedykuję jeden odcinków Szczepana i Irenki pt. Quiz – wymyśli, żeby zakomunikować widzom, iż NIE WOLNO MIEĆ WĄTPLIWOŚCI! Oraz, że NALEŻY UFAĆ LITERACKIM AUTORYTETOM!

    Albowiem posiadanie wątpliwości, nieufność, domaganie się wyjaśnień to czyny szkaradne. Brak wyjaśnień, histeria „autorytetów”, próby zagłuszania wątpliwości świadczą natomiast o bielusieńkim, niczym giezło konfirmantki, sumieniu.

    Moniko, Jacku dajcie mi znać jak poszedł Wam quiz. Które z Was lepiej robiło karpia?

  43. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    Przemku a autorytetowi prawniczemu z nieszuflady także należy ufać?
    Monka Mosiewicz nadal rozróżnia tomiki poetyckie, książki i arkusze i odsyła do guuglowania (?)
    Od przedwczoraj wiem, że arkusz to miara objętości książki i już jeden arkusz jest książką. Służy do ustalenia ceny, ma określoną liczbę znaków, ilustracji, w przypadku poezji wierszy (do 700).
    Dlatego wydawcy dzielą swoje wyroby na:
    druki
    broszury i książki
    opakowania
    czasopisma
    A po co jest w takim razie IBSN? po to aby jednoznacznie stwierdzić, że jest to książka, za to numer ISSN określa jednoznacznie, że to co trzymamy w dłoni z tym numerem, jest czasopismem. Nie ma więc dowolności jak twierdzi prawniczka z nieszufli.
    Ponadto we wszystkich ogłoszeniach o konkursie organizatorzy piszą, że :”
    Adresatami przedsięwzięcia są debiutujący poeci, którzy przysyłają organizatorom projekty swoich pierwszych książek.”
    Punkt czwarty regulaminu konkursu mówi także o pierwszej książce poetyckiej.
    Taką wiedzą dysponuję po rozmowie z księgarzem i wydawcą.

    Przed chwilą sprawdziłam w internecie czy dla autorów wierszy ich wydany arkusz jest książką i czy jest także tomikiem. Jest, bo o tym piszą, że mieli tylko tyle kasy na jeden arkusz, a nie na dwa, czy trzy, ponadto uważają, że tylko tyloma wierszami chcą się podzielić z czytelnikiem i dlatego ich tomik poetycki jest tak maleńką książeczką.

    A dlaczego sie teraz rozpisałam na ten temat? bo jestem przekonana, że Monika Mosiewicz ma taką sama wiedzę jak ja, a urządza ściemę w imię swoich racji.

  44. Roman Knap:

    Nie, Iza. Mosiewicz wykazała, że nie ma prawnej definicji, czym jest książka! A jak nie ma prawnej to i nie ma obiektywnej. Inaczej mówiąc słowo tomik, książka i arkusz to słowa, które definiować trzeba jedynie przez założenie. I zawsze na nowo. Stosownie do okoliczności. Subiektywnie.
    Otóż to smutne, ale muszę jej przyznać rację! (i z tego powodu chlip, chlip, rozbeczałem się nawet).
    Co w takim razie?
    Wyjście widzę tylko jedno!!!! Salomonowe!
    Powinno się oficjalnie zrezygnować (aby zachować na przyszłość przynajmniej „czystość” selekcji konkursowej), otóż powinno się zrezygnować z KONKURSÓW NA DEBIUT!!!!!!!!
    To rozwiązanie jedyne, i tylko jedyne, aby w przyszłości ani Pasewicz, ani kiedyś np. Łośko (jak powiedzmy – przyjmie ofertę do „jury), ani Trojanowski, ani ja, ani ty, ani on, ani ona, ani ono, ani Dehnel, ani Mosiewicz, ani nikt, ani NIKT NIKT i NIKT nie był zbrukany o machlojki, sprzedajność, spiski i nieuczciwość!!!!!!
    AMEN

  45. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    Romanie w prawie autorskim wyraz książka jest wielokrotnie wymieniany, ale jeżeli tak jak piszesz przyjąć tok myślenia za poetką prawniczką, że to co nie zostało zdefiniowane przez przepis prawny nie istnieje, trzeba jak najszybciej komisyjnie zniszczyć książkę Krzysztofa Kamila Baczyńskiego” Arkusz poetycki nr 1″, a „Dwukropek” z siedemnastoma wierszami” Wisławy Szymborskiej upchnąć do lamusa, bo nie godzi się noblistką palić w piecu.

    A poważnie jedyna trudność według mnie, ktora w tym wypadku wystąpiła, to to, że niewiadomo dlaczego, z jakiego powodu, Biuro Literackie postanowiło nie uznawać za debiut książkowy: x wierszy, a dopiero x plus 1, przy czym x jest enigmą zależną od liczby wersów? I jak sie udało BL narzuć innym swój sposób myślenia o debiucie ksiązkowym.
    Szwedzki pisał że liczy się „pełnoprawny debiut” I to określenie pełnoprawny powoduje kłopoty interpretacyjne.

    Romek mam złe zdanie o konkursach poetyckich organizowanych w Polsce, dlatego wielokrotnie na Marka blogu pisałam, że dla mnie laureat konkursu może być wyłoniony na podstawie losowania kartek z nazwiskami, bez czytania jego dzieła rzecz jasna. Oszczędza sie czas i pieniądze, a konkurs został klepnięty i zapomniany.

  46. marek trojanowski:

    iza, wyobrażasz sobie dowód odwrotny? to jak Mosiewiczówna z wrodzoną sobie finezją (oczywiście chodzi o finezję intelektualną po 140. kawce a nie o motoryczną) dowodzi, że arkusz (publikacja opatrzona ISBN) jest książką?

    to że ja spędzam całe dnie i noce przed komputerem i piszę wszystkie swoje głupoty – to jest dla mnie zrozumiałe. jestem osobą bezrobotną, nikt nie chce mnie zatrudnić. jako spalony w środowisku jestem niezatrudnialny. mam mnóstwo wolnego czasu. na kolację, obiad i śniadanie żrę chleb z margaryną. na deser kromkę z marmoladą.
    nie chodzę do pracy. nie zarabiam. siedzę na dupie przed komputerem i czekam do kwietnia. wówczas otrzymam ostatni zasiłek. ostatnie 490 zł netto. wówczas skonczy się moja laba. będę musiał iść do pracy, choćby do robót interwencyjnych. będe kopał doły, zamiatał ulicę, ścinał drzewa. nie bede mógł już tak dużo czasu spędzać przed komputerem. Ja to wszystko rozumiem. Bardzo dobrze rozumiem. Swoje przeznaczenie przyjąłem z godnością, na klatę. I z tym jakoś żyję.

    Ale nie potrafię zrozumieć jakim cudem magister Monika Mosiewicz – umysł wybitny, epokowy. Wzięta i sławna prawniczka. Tak wzięta i tak sławna, że łohoho i że fiufiufiu. I ta włąśnie wzięta prawniczka, która 24 godziny na dobę rozmyśla o kolejnych rozprawach, ma jeszcze czas by siedzieć na nieszufladzie i klepać te swoje długaśne wpisy? skąd ona bierze na to czas, skoro zajęta jest lawiną spraw, z którymi zgłaszają się do niej miliony kandydatów z Polski i ze Świata – bo tak bardzo Monika Mosiewicz jest dobra, jako adwokat. I tak bardzo sławna jako Monika Mosiewicz, Adwokat.

  47. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    oczywiście.
    Przedstawiłaby w sądzie jednoznaczny dowód w postaci numeru ISBN i udowodnila na tej podstawie, że to co trzyma w dłoni jest ponad wszelką wątpliwość książką.

  48. Tomek Gerszberg:

    Marku,
    widzę że prawda cię boli, powtórzę zatem jeszcze raz, może to cię obudzi: między sytuacją, która cię spotkała a tym co sprawiasz Edwardowi nie ma żadnej różnicy. Wykorzystujesz mechanizmy podobne do tych wykorzystanych przez studentów.
    Pęd do konfrontacji(i zwycięstwa!) jest silniejszy niż próba poszukania prawdy.
    Wzruszyła mnie historia twojej bolesnej rozterki, gdy wieszałes publicznie faceta, który podał ci pomocną dłoń. Widzę, że łatwo poszło, nie próbowałes nawet zastanowić się chwilę nad rolami: organizatora, jury, przewodniczącego jury (przemek wyjasnienia zrozumiał). Wybiórczosć twojego celu bezlitosnie obnaża intencje.

  49. marek trojanowski:

    Wzruszyła mnie historia twojej bolesnej rozterki, gdy wieszałes publicznie faceta, który podał ci pomocną dłoń.

    Tomaszu, czy wiesz jakie to uczucie? czy wiesz jaką trzeba być kapitalną kurwą, jakiej kosmicznej rangi skurwysyństwa potrzeba, by „powiesić publicznie faceta, który podał kiedyś pomocną dłoń”? masz choćby minimalne pojęcie o tego rodzaju uczuciu? zrobiłeś tak kiedyś? czy zdarzyło sie tobie kiedyś powiedzieć koledze „spierdalaj”. Byłeś kiedyś choćby raz w skórze bydlaka? Czy uważasz, że ta skóra jest wygodna?

    cieszę się, że się wzruszasz Tomaszu. To znak, że jest w tobie coś z człowieka. Że oprócz kandydata na prezydenta jest w tobie coś ludzkiego.

  50. wybieram IP:

    Marku, czy ty nie za wiele od ludzi wymagasz? Zaraz chciałbyś widzieć w Pasewiczu samuraja, który dla zachowania honoru flaki sobie pruje. Sam wiesz, czasy, cholera, ciężkie, ludzie nawet pod ziemią roboty znaleźć nie mogą. Może akurat na chleb nie ma? I co? Nie wstyd ci teraz? Jednemu masz za złe, że chciał (chce) na prezydenta, innemu, że do komisji, Justynce, że się prezesury czepiła, Kubusiowi, że nosi w sobie chytrość liska… Jakby każdy był taki nieustępliwy jak ty, to zgadnij, co by się stało? )) No nic tylko „Aurorę” budować.
    Ludzie wolą chodzić po czerwonym dywanie zamiast o bruk się potykać. Tak jest i będzie, a ty tu z pretensjami wyjeżdżasz, że nie wszyscy chcą rewolucji. Nadęte to, nie sądzisz? Nie lepiej to konwencji prześmiewczo kpiarskiej się trzymać zamiast na ludzi pomstować?

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?