PoliszFikszyn (13)

23 listopada, 2007 by

– Już zapłaciłam, możemy iść powiedziała Lusia podchodząc do chłopców.
– No to chodźmy powiedział Dżak i jako pierwszy skierował się ku wyjściu z dworca.
Lusia chciała iść tuż za Dżakiem, ale Adamski złapawszy ją za ramię powiedział:
– O nie, ty na końcu.
– Ale dlaczego?
– Dlatego, że w naszej bandzie obwiązuje odpowiednia hierarchia. Dżak jest szefem dlatego idzie pierwszy, ja jestem jego zastępcą i idę jako drugi, a ty jesteś nowa. Nowi idą zawsze na końcu.
– Ja go w pałę! powiedziała z pewnym podziwem w głosie grubaska. Ale u was panuje porządek.
– Ordnung mus zajn wtrącił się niespodziewanie Dżak, używając swej nienagannej niemczyzny. Chciał się kolejny raz popisać przed nową członkinią bandy, aby utrwalić swój wizerunek, jako niekwestionowany autorytet. Nagle stało się coś niespodziewanego. Otóż do Dżaka podszedł jakiś podróżny, starszy pan w szarym prochowcu, z walizką w ręku i zapytał:
– Schprechen Sie deutsch?
Skonsternowany Dżak nie wiedział co odpowiedzieć. Nie zrozumiał nic z pytania. Jednak nie chciał wyjść na ignoranta w oczach członków bandy. Udał najpierw, że nie zauważył jegomościa, który najwyraźniej był obcokrajowcem z zachodu.
– O! Patrzcie jaki ładny sufit powiedział do Adamskiego i Lusi, wskazując końcem laski na sklepienie budynku dworca. Adamski popatrzał w górę, Lusia natomiast powiedziała:
– Dżak, ten pan cię o coś pyta.
– Jaki pan?
– Ten, który stoi tuż obok ciebie, po prawej stronie.
Dżak nie popatrzał w prawo. Odwrócił się w lewo i skierowawszy czubek laski w okno dworca powiedział:
– Albo zobaczcie, jakie ładne okna tutaj mają. Tyle w nich piękna. Są takie realistyczne, że aż socrealistyczne. Doprawdy zdumiewająca jest ta estetyka chłopsko-robotnicza. Z rozmysłem zaprojektowano je tak, żeby gołębie, symbole pokoju, mogły sobie na nich nie tylko przysiąść, szukając chwili wytchnienia w swej odwiecznej tułaczce, ale nawet uwić gniazdo, założyć rodzinę czyli stworzyć podstawową komórkę społeczną rodu ptasiego.
Ułożywszy naprędce mowę ku czci okien dworcowych, którą wyrecytował członkom bandy, by odwrócić uwagę od zajścia z nieznajomym podróżnym, Dżak modlił się w duchu:
Idź sobie człowieku. Proszę, idź. Nie docenił jednak niemieckiej cierpliwości. Pan bowiem jak stał, tak stał. Co więcej, pan powtórzył pytanie:
– Sprechen Sie deutsch?
Lusia, jako że była najnowszym nabytkiem bandy, nie nawykła jeszcze do zachwytu nad stolarką okienną. Nie to, żeby nie zaimponowała jej perora Dżaka. Przeciwnie. Jednakże było w niej jeszcze trochę człowieczeństwa, coś z chrześcijańskiego miłosierdzia. Oczywiście, to uczucie, jak u wszystkich poetów-wieszczy, tak i u niej zaniknie z czasem. Jednak w tej chwili miała go wystarczająco dużo, by zwrócić uwagę Dżakowi. Powiedziała:
– Dżak, ten pan cię o coś pyta.
Po chuj ja cię wziąłem do swojej bandy!? zaklął w myśli Dżak i widząc, że się nie wymiga, że nie uda mu się spławić obcojęzycznego natręta i że będzie musiał skonfrontować swoją znajomość języka obcego z obcokrajowcem z krwi i kości, z udawanym uśmiechem na twarzy odwrócił się do nieznajomego i powiedział:
-Bite?
– Wunderbar! Sie sprechen deutsch. Vielleicht können Sie mir sagen, wo finde ich hier Fahrplan?
Dżak nie zrozumiał z tego ani słowa. No może poza jednym: deutsch. To pozwoliło mu bezbłędnie zidentyfikować nację interlokutora. Pomyślał sobie: Ty przebrzydły germańcu! Od wieków ciemiężycie naród polski! To przez takich jak ty Rota musiała napisać Konopnicką. Teraz zagiąłeś swego krwiożerczego, krzyżackiego parol na mnie, na spadkobiercy dziedzictwa Miłosza! Chciałbyś mnie skompromitować! Oj nie dam się ja tobie tak łatwo bratku! Popamiętasz mnie jeszcze, tak jak Guderian polską konnicę w trzydziestym dziewiątym! Nie dał jednak po sobie nic poznać i z apodyktyczną pewnością w głosie odpowiedział:
– Ja, ja. Folkswagen gut auto.
– Was? zapytał zdziwiony podróżny.
– Kom na chałze kinder machen, arbajt macht fraj bez zająknięcia odpowiedział Dżak, uśmiechając się miło do starszego pana. Był to tylko pozór, ponieważ w tej chwili wyczerpał się zasób jego niemieckojęzycznego wokabularza. Ku zdumieniu Dżaka, pan zamiast odejść, zaczął się mile uśmiechać do niego. Po chwili nieznajomy chwycił go delikatnie pod ramię i powiedział:
– Willst du lieber in Klo oder in Hotel? Und sag mal wie viel? Ich habe zwanzig Euro dabei, reicht das?
Całkowicie zaskoczony reakcją nieznajomego, Dżak postanowił zachować zimną krew i kontynuować lingwistyczny pokaz. Motywacji dodawały mu wyrazy uznania na twarzach członków jego ekipy. Nie mógł ich rozczarować. Jako, że nie znał więcej niemieckich słów odwołał się do swojej inteligencji. Postanowił pokombinować. W ostatnim zdaniu usłyszał jedno znane mu słowo: hotel. Po chwili namysłu odpowiedział:
– Ja, ja Hotel gut.
Kiedy spostrzegł, że ani Lusia ani Adamski nie zorientowali się, że odpowiedź hotel gut ja, ja, była produktem jego lingwistycznego instynktu, a w zasadzie niczym innym jak wariacją na temat: ja, ja. Folkswagen gut auto, odetchnął z ulgą. Zastanawiał się jednak cały czas, dlaczego nieznajomy ciągle trzyma go pod ramię i dlaczego ciągle się tak miło uśmiecha?
– Also, gehen wir powiedział starszy pan i pociągnął Dżaka delikatnie ku wyjściu. Oczywiście nie zaprotestował, chociaż mama wielokrotnie go przestrzegała, żeby nie zadawał się z nieznajomymi. Musiał dalej grać, bo stawką w tej grze była rzecz najważniejsza: jego autorytet.
Tak oto już we czwórkę zmierzali ku wyjściu. Na początku szedł Dżak pod rękę ze starszym panem, za nimi był Adamski. Gruba Lusia z tobołami wlekła się na samym końcu. To właśnie wówczas zakiełkowało w niej ziarenko buntu wobec hierarchii w bandzie. Zapytała Adamskiego:
– Atomizer, dlaczego ten pan idzie z przodu razem z Dżakiem? Przecież on jest nowy i powinien iść za mną.
Adamski chwilę się zastanowił i powiedział:
– Bo on jest obcokrajowcem.
To wyjaśnienie nie było dostatecznie przekonujące dla Lusi. Zaczęła drążyć temat:
– No i co z tego, że obcokrajowiec? Jako nowy, powinien być na końcu.
Atomizer zatrzymał się, odwrócił do Lusi i powiedział:
– Słuchaj, obcokrajowcy mają pierwszeństwo, bo znają języki obce. To mądrzy ludzie i dlatego oni mogą iść na przedzie. Ten pan, który idzie z Dżakiem zna niemiecki. Wiesz jaki on musi być mądry? zapytał retorycznie i kontynuował Może nie tak mądry jak Dżak, który zna nie tylko perfekt niemiecki, ale angielski i łacinę, ale też mądry. A ile ty języków znasz? zapytał na koniec Lusię i nie spodziewając się od niej odpowiedzi, odwrócił się i zaczął iść w kierunku oddalającego się tandemu Dżak-podróżny.
Grubaska nie miała innego wyjścia, jak tylko zaakceptować wyjaśnienie Adamskiego i pogodzić się z losem póki co ostatniej w bandzie. Podniosła z ziemi walizki i powoli dochodziła do wyjścia z dworca.

Kategoria: Bez kategorii | Komentarze »

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?