POEZJA W RYNSZTOKU

27 lutego, 2008 by

[wersja *.doc:poezja-w-rynsztoku-reportaz.doc]

W 2006 r. uruchomiony został jeden z najdziwniejszych i najciekawszych portali poetyckich w polskim internecie: rynsztok.pl. Wirtualne miejsce, które połączyło skrajnych indywidualistów, znanych poetów i skandalistów, na który i ja trafiłem po wielu perypetiach, włączając w to przygodę z prokuratorem, uczelnianą komisją dyscyplinarną i przewodniczącym związku zawodowego solidarność, który zażądał natychmiastowego wyrzucenia mnie z pracy. Powód: wiersz.

Zasady działania portali poetyckich są proste: publikuje się wiersz/prozę a następnie tekst ten jest komentowany. Każdy zarejestrowany użytkownik, bez znaczenia czy jest to pracownik fizyczny huty, czy naukowiec, czy gospodyni domowa, może publikować swoje wiersze i komentować twórczość innych. Pod tym względem rynsztok.pl niczym się nie wyróżnia od innych tego typu wirtualnych miejsc, może poza małym wyjątkiem: gdyby Miłosz żył na rynsztok.pl rozszarpałyby go trolle jako pierwszy rzuciłbym się ja.

W historii tej występują:

Przemek Ł. (wiek: 39) – biznesmen. Pytany o zawód i zainteresowania odpowiada:

Przemek Ł.: To ciągle się u mnie zmienia. Jeszcze kilka lat temu zarządzałem spółkami informatyczną, budowlaną i elektryczną, dziś koordynuję projekty i budowy dużych obiektów sportowych (stadiony, hale widowiskowe), zarządzam firmą projektową (konstrukcja, architektura) i przekształcam małą firmę budowlaną w firmę projektującą sieci zewnętrzne (woda, gaz, prąd, teren).
Podobnie jest i było z moimi zainteresowaniami. Nigdy nie czytam jednej książki, zawsze czytam ich kilka lub kilkanaście równocześnie. Teraz jest to kilka słowników mitów, książki do meteorologii i nawigacji lotniczej, kilka książek z teoriami stabilności (to do doktoratu), podręcznik architektury (Neufert) i konstrukcji, wykłady Feynmana i wciąż, i wciąż popularne książki Penrose’a. Czytam, powolutku, Umysł Niezmienny Kossowskiej (to chyba jej habilitacyjna rozprawa z psychologii umysłu), wreszcie czytam sporo ostatnio Szestowa i z musu mnóstwo streszczeń różnego, raczej niewielkiego kalibru myślicieli w rodzaju Margalita i podobnych (dziewczyna do egzaminów uczy się tych bredni, wszystkie płaskogenderowe i misiaczkujące chodźcie wszyscy do stajenki – dygresja: mam przez to wrażenie, że myślenie współczesnych akademików jest powierzchowne, ugrzecznione i przede wszystkim ma im zapewnić stabilną pozycję zawodową). Czytam też sporo o wszelkiej maści technikach graficznych, zwłaszcza o drzeworytach i metalorytach.
Książek beletrystycznych, popularnych, literatury pięknej czytam bardzo niewiele. Te czytałem masowo kiedyś, dziesięć lat temu przestałem. Nowości traktuję w jednakowy sposób czytam wyrywkowo kilka stron. Wtedy decyduję, czy czytać całość. W ostatnich latach zdecydowałem, że przeczytam w całości Viana, Ayme, Wyrypajewa, Maufrais, Bargielską. Niemal w całości przeczytałem Lubiewo (Witkowski zabił mnie jednak w końcu standardowo pedalską nudą). Sieczka, taka jaką uprawiają Pilch, czy Masłowska dostała kilka razy szansę wyrywkowego czytania i więcej nie dostanie. Bełkot bez wartości, nijakie pytania egzystencjalne i uniwersalne, wtórny język szkoda mojego czasu. Czytałem też sporo nieznanego zupełnie szerszej publiczności Łukaszewicza wszystkie jego kreacje osobowości są wybitne. To niewątpliwy poetycki geniusz, zupełnie nie na nasze wazeliniarskie czasy. Uzupełniając ten przydługi passus zawsze czytam chętnie Audena. Teraz czytam po raz kolejny i tłumaczę The Prolific and the Devourer.
Co robię? Żyję, sporo piję (śmieje się) – a wiosną, latem i wczesną jesienią latam. Ale latanie trudno opisać i zwerbalizować w warstwie twórczej prowadzi do metafizycznej patetyczności w rodzaju Twierdzy, niedokończonej, ale najpiękniejszej książki Exuperiego. W lotnictwie spotyka się niemal wyłącznie ludzi nietuzinkowych i antypatetycznie patetycznych, stąd i rozmowy przy wódce na lotnisku w pytaniach i odpowiedziach wykraczają mocno poza przyjęty w mainstreamowej, stodolnej naszej literaturze standard

Drugim bohaterem jest Tadeusz B.

Zapytałem go w mailu: ile pan ma lat?. Oto jak odpowiedział: Panie Marku, czy NIP, PESEL, imiona rodziców i adres zamieszkania też podać? :D Przypomnę nieśmiało, że do tej pory nie otrzymałem wiarygodnej odpowiedzi na pytanie: jak to się stało, że tekst „dziecinne problemy” [mój wiersz, który został skasowany na prośbę użytkowników z portalu nieszuflada.pl; za który trafiłem przed obliczę prokuratora; który stał się przyczyną mojego zawieszenia jako pracownika naukowego pewnego uniwersytetu i który w ogóle stał się prolegomeną do historii moich niedoli przyp. M.T.] który był wklejony przez Włodzimierza Holsztyńskiego na Rynsztok zaczął potem figurować pod nickiem JHVH i do dziś tam stoi? Jak to się stało? [Tadeusz B. cały czas uważa, że ja to nie ja, chociaż mu tłumaczyłem, że ja to ja a nie nie-ja. Ale on ciągle wie swoje przyp. M.T.].
Konkludując: Tadeusz B., wiek nieznany.

On też mówi o sobie:

Tadeusz B: Zawodowo już się nie zajmuję. Po dwóch zawałach i nie dającym się farmakologicznie całkiem zniwelować nadciśnieniu ze względu ma martwą nerkę jestem na rencie. Do tego doszła cukrzyca w najbardziej nieprzyjemnej formie.
Na co dzień handluję, tzn. spekuluję najpierw na giełdzie, a od 2004r. na rynku Forex u amerykańskiego brokera. Prawie cały dzień mam zajęty przy kompie.
Kiedyś w lepszym czasie zgromadziłem co nieco grosza i teraz usiłuję jakoś się z tego utrzymać. Sorosem ani Rothschildem nie zostanę, ale nie narzekam.
Teraz nie czytam ze względu na zajęcie i komputerowy nałóg. Kiedyś nie powiem, że sporo ale trochę czytałem. Nie powiem co; bez określonego kierunku zainteresowań.

Mogłoby się wydawać, że postać ta jest mniej kolorowa i ciekawa niż poprzednia. Nic bardziej mylnego w rynsztok.pl, nic nie jest takie jakie się wydaje być. Tadeusz B. jest trollem a to zmienia postać rzeczy. Kim jest troll, o tym za chwilę. Najpierw przedstawię kolejnych bohaterów i także trolli:

Iza G. kobieta sukcesu.
Wysyłam jej sms o treści: Izka, ile masz lat? odpisuje: Napisz, że 57 ;). Łże w żywe oczy, bo trzy lata temu powiedział mi: Mam 37 lat. Ale podobnie jak w przypadku Tadeusza B, napiszę: wiek: nieznany. Iza o sobie też nie powie dużo. Nie dlatego, żeby była małomówna, ale dlatego, że tylko z rana ma czas na pogaduszki, bo od około godziny dziewiątej rzuca się w wir pracy.

Iza G.: Jestem mieszkanką Gdańska, codziennie przemierzam trasę Gdańsk-Sopot-Gdynia ( czasami kilka razy dziennie) prowadzę własną firmę, ale także współpracuję z innymi przedsiębiorstwami, instytucjami przy określonych przedsięwzięciach na zasadzie kontraktu. Codziennie wypowiadam mnóstwo słów, rzadko je sama zapisuję.
Codziennie czytam Rzeczpospolitą, Gazetę Wyborczą, Dziennik, Dziennik Bałtycki, rano czytam newsy polityczne w internecie, a z czasopism : Newsweek, Politykę, Wprost,
służbowo Gazetę Prawną, Financial Times, w zakładach fryzjerskich( raz w tygodniu , raz na dwa tygodnie) czytam kolorowe czasopisma dla pań.
Z sentymentu ( liceum) czytam nieregularnie Odrę, Literaturę na świecie, czytam także okazjonalnie bydgoski Akant i trójmiejskie Migotania przejaśnienia

Na koniec ja, czyli Marek T. (wiek: 31). To tyle, co mam o sobie do powiedzenia i to nie przez wrodzą skromność. Bynajmniej. Wszystko wyjdzie w trakcie. Może zdradzę tylko tyle, że na jednym z portali poetyckich zbanowano mnie za obrazoburczy nick (zdaje się, że o tym już wspomniałem), a na przedostatnim, na którym się zarejestrowałem, bana dostałem na dzień dobry moja sława mnie wyprzedzała.

Któregoś razu, wszyscy niezależnie od siebie znaleźliśmy się w rynsztoku.pl. I pomyśleć, że to wszystko przez poezję.

Za słownikiem PWN: rynsztok:
(1.) otwarty kanał, zwykle wzdłuż krawędzi jezdni, odprowadzający z ulicy wody opadowe i ściekowe (2.) środowisko ludzi zdemoralizowanych.

A co na to Przemek?

Zaczęło się od tego, że po kilkunastu latach zacząłem znów pisać wierszyki i opowiadania. Przez rok publikowałem te etiudki w internecie: a to na grupie dyskusyjnej pl.hum.poezja, a to w świeżo powstałej Nieszufladzie. Któregoś dnia, ktoś postanowił mnie promować, bez mojej wiedzy, w sposób niesmaczny to jest żądający w zamian spolegliwości. Gdzieś około października roku 2003 pod moimi utworami zamieszczonymi na portalu nieszuflada.pl, podpisywanymi wówczas pseudonimami ( głównie gomorrha, grafina cumel, ale też wieloma innymi) zaczęły pojawiać się entuzjastyczne wypowiedzi podobno znanych i ważnych krytyków. Za nic traktowano moje obronne wypowiedzi że nie szukam zorganizowanego w taki sposób poklasku (umiarkowany poklask lubię, zwłaszcza, jeśli nie jest to poklask włażących w dupę kretynów). Doszło do tego, że raz, drugi i trzeci dano mi do zrozumienia, że skoro mi się pomaga to mam przynajmniej milczeć, kiedy cenzuruje się wypowiedzi tego i owego. Cała ta heca skończyła się wyrzuceniem mnie z portalu, jak to się mówi: banem na cokolwiek, co zostanie podpisane moim nazwiskiem. Pisałem zatem podpisując się dziesiątkami pseudonimów, między innymi jako Tomasz Abram, Jadwiga Kraska, czy Przedsiębiorstwo Wielobranżowe Global. Niedługo później wyrzucono z portalu Łukaszewicza (tego po raz drugi, bo raz go wyrzucono ze mną ;), Bargielską i Kopyta, pogrożono palcem Pasewiczowi, w końcu administracja Nieszuflady wycięła moje merytoryczne komentarze do wierszy tylko dlatego, że podpisałem je nazwiskiem. Zrodził się wtedy pomysł zrobienia własnego portalu, w którym nie będzie cenzury, który będzie republiką twórców. Nie myśleliśmy wtedy, że dosięgnie nas nienawiść wielokrotnie obśmianej i małostkowej wierchuszki z Nieszuflady. Mieliśmy chęć, nie marzenie, zrobić coś dla ludzi twórczych i pozbawionych chęci słodzenia sobie – portal, który utrzymując jakość zamkniętej grupy dyskusyjnej Bar (bar.art.pl), którą założył i kapitalnie moderował Alek Radomski (zjawiskowo uzdolniony krytyk) będzie szeroko otwarty na nowe, twórcze osobowości, dla których kariera literacka jest czymś wtórnym, pochodną aktywności intelektualnej. Większość z założycieli serdecznie gardziła nadmuchanymi spotkaniami literackimi i etycznie oraz literacko skompromitowanymi nagrodami literackimi w rodzaju Kościelskich, czy Nike. Tego nie chcieliśmy nawet jakoś podnosić, bo to rozumiało się samo przez się jesteś w literackim establiszmencie = istnieje znacznie większe od zera prawdopodobieństwo, że się skurwiłeś lub niemal pewność, że zachowując naiwność – największy, najcenniejszy skarb – dałeś się wykorzystać branżowym cwaniakom.

Przemek, opowiadając o tworzeniu portalu mówi: my. Ale ja wycinam ich wycinam nazwiska pozostałych ojców i matek rynsztok.pl po to, żeby niniejszy tekst paradoksalnie stał się bardziej obiektywny. Przemek odgrywał i odgrywa rolę spiritus movens na tym portalu.
A teraz mała uwaga: za chwilę zadam tak zwane pytanie dodatkowe, chcąc podrążyć trochę temat rynsztoku.pl jako prowokacji. W odpowiedzi pojawią się już tylko imiona, Przemek nie wiedział, że wytnę nazwiska z poprzedniej wypowiedzi, dlatego dalej posługiwał się już tylko imionami. Dzięki temu nie musiałem ingerować w tekst, co czyni go jeszcze bardziej obiektywnym. Uwaga oto pytanie:

Rynsztok jako prowokacja? Czy rynsztok jako określenie jakości?

Przemek Ł.: Tak, to jest prowokacja i określenie jakości. Chcieliśmy raju, to fakt, ale spodziewaliśmy się czyśćca, czyli żartobliwie, zarazem poważnie mówiąc utraty miłości do miejsca i ludzi w nim. Być może to właśnie owa niewiara, brak pasji do zachowania naiwności a co za tym idzie niewinności doprowadził do szybkiego wyłączania się twórców portalu z jego życia. Szybko wycofała się Justyna, niedługo potem Jarek przestali występować oficjalnie. Szybko zdystansowała się Marta, potem odsunął się Szczepan i Edward. Możliwe także, że Edward i Marta ryzykowali zbyt wielką utratę – utratę ustalonej pozycji w establiszmencie literackim w świecie, który zawsze miałem w dupie, bo w końcu chcę rozmawiać z ciekawymi ludźmi, a nie z przeciętnie ślepymi akwizytorami z wydawnictw, karierowiczami o mniej niż umiarkowanym talencie i percepcji, czy świętojebliwym gronem pedagogicznym ze Dymajpędrackiego Ośrodka Kultury. Możliwe również, że nie chciało im się rozmawiać z zakompleksionymi dupkami, którzy każdą obecność na portalu literackim chcą dyskontować krokiem w literackiej karierze. Takie kurestwo również na rynsztok.pl się zdarza: bezrefleksyjny szczeniak (i nie chodzi tu o wiek), który ledwie dochrapie się pierwszej wrażliwości (tę myli z refleksyjnością), ledwie w nim zestrukturyzuje się pożyczony, a nigdy w pełni przeżyty światopogląd, to już aspiruje do roli wieszcza i Twórcy-Geniusza. Nie ma jednak obrony przed destrukcyjną aktywnością takiej powierzchniowyścigowej piany, nie tylko na żadnym portalu, ale także w życiu stąd, szanując decyzje wyżej wymienionych będę twierdzić, iż popełnili błąd wycofując się z budowy podstaw artystycznie niezależnej Agory bo z nimi republika rynsztok miałaby masę krytyczną, a tak okazało się, iż portalik jest grzeczną anarchią i masę żalu wyraża moimi ustami.

Tak, tak Przemek i Przemek, ale co z innymi bohaterami tej historii? Żeby oddać im głos, Przemek musi coś ważnego jeszcze opowiedzieć, a dokładniej: odpowiedzieć na pytanie, co to/kim jest troll na portalu poetyckim:

Przemku, powiedz proszę, kim jest troll?

Przemek Ł.: Trolle nie robią nic złego. Ale robią coś gorszego – nie robią nic twórczego. Nie przynoszą nic ze sobą, nic poza resentymentem, poza brakiem pasji. Niekiedy wręcz próbują ją odebrać, a przecież jej jest i tak już tak mało. O ile grafomania jest naprawdę groźna, bo spłaszcza widzenie etyczne i estetyczne do najwężej akceptowalnego społecznie jądra, nazwijmy roboczo gustów, o tyle troll jest niebezpieczny dla najbardziej odstających od normy jednostek: te nigdy nie zgodzą się rozmawiać z tak tchórzliwym, jednostkowym gównem, które nie ma odwagi brać na siebie konsekwencji prawnych i społecznych swojego postępowania ceny za wyjawioną indywidualność. Więc troll=gówno jest równaniem uzasadnionym. I, idąc dalej, tak jak potrzebne jest gówno (wydzielina, zdrowotnie potrzebna ciału) tak potrzebny jest troll. Troll jest potrzebny każdemu ustrojowi, choć jest brzydki i brzydki i cuchnie. Jest tą wydzieliną, w której usuwane są z ciała toksyny i ta masa, która nie ma szans wrócić do systemu w postaci energii.

I jeszcze małe wyjaśnienie encyklopedyczne dla nieobeznanych w tym żargonie czytelników:

Trollowanie – wysyłanie wrogich, obraźliwych lub kontrowersyjnych wiadomości na jedno z publicznych „miejsc” w Internecie w celu wzniecenia kłótni Termin „trollowanie” („trolling”) pochodzi od ang. Trolling for fish – metoda łowienia ryb, ponieważ troll „zarzuca haczyk”, poruszając kontrowersyjny temat, często niepotrzebnie, aby wywołać kłótnię. Poprzez wsteczną etymologię uprawiających trollowanie nazwano trollami (od legendarno-baśniowych stworów z mitologii nordyckich). źródło: Wikipedia.

Z kategorią trolla nierozerwalnie wiąże się kategoria bana. To też takie nowe słówko, które jest elementem żargonu internetowego. W zrozumieniu tego, czym jest ban z pomocą przychodzi Wikipedia: Ban (ang. zakaz lub zakazywać) termin stosowany w informatyce do określenia czynności zablokowania dostępu danego użytkownika do wysokopoziomowej usługi internetowej, na przykład komunikatora internetowego czy forum WWW

Na trzech portalach poetyckich, na których pisałem komentowałem i publikowałem wiersze, po pewnym czasie zyskałem przydomek troll. Na czwartym zdążyłem się tylko zarejestrować. Błyskawicznie zablokowano mi konto. Postanowiłem uruchomić własny portal. Tak też się stało. Któregoś razu grzebałem sobie w panelu administracyjnym i bawiłem się whoisem sprawdzałem adresy IP (takie indywidualne numery komputerów, coś jak rejestracje w samochodach). Ku mojemu zaskoczeniu odkryłem, że wiersze i komentarze czyta prokuratura oraz moi pracodawcy. Okazało się, że organy władzy państwowej, jak i funkcjonariusze nauki polskiej bardzo interesują się albo poezją albo trollami. Długo sobie zadawałem pytanie dlaczego? Odpowiedź na nie nasunęła mi się dopiero po przeczytaniu odpowiedzi Tadeusza B., na pytanie: Co to jest troll?

Tadeusz B.: Troll to łatka klasyfikująca jednostkę, która nie chce (nie potrafi?) zaakceptować konwencji określonej przez ogół. Tak określiłbym to w jednym zdaniu.
Troll wie, że jego postawa prędzej czy później zakończy się wykluczeniem, a mimo to nie ulega; mimo, że czuje się pragmatykiem, to jednak bliżej mu do idealistycznego archetypu postaw romantycznych, postaci tragicznej. Troll to w pewnym sensie jednostka nieprzystosowana, pozbawiona zdolności funkcjonowania w grupie, to skrajny indywidualista. Nie znam się na psychologii, ale wg mnie, kluczowym elementem jest ta właśnie cecha. Podobnie jak on ignoruje warunki grupy, tak i grupa nie chce przystać na dyktat warunków z jego strony. Pominę tutaj warunki na jakich funkcjonuje grupa, a więc kolesiostwo, samoutwierdzanie się w poczuciu własnej wyjątkowości etc., bo to najmniej istotne. Rośnie zatem frustracja obu stron nieuchronnie zmierzająca do finału, w którym zwycięzcą (w sensie istnienia) może zostać jedynie grupa. Na tym polega tragiczny romantyzm trolla. Nie chcę rozstrzygać o racji którejkolwiek strony. Wyglądałoby to na usprawiedliwianie swojej postawy, a ja, póki co, nie wiem, która postawa jest słuszna.

Iza G. podobnie odpowie na to pytanie. I nie ma się czemu dziwić, w końcu też doczekała się łatki troll.

Iza G.: Troll to nick, który po pierwsze potrafi pisać poprawnie długie zdania.
Po drugie najczęściej jest lepie wykształcony od większości uczestników i wykorzystuje wiedzę ( punkt pierwszy i drugi nie przesądzają o nazwaniu kogoś trollem, dopiero punkt trzeci). Po trzecie to ktoś, kto narusza hierarchiczną strukturę portalu poetyckiego, czyli nie zgadza się z poglądami dyrekcji, władcy, gwiazdy portalu i jego dworu.
Po czwarte troll nie chce się kolegować z dworem, czyli nie daje się oswoić, jest obcym i dlatego staje się czarnym ludem, obcym. Co jest nieznane, powoduje lęk, to naturalne.
W rynsztoku.pl nazwano mnie trollem, ponieważ rozmawiam z innymi trollami, a prawdopodobnie trollem zostaje się przez zarażenie rozmową z trollami – to byłby mój punkt piąty.

A co na to ja?

Marek T: Dla potrzeb dyskusji internetowych wynaleziono tzw. prawo Godwina. W skrócie rzecz ujmując zakłada ono, że jeżeli ktoś na pewnym etapie rozmowy użyje argumentu odwołującego się do nazizmu (np. odpisze: Tak mówił Hitler w 1933 r.!), to dyskusje uważa się za zakończoną a ten, kto użył tego argumentu przegrał spór. Owo prawo Godwina świetnie spisałoby się w dyskusjach na portalach poetyckich, z małym zastrzeżeniem: ten, kto nazwie rozmówcę trollem, przegrywa. Kategoria troll jest nic nie znaczącym i pustym pojęciem, który służy dyskredytacji rozmówcy/komentatora, gdy brak argumentów merytorycznych.

Następnym krokiem jest ban. Administrator portalu naciska przycisk ENTER i kończy z krnąbrnym użytkownikiem. Pytam Tadeusza B., ile razy został zbanowany i za co? Oto jego odpowiedź:

Tadeusz B.: Hohoho! Duuuużo tego było. Co gdzie wejdę, to mnie banują :D
Za co? Za mówienie prawdy. Wystarczy, że raz komuś z lokalnej koterii coś wytkniesz i po tobie. Już mają cię na oku i systematycznie będą nękać. Jeśli dasz ciała i posłusznie uklękniesz, zgodzisz się na rolę w szeregu poklaskującego chórku, to przeżyjesz. W innym wypadku ban masz jak w banku.
Przy czym ja się nie skarżę. Nie mogę oczekiwać, że kiedy na uroczystym raucie zdejmę komuś muszkę i rozepnę kołnierzyk, by pokazać jego brudną szyję, to spotkam się ze zrozumieniem z jego strony. I nie mam złudzeń co do tego, jaki koniec będą miały moje harce. Prawo właściciela zawsze będzie stawiało mnie na straconej pozycji i nie ma na to skutecznej rady. Pozostaje zmiana IP poprzez proxy i dalsze nękanie. Ale ostatnio i z tym sobie radzą.

Wszystkie trolle trafiają do rynsztoka…

… a tam znowu są wiersze, poeci i możliwość pisania komentarzy. W przeciwieństwie do innych portali, tu dla wszelkiej odmiany trolli otwiera się kraina łagodności. Są poeci, z których można zdzierać skórę. Poeci, jak na prawdziwych poetów przystało wykazując całkowitą ułomność immunologiczną na krytykę. Obrażają się na trolli, wyzywają a mimo to dalej publikują swoje wiersze. Jakaś masochistyczna pobudka nimi powoduje, gdy używają opcji Dawaj na warsztat czyli, gdy publikują swoje teksty. Pytanie dlaczego?

Możliwe odpowiedzi.

1) Trolle lubią poezję

Tadeusz B.: Oczywiście, że lubię. Mógłbym obszernie uzasadnić, dlaczego, ale nie zrobię tego. Czy lubię komentować? Raczej nie, tzn. nigdy nie komentuję wierszy, które w jakiś szczególny sposób mnie poruszyły. Wstydzę się uczuć i tyle. No, może nie tyle się wstydzę przed sobą, ile przed otoczeniem. Kiedy na pogrzebie ściska mi krtań, a z oczu płyną łzy wtedy się wstydzę. Nawet, gdy usprawiedliwiają to okoliczności. Jednocześnie potrafię być spontaniczny. Czy to nie jest zagadka dla psychologa?

Iza G.: Lubię poezję, jestem nią otulona od lat. Safona, Cwietajewa, Marianne Moore ukształtowały moją wrażliwość. Komentuję wybiórczo, ponieważ poeci i poetki są delikatnymi mimozami i każde słowo pod wierszem nie koleżanki, analizują i co najciekawsze bardzo często doszukują się złych intencji.

Przydałoby się, żebym i ja coś powiedział na ten temat. Ale jak tu uniknąć zarzutu prywaty i braku obiektywizmu? Jest tylko jeden sposób: sięgnę do jednej ze swoich wypowiedzi, w dyskusji na rynsztok.pl, w której brałem udział zanim wpadłem na pomysł by napisać ten tekst.

Marek T.: Jaka miłość do poezji? Ja nie cierpię poezji, nienawidzę jej. W każdym komentarzu daje tego wyraz. Gdzie tylko w wierszu pojawia się poezja, natychmiast to wykpiwam, to jest moja doktryna. Czy każda miłość musi zaczynać się od „kocham…”, czy jesteś sobie w stanie wyobrazić taki rodzaj magnetyzmu w którym kocham zmienia się w nienawidzę? Ośrodek miłości i nienawiści w mózgu – czego dowodzą frenolodzy – sąsiadują ze sobą. Między nimi nie ma ostrej granicy.
Moja nienawiść do poezji, pozwala mi zobaczyć w niej wszystko, czego zakochany nie widzi. Bo jeżeli kochasz, to idealizujesz podmiot. Jeżeli nienawidzisz, to wyolbrzymiasz każdą niedoskonałość, w twoich oczach urasta ona do rangi monstrum, potwora. Widzisz to wszystko wyraźnie, bo skala jest inna. Nienawiść pozwala dostrzec więcej niuansów. Kochasz poetyckie skurwienie, schromienie, karykaturalność. Kochasz i afirmujesz, bo kochasz. Ja nienawidzę, dlatego nie zgadzam się, protestuję, wydzieram się [2007-11-16]

2) Trolle nie mają żadnych autorytetów i nie wierzą w jakąkolwiek prawdę.

Dowód:

Tadeusz B.: W poezji nie ma autorytetów. A prawdy? Jeśli będę miał zamiar ich poszukiwać, to raczej w stronę filozofów się zwrócę niż do poetów.
Poeta nie mówi prawdy. Jego świat tkwi raczej w sferze iluzji ukrytej w często wieloznacznych metaforach. Na tym właśnie polega siła przyciągania poezji. Na iluzji.

Iza G: Nie mam autorytetów, używam pojęcia ulubieńcy.

Marek T.: Mnie nie obchodzą poeci, poetki, to czy maja 100 tomów folio wydanych, czy nie. Jeżeli Miłosz wkleiłby tu tekst, który mi się nie podoba – to napiszę o tym [2008-02-08]

W konfrontacji z takimi podejściami nie uratuje poety nic, zwłaszcza uznane nazwisko, gdy pisze kiepskie wiersze. I na tym etapie pojawia się kolosalna różnica między poezją wydawana w tomikach, a tą, która jest publikowana w internecie.

Przemek Ł: Medium nie wpływa na jakość myśli, medium nobliwie papierowe często tę jakość pogarsza. Buce, które niejednokrotnie rządzą wydawnictwami sądzą zapewne, że najlepiej przysłużą się właścicielowi wydawnictwa środowiskową poprawnością. Efekt tego jest taki, że najczęściej właściciel wydawnictwa żyje pełną piersią, śmiga katamaranem na Kajmanach, karmi z ręki piranie, żyje zatem piersią tak pełną, iż opis przy tym zawsze wyda się lichy, a zarządcy wydawnictw i kierownicy działów kleją chujowe tomiki po nocach, wrzeszcząc równie chujowo na redaktorów, korektorów i zecerów, i marzą tylko jak to się odegrają, jak wszystkim pokażą swoją klasę na kolejnej 3811 (Moda na sukces, Kiepscy?) trasie koncertowej kolejnej gwiazdy a potem (tu fanfary, gazy, złoty dym) dostaną Nike, Kościelskich, czy inną nagrodę z wymiętej medialnie dupy w skompromitowanym nepotycznym seksem z laureatami i jałową myślą akademickim gronie klakierów.

Powyższy, chamskomedialny mechanizm daje się w równej mierze ale w innej skali we znaki w internecie: Przemciu, Mareczku, Eduś gjenjalne!. A potem dostajesz na mejla, myk, z chuja cięty tomik bzdetów o życiu i tem najważniejszem. Wazelina nie ma struktury krystalicznej, ale bylejakość ją tworzy i inną bylejakość do niej przekonuje, nazad i nazad

Tadeusz B.: Ależ to kolosalna różnica! W Internecie poznaję na żywo twórcę, wiem mniej więcej, kto zacz. To kluczowe, bo poezja stanowi swoisty rodzaj ekshibicjonizmu autora ukrytego za plecami podmiotu lirycznego. Czy twierdzenie, jakoby można było całkowicie oddzielić autora od podmiotu lirycznego jest utopijne? Moim zdaniem nie. I tu jest problem. Bo ja w papierowej twórczości nie widzę osobowości. Ja nie wiem, czy podsunięto mi różę papierową, czy prawdziwą. Jak sprawdzę dotykiem, powącham, przekonam się, wtedy będę wiedział. U niektórych o autentyczności świadczy życiorys (np. Wojaczek). A dlaczego stwierdzenie autentyczności jest ważne? Bo u mnie poezja przede wszystkim gra na emocjach, empatii, nie chcę intelektualnych rebusów z podwójnym i krotnym dnem, nie chcę zagadek. Więc jeśli już coś mnie poruszy, a potem okazuje się, że to było tylko zręcznie utkane, żeby u mnie określone emocje wywołać, to czuję się oszukany i wystawiony na pośmiewisko. To najdotkliwszy ból.

Marek T.: Internet umożliwia skrócenie dystansu między twórcą a odbiorcą. Reakcja na wiersz ma charakter na żywo. Poeta doświadcza czegoś unikalnego: a mianowicie jakiego rodzaju wrażenie wzbudza jego tekst. Z tomikami bywa różnie. Poezja wydawana w nakładach po 500 1000 egzemplarzy zalega przeważnie w hurtowniach, regałach księgarń czy bibliotek, w oczekiwaniu na swojego krytyka, pasjonata. Odległość między poetą a odbiorcą staje się wręcz kosmiczna. Poeta zaczyna jawić się jako gwiazda odległej galaktyki, nie zaś jako człowiek. To fałszuje odbiór tekstu, lub czasami czyni go niemożliwym, bo niektóre teksty są tak hermetyczne, że wymagają komentarza odautorskiego.

Na zakończenie oddam głos Przemkowi Ł. Jest to jedyny fragment w tym tekście, który wyrywam z premedytacją kontekstu.

Przemek Ł.: Paradoksalnie, na rynsztok.pl udało się spotkać starym, zgorzkniałym nieco, ale wciąż radosnym literackim wyjadaczom z ludźmi, którzy czegoś chcą. Którzy nie powstydziliby się wpisać sobie w indeksie, na okładce, frazy szczególnie bliskiego im wiersza. To nie oznacza, że nie potrafimy być trzeźwi i cyniczni ale to oznacza, że na rynsztok.pl prędzej niż na innych portalach odnaleźć można ludzi, którzy nie wstydzą się tego, iż mają pasję, a przez to są naiwni. I ugodzeni w tę naiwność bezbronni. To dziś takie niemodne nie mieć dystansu do wszystkiego, nie być dekadentem, bo jeśli nie jesteś dekadentem, znaczy, iż jesteś postromantykiem, albo nie daj boziu na pożyczonym rowerku: neopozytywistą. Za największy sukces mikronanospołeczny poczytuję sobie, iż dzięki rynsztok.pl udało mi się i moim kolegom zarazić kilka osób pasją i naiwnością. To jest prawdziwy fundament osobniczej niezależności, bo prawdziwa wolność to nie tyle jest nawet termin metafizyczny, co termin żalu nieosiągalnej etyki za nierozpoznaną epistemologią. Więc pies jebał istniejące trendy delty rzeki Wisły, zasrane jury jednego z drugim zakłamanego, ważnego konkursu: ważne, aby mieć odwagę raz wygrać euforię, innym razem żenująco rozchrzanić się z pasją.

Od Autora:

Rynsztok.pl nie jest jedynym poetyckim portalem w polskim internecie, ale tylko ten w credo ma przykazanie: Być może ucieszy Cię informacja, że ten serwis nie jest dobrem kultury narodowej i dlatego publikacja na nim wymaga odwagi. Jeżeli jej nie masz, to nie jesteś poetą.

Podpisano Marek T.( wiek: 31)

Kategoria: Bez kategorii | Komentarze »

Tu nie masz nic do powiedzenia.