poeci

23 listopada, 2010 by

.

Poeci,

nie jesteście grupką knajpianych znajomych śmierdzącą piwem, która podróżuje z jednego końca Polski na drugi, by uczestniczyć w wieczorku poetyckim kolegi czy koleżanki. Nie jesteście też ordynansami wydawców czy producentów telewizyjnych, gotowych napisać kolejną kolorową książeczkę na zamówienie czy pokazać się w TVP wówczas, kiedy któryś z ministrów przypomni sobie o misji, o kaganku oświaty i innych tego typu głupotach. Nie jesteście też krętaczami ustawiającymi konkursy literackie po to, by zarobić trochę grosza. Nie jesteście też lizusami, biegającymi za dostojnymi krytykami, wydawcami czy utytułowanymi kolegami z wywalonymi na wierzch jęzorami, pozostając na każde skinienie, w nieustannej gotowości by wyczyścić butki, zaparzyć kawkę, ponieść neseserek lub wyprowadzić pieska.

Poeci,

część z was kurwi się par excellence wyświadczając przysługi, robiąc usługi, obciągając, fundując następne kolejki w knajpie, kadząc, błyszcząc pochlebstwem. Inni – dla których jesteście przykładem – za chwilę zaczną się kurwić a jeszcze inni kurwią się, gdyż bycie kurwą leży w ich naturze. Nikomu nic do tego. Ale Poeci – do kurwy nędzy! – jakby nie było jesteście solą tej ziemi, spadkobiercami duchowych gigantów, dziedzicami ducha: jesteście pięknymi umysłami tej epoki. Przyglądając się wam doświadczam unikalnego uczucia – oto jestem świadkiem dziania się pewnego okresu literackiego. Na własne oczy widzę jakiś ułamek literatury w chwili tworzenia się, w trakcie formowania. Wiem, że to jest ważne, że to co się dzieje nie jest pozbawione znaczenia i że przyszłe losy literatury są w dużej mierze z tym związane. I cieszę się jakoś wewnętrznie, że mogę na te trudne do zaobserwowania procesy patrzeć z boku, z dystansu. Bywa jednak, że ta optyka ulega zmianie, że z zewnętrznego obserwatora zmieniam się w absolutnie bezlitosnego despotę, spoglądającego na was z góry.

Czytając wasze listy, fragmenty w których piszecie:

ech, chciałam tu Panu zarzucić jakimś moim wierszem i prosić o krytykę, ale stwierdzam, że nie będę się kompromitować i Pana przeproszę tylko za taki pomysł – sorka

– i widząc ten brak szacunku do własnych wierszy, ten brak wiary, to zaczynam tracić nadzieję w jakąkolwiek przyszłość literatury. Jeżeli macie na tyle odwagi, by nazwać swój tekst wierszem, to – do chuja Wacława! – nie możecie ukatrupiać go stwierdzeniem, że: mnie „zarzucacie jakimś wierszem”. Wiersze są po to, by poeci byli z nich dumni. I nie ma na świecie nic piękniejszego niż dumny poeta.
Nie możecie też płaszczyć się bez krztyny godności pisząc: „nie będę się kompromitować”, „przepraszam”, bo jeżeli macie tyle dumy, by pisać wiersze – niezależnie od tego, co inni o nich sądzą – to musicie stać prosto. Sylwetka wyprostowana i twarz zwrócona ku słońcu – to naturalna postawa poety.

Poeci,

piszecie do mnie:

Witam Panie Marcinie,

Mam do Pana prośbę o ocenę moich wypocin. Kurcze sam nie wiem na czym stoję… Użyłem nietypowej czcionki, podobnej do mojego charakteru pisma… te wiersze i przemyślenia to mój pamiętnik, stąd też taki nie inny wybór. Bardzo liczę na odzew z Pana strony.

– i do korespondencji dołączacie stustronicowe załączniki. Ale jak ja mam je przeczytać, skoro wy sami piszecie o przesłanych tekstach, że to „wypociny”. Czy ktoś lubi czytać wypociny? Wiersze to wiersze a wypociny to wypociny. Już pomijam to, że różnica między Markiem a Marcinem jest taka jak między ewangelistą kanonicznym a pomniejszym świętym. Jednak wysyłając komuś swoje teksty do przeczytania nie tyle z szacunku dla lektora lecz ze względów czysto strategicznych warto poznać przynajmniej godność adresata, by ów przystąpił do lektury bez żadnych uprzedzeń.

Jednak najgorzej przychodzi mi czytanie waszych usprawiedliwień. Kiedy czytam, że:

Witam,

trafił ostatnio pod moje oczy artykuł

http://www.literator.pl/*******

Nie wydaje mi się, aby tezy tam głoszone miały pokrycie w
rzeczywistości.

Spróbujmy się zastanowić przez chwilę nad wyciągniętą zwrotką (…)

Nie można się tłumaczyć z wierszy. One się podobają lub nie. I tyle. Tu nie ma nic do dodania. Poeta co najwyżej może bić w mordę, jeżeli odbiorca jego wierszy okaże się zbyt mało uduchowioną i wrażliwą na piękno istotą.

Poeci,

zamiast kajać się, prosić, przepraszać, tłumaczyć się, usprawiedliwiać, stawiać kolejki, obciągać po kiblach, ściągać koszuleczki na slamach, wzruszać się przed kamerami, recytować publicznie wierszyki na przydechu, szmacić się po konkursach, błagać w redakcjach – piszcie wiersze i miejcie piękne życiorysy. Hodujcie w swoich wnętrzach kwiaty pychy oraz boskiej dumy tak, że kiedy będziecie spacerować między ludźmi, żeby ludzie widzieli, że jesteście poetami. I nie chodzi tu o przebrania, rozciągnięte sweterki, śmieszne pelerynki czy kwiatki wplecione w grzywki.

Kategoria: Bez kategorii | 81 komentarzy »

komentarzy 81

  1. marek trojanowski:

    a ja się nie boję. nie mogę stracić czegoś, czego nie mam. wiesz kiedy straciłem duszę? otóż pewnego wieczoru, kiedy byłem jeszcze małym chłopcem który lubił rzucać palicą w dojrzałe kasztany, po to by je zebrać i użyć jako amunicję dla własnoręcznie wykonanej procy, przyszedł do mnie pewien pan. pojawił się niespodziewanie, wyskoczył spod łóżka. w zasadzie to od dawna wiedziałem, że on zawsze siedzi pod moim łóżkiem i że tylko czai się by mnie złapać za gołą nogę, kiedy będę się kładł spać, ale nie miałem pojęcia jak wygląda, bo bałem się wieczorem zajrzeć pod spanie. Ale do rzeczy: otóż wyskakuje on, ubrany rzecz jasna na czarno, oczy mu skrzą, ząb błyska i kładąc palec na ustach mówi:

    – psssyt! nie krzycz, mam dla ciebie pewną propozycję.

    próbuję krzyczeć, ale nie mogę, nie mogę, bo czuję jakby coś mnie dławiło. czułem jakiś niewyobrażalny ciężar w płucach i w całej klatce piersiowej. doświadczyłem uczucia, którego ani wcześniej ani nigdy póżniej nie zaznałem. Stałem jak skamieniały. W tym czasie, dziwna postać nie przestając się usmiechać przysunęła sobie krzesła i rozsiadła się w nim wygodnie na przeciwko mnie. co więcej, ku mojemu przerażeniu zaczęła się bawić ogonem. nie wiem, kiedy uświadomiłem sobie powagę sytuacji? czy było to wówczas kiedy zobaczyłem włochaty, czarny ogon czy wtedy, gdy do moich nozdrzy dotarł piekący i kwaśny odór palonej siarki.
    Po chwili milczenia postać – w zasadzie to mogę już teraz zdradzić, że ów jegomość był samym królem piekieł – podeszła do mnie i złożyła mi propozycję, wprost do ucha:

    – W zamian za twoją duszę, obiecuję ci że przez całe swoje życie będziesz sobą. Zgadzasz się?

    Nie wiem co było dalej. nie potrafię sobie przypomnieć, mam w umyśle wielką czarną plamę, która pozostała jako wspomnienie po tym wieczorze. W każdym razie, kiedy się nazajutrz obudziłem mój pokój wyglądał normalnie, wszystko było takie jak zwykle. nie było czuć zapachu siarki, krzesło stało tam gdzie zawsze itp. Tylko jedna rzecz mnie niepokoiła – ukłucie na wskazującym palcu oraz plamka krwi na kołdrze.

  2. MaratDakunin:

    Myślę, że po prostu cierpiałeś w dzieciństwie na zwidy i może też miałeś często paraliż przysenny z różnymi wizjami. Też tak miałem.

    No, ale, generalnie, wolę tych, co wiedzą, że są źli niż tych, co wiedzą, że są dobrzy.

    Inaczej jednak rzecz się przedstawia gdy trwoga lub choroba. Więc życzę zdrowia.

  3. MaratDakunin:

    Co masz na myśli używając wyświechtanego zwrotu „będąc sobą”. Czy chodzi o ja zwierzęco – popędowe? A może o ja intelektualno egoistyczne? A może już o ja po indywiduacji? A może wyższe ja, reintegrowane. A może o ja „oświeconego”? itd. itp.

  4. MaratDakunin:

    „niewyobrażalny ciężar w płucach i w całej klatce piersiowej. ”

    typowy objaw

    a np. kołdra – była bardzo ciężka?
    pokój jakby walił się na Ciebie?
    A może słyszałeś niski buczący dźwięk?

  5. marek trojanowski:

    przecież napisałem, że niem co było dalej

  6. MaratDakunin:

    „W zamian za twoją duszę, obiecuję ci że przez całe swoje życie będziesz sobą.”

    A to sformułowanie kryje w sobie ciekawy paradoks. Oddajesz duszę i – pozostajesz sobą. Może napiszę na ten temat jakiś diaboliczny eseik. Dzięki za inspirację.

  7. Roman Knap:

    Alx – ja bym na twoim miejscu markowi nie wierzył, więc nie wszystko jest jasne…

  8. Roman Knap:

    Mark – piszesz, że Torbickiej byś wywiadu nie udzielił. Spoko. Ja to nawet rozumiem, Torbicka to przecież już dinozaur (hehe, chociaż ponoć takie lubisz), są ładniejsze, młodsze, bardziej gniewne. Ale mam pytanie – to w takim razie komu byś wywiadu udzielił? (np. Wolny-Hamkało? udzielił byś jej wywiadu?)

  9. marek trojanowski:

    sobie bym udzielił. musze sobie wymyślić jakiegoś fikcyjnego narratora, który będzie mnie spowiadał, to będzie wywiad rzeka.

  10. Roman Knap:

    Dziwne marek, bo z jednej strony głosisz, że chciałbyś porozmawiać z poetami (o ich poezji), żądasz rozmowy, pragniesz rozmowy, a z drugiej strony sam sobą dajesz przykład pisarza pełnego pychy, który twierdzi, że będzie rozmawiał z samym sobą (bo pewnie oczywiście inni nie dorastają mu do pięt, wszyscy to chudopisarczyki itd); dziwne i śmieszne, bo jednak śmieszy jak ktoś w XXI wieku chce być niedostępnym księciem w wieży :)))

  11. MaratDakunin:

    Oczywiście, że wierzyć do końca nie kazano. Z jednej strony to po prostu wygodny unik i mogłoby to świadczyć o całkowicie autopromocyjnym charakterze twórczości czyli tym co w zasadzie krytykuje Marek. Z drugiej strony można też domniemywać po pewnych faktach, że Gospodarz jest osobą bezkompromisową, zatem przeczyłoby to pewnemu idealizmowi. Obstawiam zresztą mieszankę, gdyż postać czysta w zasadzie w przyrodzie nie występuję. Zresztą, napiszę o tym.

  12. marek trojanowski:

    wiesz, teraz jak przeczytałem jeszcze raz, na spokojnie wszystko to, co napisałem to doszedłem do podobnego wniosku co ty – że to jest torchę dziwne. masz rację romek, to dziwne. i żeby nie było więcej dziwne, żeby nie musiał się zastanawiać i dochodzić sedna rzeczy to ogłaszam, że odwołuję wszystko to, co napisałem. informuję, że wszystko co napisałem, to kłamstwo, drwina, kpina, rodzaj szyderstwa. To jest moje oficjalne stanowisko.

  13. Roman Knap:

    To, że to wszystko to jest kłamstwo, to tego wcale nie trzeba ogłaszać, to wynika z samej struktury języka. Ale spokx, też jestem za, „prawdę” zostawmy frajerom :)))
    Aha, będzie ten tekst Brewińskiego – bo czekam, co on tam ma nam do opowiedzenia o frajerach z kółeczka BL, niecierpliwie… :)))

  14. marek trojanowski:

    Kamil pewnie dostarczy tekst. Jestem tego pewien. Jednak może się to odbyć z pewnym opóźnieniem gdyż nie może się zdecydować, czy w tekście ma pisać: „Pan Artur Burszta” czy samo „Artur Burszta”. Kamil musi zdecydować, a wybór to – w jego przypadku – nie jest łatwy. Kamil ma ambicje, chce wydawać ksiązki, chce być poetą pełną gębą. Dlatego należy uzbroić się w cierpliwość w oczekiwaniu na jego tekst, który – jak powiedziałem – na pewno dojdzie, ale z opóźnieniem. Takich wyborów, od których zależy kariera nie dokonuje się ad hoc. Tu trzeba namysłu.

  15. wybieram IP:

    kurwa, ja pierdole, tyś już do gruntu zidiociał, albo celowo takie herezje smarujesz, żeby mnie do wpisu sprowokować. To jest gwiezdny przykład, jak dwójka pospolitych idiotów typu Knap czy ten kretyn marat, który tu dołączył, mogą sensownie zapowiadający się egzemplarz obrócić w kupę makulatury. Dotąd trzymałem się resztek nadziei, że uda mi się jakoś twoje nieszczęście obrócić w żart, ale ta parka dwóch idiotów skutecznie ci kisiel z mózgu robi. To, co nasmarowałeś jest żałosnym pierdnięciem ostatniego tchnienia.
    „jesteście solą tej ziemi, spadkobiercami duchowych gigantów, dziedzicami ducha: jesteście pięknymi umysłami tej epoki.” – Co to kurwa ma być za akademia pytam? Nawet najbardziej bzdurne akademie z okazji 10 lat istnienia peerelu pozazdrościłyby kretyńskiego patosu. I do kogo ten memoriał kierujesz, idioto? Nawołujesz hałastrę, którą – i słusznie – pogardzasz, do feniksowego odrodzenia? To tacy poeci przez duże P tyle, że błądzący, a ty, guru, im kierunek wskażesz, tak? Karłowaciejesz intelektualnie. Już tylko włos Matyldy dzieli cię od kompletnego zidiocienia.

  16. marek trojanowski:

    cześć Tadek, powiedz co tam u ciebie słychać?

  17. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    Dzisiaj rano przeczytałam w lokalnej gazecie informację o spotkaniu z młodym trójmiejskim poetą. Spotkanie poprowadzi drugi poeta, czyli standard.
    W tej notatce uderzyło mnie jedno długie zdanie, które przytaczam w całości.

    „Kwiatkowski choć młody wiekiem, ma dziś w dorobku trzy tomy poetyckie, z których każdy zbierał zaraz po wydaniu znakomite recenzje w rodzimych pismach portalach literackich: od tych lokalnych i środowiskowych, aż do tak wysokich progów jak słynna „Twórczość” „ (podkreślenie moje)

    Według mnie autor notatki gazetowej PG zrobił niedźwiedzią przysługę młodemu poecie pisząc o progach.
    Jaki następny szczebel musi pokonać G.K. aby przeskoczyć wyżej?
    i jaką musi uzyskać następną pochwalną środowiskową recenzję, aby ugruntować swoją pozycję?
    Bez pochwalnych recenzji i progów do przeskakiwania poeta nie może istnieć.

    ps
    założyłam naiwnie, że zdania tego nie podyktował dziennikarce/dziennikarzowi o inicjałach PG sam zainteresowany.

  18. Marat Dakunin:

    O, Ojciec Tadeusz się aktywował. Czemu na wypasionej Twej stronce jest jakiś Forex zamiast tych wierszy cożeś napisał i nagrał do mikrofonu?

  19. wybieram IP:

    „Może napiszę na ten temat jakiś diaboliczny eseik. Dzięki za inspirację.”

    To jakiś pederasta ten marat?
    Gnój się tu robi, naprawdę, nic tylko gnój. Zupełnie jakbym odzywkę panienki Oli do panienki Arletki czytał. Wyjaśnij, dlaczego dotąd nie zbanowałeś tego przygłupa, który tu to bagno rozlewa. To przecież 100 nieszuflad i 200 poezji polskich.pl się chowa.

  20. marek trojanowski:

    bijcie się, bijcie. Jak dzieci, kurwa, jak dzieci.

  21. wybieram IP:

    Czytam, co tu wypisujesz i oczom nie wierzę. Co się dzieje? Skąd to płaczliwo-rzewne rozmemłanie? Jaja ci ucieło? No weź się w garść chłopie!

  22. marek trojanowski:

    stęskniłeś się? nie masz z kim porozmawiać?

  23. wybieram IP:

    marat, wpisz sobie w przeglądarkę „co marat postanowił„, a dowiesz się, gdzie się stronka przed tobą ukrywa.

  24. Marat Dakunin:

    Ojcze Tadeuszu, bo ojcu żyłka pęknie, spokojnie, po kilku nokautach nie można się tak denerwować, bo forma już nie ta. Szkoda że wycieli Twoje wpisy z naszego boksu na ns i gdzie indziej, bo by dzieci Ojca miały używanie. Ale wierszyk został :-)

  25. Brewsky:

    Widzisz Marku, to jest jeszcze bardziej złożona kwestia. Jestem ostatnio znużony i przygnębiony po prostu. Siadłem, zacząłem pisać, ale gdzieś ze mnie uszły pierwiastki witalne, szydzić mi się nie chce nawet. Jak trafi się odpowiedni dzień to na bank skrobnę, bo od dawna mi to chodziło po głowie. A jak wiesz byłem na warsztatach w moim ulubionym mieście na dodatek, później byłem na dwóch portach – również tam.

    Jeżeli chodzi o „karierę” to nie jestem wstanie jej zrobić, bo jest mi po prostu niedobrze od tych zależności.To jest strasznie wszystko nonsensowne.
    Czuję się jak w Orange na słuchawce.

    Książkę jakąś zmontuję, bo byłoby to nietaktem, gdybym tego nie zrobił. Czasami przechodzi mi przez mózgoczaszkę pomysł, żeby stworzyć coś w rodzaju drugiego obiegu, niski nakład, ręczna, chałupnicza robota etc., różne mi lampki świecą.

    Ambicję mam jak najbardziej, ale chcę przede wszystkim fraz i rur, uderzenia i lotności i żeby się nie liczyć z kosztami – sie zacząłem niestety liczyć z kosztami ostatnio i nic mi nie spływa.

    Na dzień dzisiejszy mówię GRUBE NIE WIEM. Jestem w kropce, a jak jest się w kropce Marku – to można zrobić jedną rzecz, latać z kobietami( niekoniecznie z poetkami). Zapomnieć na chwilę o tym całym bajzlu.

  26. marek trojanowski:

    jednym słowem Kamilu masz coś, co ludzie określają mianem depresji. Muszę ci wyznać, że nigdy nie doświadczyłem piękna tego stanu psychicznego. Depresja jest chorobą miejską, żyjąc na wsi nie masz czasu na chorobny psychiczne, bo jedyne co zwalnia cię z pracy, dzięki czemu mozesz wyrwać się na chwilę z rocznego kieratu orki,żniw, zasiewów, wypasu krów to taka odmiana choroby fizycznej, która dosłownie powala z nóg. Muszę ci powiedzieć, że wracając do domu po całym dniu żniw, kiedy to siedziałeś na snopowiązałce i pilnowałeś maszyny czy dobrze „łapie” sznurek, to dziękowałeś przede wszystkim panu bogu za pochmurny dzień – po 8 godzinach na słońcu, któryś dzień z rzędu z nosa zaczyna ci cieknąc krew. I kiedy się już najadłeś i nie zasnałeś nad talerzem, to szedłeś spać. nie miałeś czasu na rozmyslania metafizyczne, na melancholię czy depresję. Weź się do pracy Kamilu

  27. Brewsky:

    Zawsze mam o tej porze roku, nie martwiłby się zbytnio. Ale widzisz Marku, tobie by się taka depresja przydała. Ile byś wierszy zrozumiał :) Nowy horyzonty, nowe bóle!!!

  28. Alx z Poewiki:

    Marku, to ja tylko małą kroplę dorzucę – oczywiście czułostkową i zbyt naiwno-słodką:

    Mrówka na nosie –
    smagnął ją gwałtowny wiatr
    sponad jeziora.

    Przyroda ma erozję,
    ludzie gorące serca.

    Z dedykacją ode mnie.

  29. Marat Dakunin:

    W tych uwagach odnośnie depresji jest prawda stara jak świat. Jak trzeba było polować cały dzień inaczej śmierć głodowa nikt o depresji nie myślał. Jesteśmy nadal ewolucyjnie nieprzystosowani do zdobyczy cywilizacji, choćby nudy i wolnego czasu. Jak to kiedyś pomyślałem w formie gold thought: Myślami żywi się tylko ten co nie cierpi głodu.

    Depresja(to za duże słowo, każdy kto naprawdę cierpiał na depresje, wie, że nawet komputera wtedy nie włącza tylko leży w niepościelonym barłogu) jesienno zimowa często łączy się z brakiem światła – można próbować lampy Vita coś tam, ok. 10.000 luxów

    ROmanie: Polecam Ci a propos archiwaliów które wspomniałeś na l. barokowe wywody szlachectwa i Nekanda Trepkę „Liber Chamorum”

  30. Marat Dakunin:

    Przypomina mi się o melancholii (też dawniej tak zwano depresję, ale zakopując się w różne definiowanie melancholii nie ujrzymy światła dziennego) powiedziano też: smutek jest naszym tłem, a na nim rozgrywa się życie. Tu takie ciemne tło, więc się kojarzy. A Kępińskiemu pacjent kiedyś odpowiedział na pytanie dlaczego jest smutny: – Bo zgubiłem swój smutek.
    Więc biorąc ten cholerny smutek (i żal – wszystkiego i wszystkich, jak żałował dziadek Mitrycz w Moskwa – Pietuszki) jako tło można zrobić coś żeby inni przez chwilę żyli złudzeniem, że jest lepiej niż jest (jak to mawiał Maklakiewicz o zawodzie aktora).

  31. wybieram IP:

    O! Widzisz! O wilku mowa….
    Właśnie w TVN24 podali, że ujęli zboka, który wykorzystywał seksualnie niemowlęta.
    Nazwiska tego zwyrodnialca nie podali, ale idę o zakład, że to rajski marcin, ten odpadek psiej spermy.

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?