W związku z otrzymywaniem, pod pozorem składania życzeń świątecznych – mailowych połajanek – jakobym pastwiła się z sadystyczną przyjemnością nad osobami niezwykle pożytecznymi w literackim świecie portali internetowych, sprawdziłam w felietonach Antoniego Słonimskiego, kim był za jego czasów osobnik niemal identyczny do tego, jakiego nieustannie w sieci spotykam:
(…) Każdy prawie z ludzi piszących zetknął się kiedyś w życiu z grafomanami. Dzieje się to w sposób dwojaki, albo sam piszący jest grafomanem i styka się stale ze sobą, nie wiedząc, że ma do czynienia nie ze sobą, ale z grafomanem albo też nie jest grafomanem i wtedy musi się stykać z innymi ludźmi piszącymi, którzy są przeważnie grafomanami. (…)
(…) Grafoman-poeta to zjadliwe, podstępne, twarde, żylaste indywiduum, które nie cofa się nawet przed przemocą fizyczną. Grafoman taki, gdy przyjdzie do redakcji, zaczyna od żądań, bardzo bezwzględnych. Utwór swój musi przeczytać na miejscu. Poza tym prosi o przysyłanie pisma, aby mógł się zapoznać”, i uzależnia swoją współpracę od honorarium. Korektę musi zrobić sam. Odpowiedź, oczywiście pozytywną, musi mieć natychmiast, ponieważ wyjeżdża właśnie za granicę. Zagranica jest wtrącona dla zainteresowania, jakie powinna obudzić jego osoba. Wiersze mają zawsze cykle i wydrukować można tylko cały cykl. Tytuły są zawsze te same. Seledyny”, Oczami duszy”, Pastele”, Scherzo” i Kwiaty marzeń”. Ostatnio rocznik 1926 – 27 wprowadził nieco odmienne rodzaje, są to albo Kantyczki” albo też Sejsmografy duszy”.
Najgorszą zmorą życia staje się taki rękopis, zagubiony w redakcji. Grafoman, który delektuje się każdą swoją bytnością w redakcji pisma, nabiera praw do wtrącania się w najintymniejsze zakątki pracy redakcyjnej. Konferuje przez telefon, nachodzi mieszkania prywatne i w końcu, gdy rękopis się znajdzie, jest tak rozwścieczony, że składa w charakterze zemsty nową piramidę poezyj, nowel i dramatów. Grafoman taki zwykle już kiedyś drukował wiersze, na dowód czego wyciąga z kieszeni i pokazuje stary, zatłuszczony numer Bluszczu”, Kuriera Warszawskiego” lub Trubadura”. Czasem kapituluje i nie odzywa się przez parę miesięcy, by nagle zjawić się osobiście w mieszkaniu w czasie, gdy mamy gościa. Wtedy przedstawia się nieznajomym mu osobom i wtrąca się z arogancją do rozmowy. Czasem grafomani starają się trafić przez podstawione osoby. Przychodzi, na przykład, starszy jowialny jegomość i pokazuje na ćwiartce papieru ołówkiem poetycznie opisane męki kwiatów, które nie mają czym oddychać.
Jak się panu zdaje wiele on ma lat?
Sześć, siedem” myśli człowiek z całą naiwnością.
Dwadzieścia jeden skończył we wrześniu powiada taki ojciec niezwykłego dziecka. Potem następuje wtajemniczanie w dzieje dzieciństwa autora wiersza o braku powietrza. On nie wie, że ja panu te wiersze przyniosłem. On by nigdy na to nie pozwolił. Kiedy miał sześć latek u nas na wsi, bo ja byłem kiedyś, mój panie, wcale zamożnym człowiekiem i gdyby nie Grabski otóż, gdy miał pięć latek niania powiada mu itd. Oczywiście, wszystkie te kategorie tyczą się grafomanów początkujących. Grafoman zaawansowany, ceniony, ba, nawet czasem sławny, to już temat wykraczający poza ramy mej kompetencji. Ciekawych odsyłam do podręczników historii literatury. (…)