Manowce interpretacji „Niech żyje nam towarzysz Stalin, co usta słodsze ma od malin!”.

21 lutego, 2009 by

Chcę zwrócić uwagę na pułapki interpretowania czyhające na czytelnika na przykładzie zdania „Niech żyje nam towarzysz Stalin, co usta słodsze ma od malin”.

Jak ocenić te wersy bez kontekstu, bez znajomości historii i czasu powstania i stosowania?

Dlatego ze zdziwieniem ostatnio przeczytałam, że zwrot ten , to propagandowy slogan czasów socrealizmu, sławiący przymioty generalissimusa.

Na dodatek zdanie zostało wrzucone do jednego worka z peanami na cześć Prometeusza nowej ery, Gwiazdy przewodniej , Maszynisty ( wymieniać mogę bez końca zapisane przez polskich poetów przymioty Stalina).

A jakie jest żródło zacytowanego przeze mnie zdania i kontekst historyczny?

Józef Stalin ne dość, że był kurduplem z krótkimi nogami, to na dodatek lewą dłoń miał zwyrodniałą, twarz dziobatą ze śladami po ospie, oczy żółte. Jednym słowem paskuda. Dlatego na oficjalnych uroczystościach słonce świata zawsze miało mocny makijaż, a obowiązkiem operatorów i fotografów było podpicowanie sylwetki wodza.

„Należy podziwiać wysoki kunszt fotografów i operatorów filmowych, którzy potrafili przedstawić Stalina w takiej postaci, jaka powszechnie znamy”

„Jego biografowie wmawiali tłumom, że generalissimus posiada dar charyzmy, promienieje dobrocią i słodyczą. Ale istniało też wiele dowcipów wydrwiwających uroki zbrodniczego wodza proletariatu. Za rozpowszechnianie ich przyłapany wesołek wędrował na zesłanie. Jeden z takich szyderczych dowcipów stworzył i puścił w obieg pisarz polski Marek Hłasko ( 1932-1969): „Niech żyje nam towarzysz Stalin, co usta słodsze ma od malin”

Napisała o tym koleżanka i rówieśniczka Hłaski, pisarka, moja ciocia.

Ironiczne zdanie o Stalinie i jego ustach jak maliny pojawiało się najczęsciej w toaletach i stało sie w tamtym czasie bardzo popularne. Na pewno więc nie było hymnem pochwalnym, jak czytam teraz o tym w necie.

Dla zainteresowanych wierszami chwalącymi „Natchnienie milionów” napisanymi przez polskich poetów, proponuję wpisanie cytatu w guuugle i od razu na pierwszej stronie Władysław Broniewski, Konstanty Gałczyński, Wisława Szymborska i wielu innych uznanych poetów zostało zaprezentowanych w postawie wielbiącej, klęcznikowej.

I tylko czytelnik subiektywnie może ocenić, który z poetów był autentycznie żarliwy w chwaleniu Józefa Stalina, a który był koniunkturalistą.

Kategoria: Bez kategorii | 28 komentarzy »

komentarzy 28

  1. Ewa Bieńczycka:

    Na litość boską Izo, co Ty piszesz? Przecież nikt z pisarzy tych, których podajesz nie pisał tego z uwiedzenia, tylko ze śmiertelnego strachu. Hłasko to napisał już po krytyce polityki Stalina dokonanej przez Chruszczowa. Po prostu zamknięto z innych przyczyn.
    Ja nie wiem, czy warto dyskutować o recepcji sloganów politycznych w poezji. Postmodernizm używa wprawdzie wszystkiego, ale czy znasz jakieś dzisiejsze przykłady młodego pokolenia poetów, którzy postacie Hitlera czy Stalina włączali do swoich utworów? Możesz wymienić? Ja tylko pamiętam Szymborskiej wiersz o Hitlerze i o jego milusich, niemowlęcych rączkach. Ja wiem, że dla Ciebie młodość jest rozciągliwa, ale Szymborska już nie należy do poetów młodych.
    Ja też na tym blogu nie piszę ani z uwiedzenia, ani ze śmiertelnego strachu. Piszę, bo, jak Przemek tu napisał, fajnie się z Wami gada. I to jest wartość, inne przyczyny są bezwartościowe.

  2. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    Ewo, Nikita Chruszczow skrytykował Stalina po trzech latach od śmierci satrapy.
    Wers Hłaski funkcjonował wcześniej, (dopiero potem stał się piosenką kabaretową (1956)) i był zamazywany w ubikacjach uczelnianych, miejskich. Krążyła plotka, że za napisanie tego cytatu w szalecie, został aresztowany student i zamknięty na trzy lata.

    Nie, Ewo, nie strach o życie powodował poetkami, poetami przy pisaniu panegiryków. Mogli nie pisać,jeżeli nie odczuwali autentycznej potrzeby.
    Władysław Broniewski napisał wiersz o Maszyniście z przekonania. Wierzył, w nowy ład i jego życiorys o tym świadczy. Nie napisał wiersza „Słowo o Stalinie” pod grożbą utraty życia, napisał z ideologicznego przekonania. Dostał nagrodę państwową za sławienie generalissimusa w 1950 roku.
    Natomiast wiersz noblistki zamieszczony w Nowej Kulturze w marcu 1953 „O śmierci Józefa Stalina” to według mnie w najczystszej postaci zachowanie konformistyczne. A takiego zachowania nie akceptuję u twórców.

    „[] Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie.
    Jego Partia rozgarnia mrok.”
    Wisława Szymborska

    Czy współcześni polscy młodzi poeci piszą panegiryki? Oczywiście. Tylko że teraz zamiast o generałach, piszą o nagrodzonych poetach i to im poświęcają nie tylko dedykacje.
    Zawsze znajdzie się więc grupa peanowców konformistów, która coś chce dla siebie ugrać.

    ps
    u mnie czasami następuje nagły przymus podzielenia się, tym co mnie zaintersowało, zdziwiło, zachwyciło i chęć porozmawiania natychmiast na ten temat.
    Dlatego dzisiaj rano zacytowałam słowa Marka Hłaski.

  3. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    dopisek

    Konstanty Jeleński w paryskiej Kulturze w 1953 r, napisał esej „Notatki o żałobie”. Porównał w nim wiersze pisane po śmierci Józefa Piłsudskiego do poezji pośmiertnej na cześć Stalina i stwierdził, że służalczość i pisanie panegiryków poeci przećwiczyli wcześniej,a teraz dorzucili jedynie socrealistyczny banał.

  4. przemek łośko:

    Znam tę hecę z Szymborską od dawna. Nic chlubnego. Nie lubię jej pisania od zawsze, miałkie, kuchenne, sprzątacze bazgranie. O niewyrywnym konformizmie właśnie. O Hłasce ładną stronę zrobił Robert Sadowski, szkoda, że nie za wiele o Kocie Jeleńskim można znaleźć w internecie, to dotyczy także Wata, ale i całej plejady całkiem niezłych wierszopisów, których włączył do swojej legendy Marx.

    Jest przy tym dla mnie oczywiste, że nie mogę całkowicie jednoznacznie oceniać postaw tych, którzy postanowili być lojalni wobec reżimu – nie żyłem w takich czasach, nie wiem jak zachowałbym się mocno przyciśnięty do muru. Serducho twierdzi, że stawiałbym opór, ale czego innego chce serducho, o czym innym marzy dupa. Być może przykład Kalkensteina jest zbyt poza kontekstem, ale kogo raz Los złamie, ten z trudem odzyskuje kręgosłup – o ile kiedykolwiek.

  5. Ewa Bieńczycka:

    To ja Izo nie wiedziałam o Hłasce. Widocznie perspektywa bycia całe życie szoferem zaćmiła jego kilkunastoletni umysł. Ale taka poezja dyktatorska to była zawsze, np. rzymska, Tylko zdaje się Katullus się uchował ze swoimi damskimi koszulkami.
    Gombrowicz wyśmiewa we Wspomnieniach Polskich jak to był wśród literatów w Warszawie i nadeszła wiadomość o śmierci Piłsudskiego i wszyscy grobowa cisza i Nałkowska łzy w oczach. I on tam pisze o tej właśnie sytuacji bardzo subtelnej. Że urząd to coś zupełnie innego, niż wolność w sztuce. I myślę, że na tym polega zniszczenie możliwości wiary w Boga. W coś obiektywnego i duchowego.
    Gdy oddawałam komiks do wydawnictwa, to pytałam, co idzie, co się rysuje, by poszło, by kasę na tym zarobić. I pozwiedzano mi, że nawet o Wałęsie komiks powstał i Solidarność sfinansowała, i na potrzeby Unii, ale wiesz, normalny człowiek tego do ręki nie weźmie.
    Prawdziwa literatura musi być dla ludzi, a nie dla formy. Dlatego poezja polityczna nie powinna być analizowana, gdyż to nie jest poezja. Jeśli Jeleński w eseju to zrobił, to być może w tak zamulonym społecznie świecie intelektualnym widocznie trzeba to było kawę na ławę uświadomić. Teraz te ruchy na KP: Stokfiszewski o poezji Balcerowicza. Co za brednie. Wiem, że się naśmiewa, ale jednak.
    Ale z drugiej strony, taka Sztuka Egipska to przecież jest tylko sztuka państwowa.
    Po prostu władcy są strasznie marni. Taki jak piszesz, kurdupel.

  6. Ewa Bieńczycka:

    To ja Ci Przemku wytłumaczę jak to było w moim pokoleniu.
    Tam u Was w rynsztoku w ścieku przeczytałam, ktoś powiedział, że Żydzi wyjeżdżali sami po wypadkach marcowych, bo chcieli.
    To byli najlepsi studenci. Oni nie mieli szans na żaden etat uczelniany, na żaden rozwój w Polsce.
    Podobnie było z zapisaniem się do Partii. U nas na uczelni, lata siedemdziesiąte, do Partii, wyobraź sobie, uczelnia artystyczna zapisało się kilkunastu już na trzecim roku. Natychmiast dostali po dyplomie etaty w Warszawie. Ja się nigdzie nie zapisałam, ja dostałam po dyplomie etat w kopalni, zatrudniono mnie, okazało się tylko po to, bym robiła dekoracje pierwszomajowe. Zwolniłam się w kwietniu, by ich nie robić, ale pracy dla mnie nie było żadnej. To były naprawdę ogromne różnice startu.
    Teraz obserwuję młodych poetów na portalu KP, którzy też pewnie chętnie wystawiają stalinowskim pisarzom rachunki. Przystępują do młodej lewicy bez żadnych skrupułów, jest to wszystko bardzo proste. Wystarczy wesprzeć się sentymentalnym obrazem ciemiężonego proletariatu i zwykły pragmatyzm sobie wytłumaczyć. Podobnie jest z Kościołem. Gdyż nic się nie dzieje, jest wręcz niewinne. Ale to jest przecież zniewolenie. Kisiel mieszkał zdaje się w Krakowie w domu z Broniewskimi, on się zapijał na śmieć. To nieprawda, że pisarze w tych czasach robili to z wiary. Dąbrowska w Dziennikach opisuje przerażenie Tuwima.
    Chodzi cały czas o śmieć cywilną. Może Internet będzie przyszłością. Może uniemożliwi właśnie śmierć cywilną. Dla ludzi uzdolnionych, którzy w jakimś sobie wiadomym celu przyszli na świat, nie jest to wcale łatwiejsze od śmierci biologicznej i zazwyczaj wybierają wtedy tę drugą.
    Ale chyba zrobię Wam na złość i napiszę obronę Szymborskiej. Bardzo lubię jej wiersze.

  7. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    Aleksander Wat w Moraliach opisał wzajemną relację literatów z systemem stalinowskim w latach pięćdziesiątych.
    Stalin przykładał wielką rolę do słów pisanych, uważał, że poezja pomaga w budowaniu nowego porządku świata i utrzymuje jego idee w praktyce.Zamiast sprzeczności narzucona była tożsamość
    „Stąd ta , zdawało się przesadna, irracjonalna waga, jaką Stalin przykładał do artyzantów słowa. Ta jedność mogła być już tylko czysto werbalna: słowo jest bądź co bądź posłuszne, giętkie, wieloznaczne, dla tzw. inżynierów dusz, którzy czarne mogli nazwać białym i na odwrót. Stąd ten paradoks, że w kraju dyktatury proletariatu literat zarabiał krocie razy więcej niż robotnik – był u szczytu happy few – biada mu jeżeli nie spełniał swoich zdań” ( do których się najął) Moralia.

    Aleskander Wat wspomina, że na wieść o śmierci generalissimusa napisał na kartce leżac w szpitalu słowo NARESZCIE. (potem zniszczył kartkę ze strachu, że napisał negatywnie o Stalinie,a za pisanie niepoprawnych słów o wodzu czekała kara gdyż donosiciele byli wszędzie).
    Lekarka usmiechnęła się do swojego asystenta, a salowa usiadła na łóżku chorego i zaniosła sie płaczem z zalu po strace Ojca narodów. Każdy reagował inaczej i każdy miał wybór jak postąpić wcześniej.

  8. przemek łośko:

    Ewo,

    nie wiem o tym tak wiele jak Ty. prawdą jest, że mimo ocen bardzo dobrych z fizyki, matematyki i angielskiego na egzaminie wstępnym nie dostałem się na elektronikę tylko na automatykę. była bowiem rozmowa kwalifikacyjna w trakcie której otrzymałem dwa pytania: czy chcę należeć do zsmp i czy chcę należeć do zsp. na oba pytania odpowiedziałem przecząco, więc nie dostałem 10 pkt z rozmowy kwalifikacyjnej. to był rok 87. nie było w tym jakiejś opresji, suche fakty bez jakiejkolwiek nagonki, szykan.

    Izo, skoro o Stalinie mowa, to przypominają mi się losy Płatonowa, któremu czerezwyczajkowe skurwiele aresztowały i wykończyły syna, a potem czuwały nad śmiercią pisarza, żeby przypadkiem nie wydobrzał.

    trudność polega nie na stwierdzeniu, że ub itp. organizacje to skurwysyństwo – bo to bez dwóch zdań jest skurwysyństwo, to żenująca degrengolada wszystkiego, co zwykliśmy nazywać ludzkim – tylko na tym, jakie świadectwo dałby każdy z nas w obliczu niebezpieczeństwa – autentycznego i nieuniknionego fizycznego zagrożenia i bólu.

  9. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    Ewo zapisywano sie do partii, albo dla idei, albo żeby coś zyskać: awans, lepsze zarobki, talon, szybsze otrzymanie mieszkania. W latach siedemdziesiątych nikogo nie wyrzucano z pracy za brak przynależności do przewodniej siły narodu.
    Ewo nie wszyscy Żydzi wyjechali, ale wśród tych którzy wyjechali nie byli tylko najlepsi studenci.

    „Emigracja osób pochodzenia żydowskiego z Polski w latach 1968-1969”, w: „Dzieje Najnowsze”, nr 2/1993), w okresie od stycznia 1968 r. do sierpnia 1969 r. wyjechało z Polski 11 tys. 185 osób, w tym 9570 osób dorosłych. Wśród nich było m.in.:
    525 osób piastujących kierownicze stanowiska w ministerstwach; 200 osób z prasy i instytucji wydawniczych; 217 pracowników naukowych; 61 osób z Komitetu „Polskie Radio i Telewizja”; 176 osób z resortu spraw wewnętrznych (b. MBP) – z tego 12 osób to byli dyrektorzy departamentów, szefowie WUBP; 28 osób z sądownictwa, prokuratury i więziennictwa; 55 osób z MON i LWP; 998 rencistów, w tym 204 osoby pobierające renty z tytułu „szczególnych zasług dla PRL”.

    Stefan Kisielewski swoim opasłym Dziennikiem bardzo mnie rozczarował. Zajął się plotkarstwem i to w sposób powierzchowny i złośliwy.
    Władysław Broniewski w 1945 roku napisał wiersz „Przyczyny pijaństwa” Drzewo rozpaczające. Miał problemy alkoholowe i nie ma co dorabiać teraz ideologii.
    Wrażliwemu, publikującemu twórcy na pewno trudniej w komuniźmie funkcjonowało się na trzeźwo. To pił i publikował.

    Oddaje znowu głos Aleksandrowi Watowi:
    „Wielki rewolucyjny poeta B…, leży nagi pod morwą oborską, obok walają się dwie puste półlitrówki. Przywołał młodzież literacką i poucza: ” Ważyka mam w dupie. Jak umrę, to napiszcie na nagrobku:” Tu leży ktoś, kto wszystkich i wszystko miał w dupie” ( Autentyczne)”

  10. Ewa Bieńczycka:

    Nigdy nikogo nie wyrzucano z pracy w PRL-u za brak przynależności do Partii w żadnych latach. Nie zapisał się mój dziadek architekt, któremu zabrano kamienicę, zdegradowany do roli kosztorysanta w jakimś biurze, ani mój ojciec, który ukończył studia po wojnie. Był inżynierem, jedynym żywicielem rodziny i nigdy do Partii nie należał.
    Napisałam o szansach życiowych, które były bezsprzecznie większe, co nie znaczy, że samo zapisanie powodowało nadmierne wywyższenie. Tam też trzeba było się piąć, system był urzędowy i urzędniczy.
    Wyrzucenie polskiej inteligencji pochodzenia żydowskiego jest wielką stratą szczególnie dla uczelni. Zajęli ich miejsce docenci marcowi. Pisałam w tym sensie. Kisiela uwielbiałam czytać, był to jeden z nielicznych głosów żywych i dowcipnych w szarości felietonów prasowych. Może dzięki właśnie plotce.

  11. przemek łośko:

    myślę, że należy oddzielić represje wobec osób pochodzenia żydowskiego od czystek wśród „swoich” czynionych pod tym pretekstem. przede wszystkim zarówno represjonowani wysocy urzędnicy prl jak i represjonujący wysocy itd. pospołu byli jeśli nie intelektualnym to duchowo – szmaciarstwem. prl to prl – wyścig elity we wdrażaniu urawniłowki.

    sytuacja zmieniła się i dziś mamy do czynienia z wyścigiem elity we wdrażaniu konsumpcji i tzw. „wizerunku”. jedno i drugie trąci pastuszym kałem.

    obszar niezależności bez wątpienia wielokrotnie się powiększył – można dziś sobie dworować z papieża o rozumku traszki bezkarnie. można dworować bezkarnie z jedynie słusznych przejawów życia kulturalnego i ideowego. gargamele kaczyńscy, tuski, ziobry i senyszyn są już jednak groźniejsi, mogą się mścić z użyciem sądów powszechnych. możliwość sądowego odwetu jest nierówna, bo władza sądownicza tak jak wcześniej aparatowi władzy tak dziś ulega strefie wpływów.

    iza, interesuje mnie co ważyk, co broniewski. czy jakoś to dasz radę rozwinąć, czemu taka niechęć?

  12. Ewa Bieńczycka:

    Przeczytałam wczorajszą dyskusję i chcę uzupełnić i sprecyzować. Nie wiem, czy Przemek nie współpracował ze swoją małpeczką, wstawiając tu ten kontrowersyjny pogląd, jakoby po wypadkach marcowych zbawiennie usunięto też tę hołotę na górze. Owszem, ale ważne są akcenty dla sytuacji w Państwie: wytworzenie psychozy, wiece, pomruki, nikt nie wiedział, co się stanie w dwadzieścia lat po holokauście, gdy wiedziano już, co się stało. Pamiętam ulice naszego miasta. Kolegę szkolnego męża, którego brat starszy wyjechał, bo miał pieniądze, ci, co nie mieli, zostawali, wyrzucani z pracy, pozbawieni możliwości kształcenia dzieci, a nie mieli ich rodzice kolegi nie wyjechali. Ten właśnie przerażający akt społecznego przyzwolenia.

    Pito Izo, ale pijaństwo było skutkiem, a nie przyczyną. Było w krajach Bloku celowym rozpijaniem. Gdy na wycieczce studenckiej do ZSRR piłam w Kijowie z Wołodią, piłam tylko w szklance. Nie można było pić w kieliszkach, to był obciach, mimo, że przemysł radziecki produkował przepiękne kieliszki o złoconych brzegach. Stakanem pił Broniewski, ponieważ wiedział, ponieważ miał konflikt sumienia. Wszyscy wiedzieli, tak delikatni, utalentowani ludzie jak pisarze wiedzą wszystko. Skurwienie kosztuje. Dlatego nie negowałabym istnienia sumienia tak pochopnie.
    Każdy w końcu rodzi się w ciekawych czasach i nie ma na to wpływu. Marzec to przecież tylko epizod. Ale pamiętajcie, konsumpcjonizm to zawsze wybór. Mimo perswazji codziennej jest wybór. W PRL była wyborem wódka, szyny kolejowe, banicja.

  13. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    Przemku mam kilka hipotez dotyczących konfliktu Władysław Broniewski-Adam Ważyk.

    Pierwsza hipoteza to rózne życiorysy. Broniewski to ideowiec polski komunista, Ważyk to politruk konformista. Władysław Broniewski czasami sie przedstawiał: jestem komunistą, Polakiem, katolikiem. Zdajesz sobie sprawę jaka to była odwaga we wczesnych latach socrealizmu, gdzie poczesne miejsce zajmowała walka z polskością, religią.
    Adam Ważyk zaprzedał się ideologii genealissmusa, według mnie z konformizmu, nie z autentycznych przekonań, a tacy ludzie są najgorsi.

    W 1940 roku we Lwowie odbyła się impreza w której uczestniczyła spora grupa lwowskich pisarzy. Pod wpływem prowokacji wywołano awanturę i bijatykę, po której wkroczyły służby sowieckie i aresztowały między innymi Broniewskiego, Wata, Peipera. „W oczach sowieckich byli oni wątpliwymi komunistami i niezbyt wiernymi „ludźmi sowieckimi”, stanowili tzw. element niepewny. Byli traktowani jako potencjalni wrogowie. Broniewski przeszedł śledztwa na Zamarstynowie i na Łubiance w Moskwie i został zesłany do łagru, Wat z rodziną trafił do Kazachstanu.” (dr Marek Klecel Kolaboracja nieustająca: Lwów – Warszawa 1939-1949)
    Wazyk miał być jednym z tych sprzedajnych pisarzy, którzy mieli uwiarygodnić zatrzymanie Broniewskiego i Wata przez sowiecką władzę. Wanda Wasilewska nie dopuściła do tego. To druga hipoteza tłumacząca niechęć Broniewskiego do Ważyka.

    Po latach Adam Ważyk tłumaczył się Watowi, że nie podpisał, że nie mógłby, ale i Wat przez całe swoje życie traktował Ważyka z rezerwą.

    Trzecia hipoteza
    To Ważyk uważany był za najgorliwszego politruka kultury i jej sowietyzacji i dlatego uważam, ze Broniewski nim gardził. Bo w Ważyku w tamtych czasach nie było autentyzmu tylko konformizm, chęć władzy i potrzeba wygodnego życia w dobrobycie.
    Jako dogmatyk atakował poezję Norwida, niszczył Gałczyńskiego kolegę z tego samego obozu peanowców nowego porządku.
    Artur Sandauer tak wspomina Adama Ważyka z tego okresu

    „Nie był mi szczególnie sympatyczny. Rabiniczny, pokrętny, uzbrojony w ogromny, dyndający na tyłeczku rewolwer, zdawał się swą marksistowską wszechwiedzą brać odwet za lata nieuznawania, za nie czytane, bo i nieczytelne utwory. […]” ( „Byłem” Artur Sandauer)

    I jak ktos taki mógł wzbudzać szacunek? Władysław Broniewski o szlacheckich korzeniach, z duszą romantycznego poety nie mogł zaakceptować kogoś, kto niszczył Norwida.

    Czwarta hipoteza
    „Poemat dla dorosłych” wydrukowany w Nowej Kulturze w sierpniu 1954 r był dla Adama Ważyka próbą oczyszczenia, zmierzenia się ze swoją wcześniejszą działalnością.
    Ale jak odebrał ten wiersz Broniewski? zapewne nie zaufał cudownej metamorfozie poety.

    Ale to są tylko moje gdybania. Nie znalazłam innych powódów niechęci.

  14. przemek łośko:

    Ewo,

    rozciągasz swoją interpretacją zakres mojej wypowiedzi do takiego miejsca, w którym traci sens. takie postępowanie w dyskusji można by nazwać frazeologiczną homonimią.

    jak bowiem napisałem: „należy oddzielić”. po czym zajmuję się jednym aspektem rozgrywek marcowych i pomarcowych, drugi pomijając, ze względu na jego oczywistość. wywołany Twoim chwytem erystycznym do tablicy, wyjaśniam jednakże co następuje: nie słyszałem o rewolucji, nawet w wersji mini, bez nieprzyjemnych skutków dla słusznie lub zastępczo wybranej grupy społecznej. żydów wybierano od zawsze zastępczo jako ogół. co nie zmienia faktu, iż wielu żydów, zapewne w tym samym procencie co polacy, rosjanie, niemcy i francuzi, okazało się być życiowymi skurwysynami. nie widzę powodu do przemilczania zarówno nieszczęść jak i skurwysyństwa danej nacji. to, czego doświadczyli żydzi w trakcie II wojny światowej i po niej (np. pogrom kielecki) to porażające nieszczęście i za to wstydzić powinni się wszyscy polacy. to, co dziś wyczyniają z palestyńczykami żydzi to skurwysyństwo, i za to powinni się wstydzić wszyscy żydzi.

    po tym wyjaśnieniu wrócę jeszcze do wypędzeń 68. jeśli w wyniku represji wypędzono ubeków i ministrów o żydowskich korzeniach, a zastąpili ich ubecy i ministrowie o mniej żydowskich korzeniach, to mam to za zastąpienie jednego skurwysyństwa innym skurwysyństwem i w stosunku do tych osób nie odczuwam nie tylko żadnego żalu, ale i żadnej troski. nie miałbym nic przeciwko temu, żeby zwycięzców z ’68 wypędzono w ’80 choćby na argentyńską pampę, niezależnie od ich narodowości.

    taki był sens mojej wypowiedzi.

    konsumpcjonizm to wybór. ekhem. niewiele bardziej wartościowy od wódki – bo zauważ jak głęboko systemowe są jego uwarunkowania. przestań pracować, spróbuj całkiem zmienić swoje życie – wtedy zobaczysz jak niezwykle trudno wybrać cokolwiek innego niż konsumpcjonizm. brak wyboru w prl był jawny. brak wyboru w kapitalizmie jest ukryty – i towarzyszy temu akt społecznego przyzwolenia.

  15. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    Przemek ma rację. W marcowych wydarzeniach pozbyto sie częsci znienawidzonego aparatu dając im możliwość wyjazdu z kraju. W ten sposób zagwarantowano im bezpieczeństwo.

    Ewo, kilku wielkich zbrodniarzy uniknęło kary. Po latach Polska wystąpiła o ich ekstradycję , a jaki jest efekt? sprawy proceduralne trwały tak długo, że zbrodniarze pomarli w spokoju. ( Wolińska, Morel, ojciec Michnika i wielu innych)

  16. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    ps
    Ewo,
    alkoholizm to alkoholizm, nie usprawiedliwiaj nałogów.

  17. przemek łośko:

    Poemat dla dorosłych nie jest dla mnie próbą oczyszczenia, tylko próbą przestawienia się na nowe tory – staliniści wychodzili z obiegu w ekspresowym tempie, trzeba było utrzymać się w pobliżu koryta. Dopiero w ’64 – moim zdaniem – Wagman odważył się na odrobinę nonkonformizmu podpisując list 34. Ale nie mógł go nie podpisać, bo gdybyż stanął okoniem, zniknąłby z życia literackiego w ogóle, zważywszy na to, kim byli pozostali sygnotariusze. Skądinąd treść owego listu była raczej żałosnym szczeknięciem, niż prawdziwym protestem, choć dała pretekst Zachodowi do umiarkowanej krytyki PRL.

    Pytając Cię, Izo, miałem na myśli to, czy znasz może jakieś konkretne zdarzenie, które wzbudziło pogardę Broniewskiego do Ważyka. To co opisujesz, znam. O tyle mi się to nie klei, że jeśli we Lwowie, w 40 roku, to rzeczywiście Ważyk miał uwiarygodnić wielomiesięczną pakę dla Broniewskiego i Wata, to kłóci mi się to z chęcią Broniewskiego do jakiejkolwiek wódki z kreaturą. Z tego co wyczytałem, kto inny finalnie rozrobił Wata i Broniewskiego w Czerwonym Sztandarze.

  18. Ewa Bieńczycka:

    Oj, nie ma co mi takiej kocówy robić, zgadzałam się z Wami, warto było doprecyzować. Dodałabym Izo jeszcze te barwne opisy Wata, jak siedział w ciupie z Broniewskim, a ten recytował na okrągło wierze po polsku i po rosyjsku. Wiesz, teraz jest wszystko na wikipedii i zawsze można przeczytać o jakości naszych najświetniejszych duchowych dokonań.
    Poemat dla dorosłych mimo wszystko był ważny i był aktem odwagi i nie trzeba aż tak biednemu Ważykowi dokopywać.
    Przyznasz Przemku, że jednak seks grupowy w okropnym bolszewickim wnętrzu, pod portretami innych świętych niż benkowe, na stołach z paździerza i na tzw. laminacie był czymś mimo wszystko innym niż dzisiejsze możliwości umilania życia, by było bardziej ludzkie.

  19. Ewa Bieńczycka:

    Alkoholizm: Izo, na moim pierwszym roku nikt nie dostał u nas zaliczenia, jak raz w tygodniu nie uczestniczył w pracownianym pijaństwie. Profesor nie tolerował abstynentów. Skończyło się tragicznie: Profesor zmarł na wylew już na naszym plenerze malarskim, najzdolniejszy chłopak, później alkoholik, powiesił się.

    Wkleiłam, nim komentarz Przemka się wyświetlił: Poemat dla dorosłych był ważny dla pokolenia solidarności bez względu jaką rolę strategiczną pełnił w momencie publikacji. Wiecie, staram się autobiograficznie, by za dużo nie pisać i się nie odwoływać. Literatury jest teraz dużo. Trzeba pamiętać, że my nie mieliśmy dostępu. Myśmy wtedy nic nie wiedzieli. Reagowaliśmy na te dane, które udało się pozyskać. One też w konsekwencji były tendencyjne i walczące. Każdy sprzeciw był objawieniem. Kabarety śpiewały jak swoje. np to :
    Witali. Wołali. Wołali. Witali.
    Kwiaty. Krawaty. Pompa i puc.
    Lakierki. Szpalerki. Do góry! Dalej!
    Wrzaski, Oklaski. Pan prezes. Wódz.
    Kwiaty dla niego. Przemowy – dla czerni.
    Wódz, a za wodzem – wierni.
    (…)
    Ojczyzna. Ojczyźnie. Ojczyzną. Ojczyznę.
    Reklama i patos. Patriotyzm i byznes.
    Krawaty i kwiaty. Targ o mandaty.
    Armaty (w marzeniu). Armaty. Armaty.
    Mandaty – dla niego. Armaty – dla czerni.
    Wódz, a za wodzem – wierni.
    Co jeszcze? Co jeszcze? Co jeszcze?
    Zza węgła
    Kula zdradziecka nie jego dosięga.
    Handel i bandy. Broń bratobójcza.
    Prezencik na Gwiazdkę. Od wujcia. Od wujcia.
    Jęk mordowanych. Płacz matek i żon.
    Kto winien? On milczy. Kto winien? Nie on?

    On – wzrusza ramieniem. Pogarda dla czerni.
    Wódz, a za wodzem – wierni.

    To wiersz Woroszylskiego z 1946 roku, a myśmy byli pewni, że to studencki kabaret Trzeci Oddech Kaczuchy specjalnie napisał o Gierku.

  20. przemek łośko:

    Robisz ranking gadżetów, Ewo? Że paździerz, laminat to lepsze od skaju i chromu? Bo seks grupowy nie jest dziś mniej atrakcyjny niż wtedy, potrafi być naprawdę fajnie i całkiem źle. kwestia uczestników, nie jakości gadżetów.

    Portrety kościelne i partyjne są równie skurwiałe.

  21. Ewa Bieńczycka:

    Przemku, smak to podstawa. Bez wyrobionego, arystokratycznego smaku nie ma sztuki.
    Dzisiaj Stephen Fry, bezpośredni kontynuator estetyzmu, zresztą odtwórca roli Oscara Wilde, uważa, ze windowsy są ohydne i tylko pracuje na macintosheach.
    Dlatego jest taki dobry. Tak, ranking.

  22. przemek łośko:

    Mamy różne koncepcje artyzmu widocznie – moja z życia i znikąd, Twoja z Parnasu. Wnosząc z kolei życia Wilde’a i Fry’a mieli&mają raczej w dupie „smak sztuki” i cieszyli/cieszą się smakiem życia i tworzenia. A makintosze są wygodniejsze w użyciu w pracowni projektowej. Również używamy.

  23. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    Przemku, w tym czasie we Lwowie oprócz „Czerwonego sztandaru” typowej agitki wojskowej, powstało literackie pismo z Wandą Wasilewską na czele „Nowe widnokręgi” mające za zadanie krzwieć nowy ład i indoktrynować Polaków we Lwowie. Redaktorami byli Brystygierowa zwana Krwawą Luną, Miłosz, Ważyk, Putrament, Przyboś, Boy- Żeleński.
    Władysław Broniewski nie zgodził się na firmowanie tej komunistycznej sowieckiej tuby i to było powodem jego uwięzienia(według Jalu Kurka)
    „Do współpracy nie przystąpił m.in. Władysław Broniewski, tłumacząc, iż on jest do pisania, a nie do przesłuchiwania i może z kolegami pójść na wódkę.”

    Wanda Wasilewska nie zgodziła się aby napiętnować Broniewskiego w Nowych widnokręgach, zakazała napisania artykułu Putramentowi, Ważykowi. (Ważyk w rozmowie z Watem twierdził, że by i tak nie podpisał). Ale o tym mówiło się wśród literatów.
    Dlatego opluwający tekst zamieszczony został w gazetce wojskowej. Wanda Wasilewska starała się wynika z tego, bronić ideologicznych polskich komunistów.

    Przemku, Aleksander Wat pisał Memoria w latach 1953-57.
    Zacytowana przeze mnie wpowiedż Władysława Broniewskiego po pijaku w Oborach w ogrodzie domu literatów, miała miejsce według mnie w 1953 roku. Ale nie jestem na sto procent pewna, gdyż Wat nie podał daty, wynika to jednak z poprzedniego testu pisarza.

    1953 rok to czas wszechwładzy Adama Ważyka. Broniewski w tym czasie nie mógł być pewien, że i on przez Ważyka nie zostanie skazany na niebyt, jak Gałczyński, a a jednak po pijaku się go nie bał.

    ps
    „Poemat dla dorosłych” i dla mnie jest próbą przygotowania sobie gruntu po latach dogmatycznego, konformistycznego terroru. Jest sposobem na oczyszczenie się. Dlatego Adam Ważyk twierdził, że w czasach socrealizmu zwariował i tym stanem tłumaczył swoje wcześniejsze niegodne zachowanie.

    Orwellowsko zawsze brzmi tak samo.

  24. przemek łośko:

    Ano właśnie, orwellowski constans. Dziękuję, nie miałem pojęcia o Nowych widnokręgach. I, że Miłosz też się w to umoczył, że Przyboś, że Boy.

  25. Ewa Bieńczycka:

    To jeszcze ja słówko dorzucę na zakończenie dyskusji, gdyż szef wrócił i nowy wątek wstawił.
    Marku, jak się wkurwisz i mnie stąd będziesz wypierdalał, wyjebywał za to, że mam mieszczańskie, nie po linii bloga poglądy, a widzę, że już w tam w Twoim logo miejsca dla chętnych mnie zastąpić robisz, to oświadczam, że ja od Ciebie grosza nie wezmę, żadnych tam 1, 5 tysiąca złotych nie zażądam, tak, jak teraz chce Maciej Kaczka od Jacka Dehnela za usunięcie go z nieszuflady.
    Ja człowiek Bolszewi, ja ogon podwinę i cicho odejdę, jak Ci Żydzi w marcu 68, którzy cały czas byli pewni, że są Polakami, że się w dorosłym życiu dopiero dowiedzieli, kim tak naprawdę są. I to tylko dzięki temu, że jakieś na górze kacyki się ze sobą biły i dopiero uzmysłowiły im, że oni nawet i za dzisiejszą Palestynę są winni i że ich wnuki po pół wieku powiedzą: co tam wy, wasze wszawe życie, ważne, że tam na górze trochę się wyczyściło…
    Ech, Marku, jak ten blog szykuje się do prezydentury, to mi lepiej wcześniej powiedz.

  26. Marek Trojanowski:

    to jest jakaś metoda – pozwac Dehnela do sądu. Będzie dzięki temu Kaczka sławniejszy niż Paris Hilton. Dzięki pozwaniu Dehnela stanie się „litarckim dehnelem” z tą różnicą, że Kaczka nie powie: jestem gejem, ale Kaczka wzbije się w przestworza świata literackiego jako ten, który pierwszy pozwał Gwiazdę tego świata. Innymi słow: strzeżcie się gwiazdy przed pozwami od prwników paparazzo .

    ale nie jestem pewien, czy w należy pozywać za dyskusje internetowe. kaczka – takie odnoszę wrażenie – jest człowiekiem, który ma aspiracje literackie jednak nie mając nic do zapezentowania w dziedzinie literatury, chce się w niej znaleźć przy użyciu innych metod, dziwnych metod jak pozwy sądowe i plotkowanie. ja nigdy nie przeczytałem zadnego tekstu kaczki, żadnego jego komentarza o tekscie. bo te plotkarskie monologi z kumpli to owszem widziałem raz czy dwa. ale on ciągle to samo i o tym samym pisze: że został wywalony z nieszuflady, że robi kolejny film do jutiuba, i że pisze kolejne pismo procesowe. czasmi pisze też o kursie euro i o tym, jak to sie przekłada na ruch w branży turystycznej. zresztą nie wyobrażam sobie tej rozprawy, na której Kaczka będzie musiał opowiedzieć o zwierzeniach pewnego młodego poety, którym się opiekował, a którego Dehnel miał do czegoś namawiać.
    dla mnie to absurd.

    Kaczka zwyczjnie się starzeje i szuka swojego miejsca w historii lteratury, jakiejś namiastki nieśmiertelności – takie mam wrażenie.

    nie bronie Dehnela, mam o jego dziełach i wieszczeniu wyrobione zdanie. jako człowiek zaś Dehnel dla mnie nie istnieje, podobnie jak Kaczka. dlatego kaczka powinien także zapomnieć o Dehnelu, Dehnel o Kaczce – jako o ludziach i niech zajmą się swoimi dziełami. to byłoby ciekawsze niż notatka na kumplach pt.:

    23 dzień rozprawy. Dehnel stawił się w garniturze. Kaczka zaś w asyscie 2 adwokatów i czterech aplikantów adwokacjich.
    relacja na żywo: http://www.youtube.pl/tv-sub.title/kaczka_pozywa_dehnela_odc_158/watch_now/

    ps.
    nie pisz mi tu o wypierdalaniu ewo, bo od kiedy stałas się edytorką, ja nie mam żadnego wpływu na wypierdalanie.

    miłej niedzieli

  27. Marek Trojanowski:

    ps.

    Ewo, ja tu nie jestem od wywalania kogokolwiek. Zawsze, ae to za każdym razem się serdecznie wkurwiałem, gdy mnie usuwano z różnych portali. Powody tych usunięć były jak się możesz domyśleć po stylu moich wypowiedzi takie same.

    Historiamoichniedoli.pl powstała jakoś na poczatku rku 2007, kiedy mnie wywalono z uniwersytetu. Pierwotnie chciałem sobie dać szansę opowiedzenia swojej historii widzianej moimi oczami. Edward H. Carr w skromnej objętościowo książeczce: Historia, czym jest? opisał doskonale sensualizm historyczny i jego paradoksy. Dlatego nie zamierzałem nigdy oddać swojego losu i historii w cudze ręce. Dlatego pierwsze wpisy w tym miejscu to: historia moich niedoli (I) i (II).

    Później zacząłem historiemoichniedoli traktować jako swój prywatny blog. Chcialem napisać wszystko dosłownie wszystko, nawet gdy owo wszystko nie chciało być jeszcze napisane. Teraz też piszę to, co chcę, ale już trochę inaczej.

    Ty i ja i Iza jesteśmy autorami. Różni nas tylko jeden szczegół: ja mogę dodawać innych autorów nic więcej. ty też możesz kasować wpisy, edytować do woli co chcesz i jak chcesz. Możesz śmiało rekomendować w miejsca: tu jest miejsce dla ciebie i tu też innych autorów. Ale pamiętaj: zostały tylko dwa miejsca, dlatego trzeba wybrać dobrze. przyznam się, że zaproponowałem Jarkowi Łukaszewiczowi z kserokopia.art.pl wymianę linków. Że ja umieszczę jego stronę w jednym z nagłówków, a on umieści moją. Nie dostałem jednak od niego żadnej odpowiedzi. Mniejsza o to.
    Do czego zmierzam: jeżeli znasz kogoś, kto nie poszedł w życiu na żaden kompromis, kogoś kto ma jaja, to negocjuj członkostwo. O sąsiedztwie sama zdecyduj. Sama powiedz, kogo chciałabyś widzieć obok Pani Bieńczyckiej.
    Historiamoichniedoli.pl nie jest już od dawna moją historią. Ale każdego kto tu pisze a jak dobrze wiesz: nie każdy tu pisać może (ale jeżeli juz może, to nie ma żadnych ograniczeń).

  28. Ewa Bieńczycka:

    Historia moich niedoli to tytuł polskiego wydania listów Piotra Abelarda. Myślałam, że Ci chodzi o ludzi bez jaj, zniszczonych w ciemnym zaułku dwoma kamieniami.
    Nie, ja nie polecę nikogo. Widzisz, na mim blogu nikt nie komentuje, nic się tam w żadną już dyskusję nie przeradza. Jak ten blog się rozwinie i rozkwitnie, to myślę, że ja tu też nie będę potrzebna.
    Fajnie, jakby wpadały różne wyraźne osobowości, jak Przemek. Ale też pewnie ludzie czasu nie mają. Ja tu ten komiks męczę i muszę się oderwać i coś napisać, gdyż to bardzo monotonna praca.

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?