manifest poezji internetowej

25 lutego, 2009 by

.

Ogłaszamy, że od dziś poezja internetowa jest najważniejsza. Jest naszym życiem a my poeci internetowi godzinami klikając żyjemy tylko poezją: dosłownie i w przenośni.

1) Celem naszym jest słodkie nieróbstwo. Chcemy utrzymywać się z reklam google, z jednego procenta do podatku. Bo my poeci internetowi ogłaszamy powołanie do życia Fundacji Internetowej Poezji (FIP).

2) Jedynym celem FIP-u jest gromadzenie wszelkiego rodzaju dotacji, z których będziemy się utrzymywać, bo my internetowi poeci nie chcemy robić nic, oprócz poezji. Chcemy dnie przesiadywać całe przed komputerami. Chcemy komentować wiersze na różnych portalach internetowych, u siebie na stronach prywatnych. Chcemy publikować wiersze tylko w internecie.

3) Ogłaszamy śmierć papieru! Jest za ciężki (paczka papieru: 500 ark A4, 80 g/m2 waży więcej niż laptop) i nieekologiczny. Papier to przeżytek! Niech żyją pdf-y i ebooki!

4) Naszym życiem i źródłem wiedzy i inspiracji są: czat, wszelkiego rodzaju komunikatory internetowe, czytniki rss oraz minimum pięć adresów różnych portali poetyckich, które mamy dodane jako ulubione w naszych przeglądarkach. Real interesuje nas tylko jako Wirtual, a Wirtual to dla nas Real, sam Real zaś jako taki nas w ogóle nie obchodzi, bo zakupy robimy w internecie.

5) Chcemy pisać o wszystkim, w każdej manierze. Chcemy eksperymentować z nowymi formami, treściami, środkami wyrazu. Jednym ograniczeniem dla nas i naszej twórczości są ograniczenia internetu (technik i języka).

6) Dzięki internetowi FIP chce zdobyć nowych zwolenników, nowych darczyńców, którzy zasilą ją 1% od podatku. Chcemy zwerbować jak najwięcej użytkowników i czytelników, którzy na naszych stronach wygenerują odpowiedni ruch, który poprawi ich atrakcyjność jako powierzchni reklamowych.

7) Ogłaszamy, że od dziś: za chleb i kiełbasę, za redbulle i wódkę, za piwo i czipsy, za cocacolę kupione w sklepach internetowych; za minuty spędzone na wideo-sex-czatach i za inne przyjemności za to wszystko zapłacimy pieniędzmi pochodzącymi z reklam googla. Zapłacimy przelewem z banku internetowego.

8) Odejdziemy od komputera tylko w razie potrzeby. Przez cały dzień zaś będziemy pisać i komentować. Chcemy się wirtualnie siłować na googlowskie mądrości wyszukiwane dla potrzeb dyskusji, komentarzy czy wierszy.

9) Jesteśmy poetami uniwersalnymi i dlatego ogłaszamy ogooglną nieomylność w każdej kwestii. Rościmy sobie pretensje posiadania racji za każdym razem, niezależnie od dyskutowanego tematu. Poeci internetowi to wikispece w każdej dziedzinie.

10) Ogłaszamy, że nie liczy się dla nas uznanie krytyków literackich czy estetów. A wydawców mamy w płaskich od siedzenia przed komputerem tyłkach. Dla nas liczy się tylko pagerank osobistej strony internetowej i ranking google. Naszą litanią są słowa kluczowe, Google jest naszym Boogle miarą naszych wszechrzeczy.

Kategoria: Bez kategorii | 13 komentarzy »

komentarzy 13

  1. Marek Trojanowski:

    zainspirowany manifestem neolingwistów, o których ewa pisała, o tym, że „mleko się przypalliło” czy „wykipiało” czy chuj wie co tam jeszcze, napisałem manifest poezji internetowej.

    zwracam uwagę, że – w przeciwieństwie do tego odgrzewanego kotleta, jakim jest manifest neolingwistów i tych zagniazdowników wszystkich – mój manifest jest absolutną nowością. czegoś takiego jeszcze nie było. mnie nie dotyczy przeklenstwo Eklezjasty.

  2. Ewa Bieńczycka:

    To poważnie?
    Do mnie już kilka próśb przyszło, by zagospodarować moje 1%.
    Ale nie wiem Marku, czy zamiana totalna na Internautę coś da. Internet wbrew pozorom jest jeszcze bardziej konfliktogenny, niż życie realne. Ludzie nie mają śmiałości, by sobie tak bezceremonialnie nawrzucać, jak widzą bliźniego twarzą w twarz. A bić kobietę publicznie przez osiłka, to w naszej kulturze jeszcze nie do pomyślenia, natomiast w sieci, owszem, czemu nie? Szczególnie przewagi społeczne są wykorzystywane do granic możliwości: kim jesteś, Pani Bieńczycka, że ośmielasz się pisać o moich wierszach, kiedy 10 prestiżowych krytyków opłacanych regularnie przez pisma sponsorowane przez Państwo, by mą cześć chronić, wypowiedziało się jak Wassermann? Jak Pani śmie? Pani nie wolno pisać o moich wierszach! Nie życzę sobie! (Można zastosować pogardę arystokratyczną albo sutenerską, obie równo działają paralityczno-drgawkowo.
    Marku, sieć to następna cywilizacyjna sieć!

  3. Marek Trojanowski:

    oczywiście, że poważnie. nawet więcej: śmiertelnie poważnie.
    czyżbyś przeoczyła fakt, że nie tylko politycy – ci co się pchaja przed promptery – mają swoje blogi, ale także poeci-wieszcze?

    ostatni przykład: masz Rybickiego. topił się w nieszufladzie. był tzw. „jednym z wielu po Dehnelu” [bo nieszuflada bez Dehnela jak rynsztok bez Przemka nie istnieje. zdechnie. dlatego on tam robi za pana i władcę, on decyduje o toku dyskusji i to on decyduje o których wątkach należy dyskutować, które z nich są salonfaehig, które nadają się na wyściółkę szwajnplacu]

    rybicki nie jest ani młodym pedałkiem, nie jest także starym, doświadczonym filozofem . nie miał tam szans, a ma przeciez aspiracje. stworzył swoją prywatną stronę, swoje miejsce, swoją i tylko swoją przestrzeń w internecie. teraz będzie pisał i pisał. będzie przegladał każdego dnia statystyki, tak jak to robi radek wiśniewski (to on dziekował wszystkim, że nagle jego strona prywatna doczekała się większej niż 100 liczby odwiedzin.)
    teraz poeci zmieniają się na poetów internetowych, bo poezja przechodzi do sieci, to w niej się zaczynają i kończą najciekawsze w tej epoce polemiki na temat wierszy. papierkowe gazetki albo mają fatalne nakłady, albo – jak mają duże nakłady – to zapchane są reklamami, zdjęciami gołych cip albo notkami w stylu: zgwałcił 200 razy zanim trafił za kratki.

    dlatego ogłosiłem manifest poezji internetowej. wyłożyłem zasady i cele. i tak będzie, zobaczysz. wyznaczyłem kierunek poezji na najbliższe milenium.

  4. Ewa Bieńczycka:

    Wassermanna tutaj podałam – dla ścisłości, nie jako polityka, tylko jako sprawdzian jakości człowieka. Eliminacja porażonego chorobą weneryczną w wyścigu społecznym po liczne dobra zależała w PRl-u od próby wassermna. Nie pamiętam dobrze, ale zdaje się ten dokument był potrzebny, by jakiś urzędnik po przedłożonym przez petenta podaniu z prośbą o przeczytanie niedostępnej w bibliotece książki, mógł dać przyzwalającą pieczątkę. Pytano analizy laboratoryjnej, czy wasserman wypowiada się o badanym pozytywnie, czy negatywnie. Trzeba było oddać dwa tygodnie wcześniej, niż koniec terminu składania papierów na studia, czy podania o przyjęcie do nowej pracy. Wiele losów ludzkich zależało od dostarczenia w porę tego dokumentu.

    Natomiast nie znam poety Rybickiego, a skoro jest tak znaczący piszesz, drugi nawet na dworze – to musimy jego tomik koniecznie omówić.

    Iza tu kiedyś pisała o tzw. poezji internetowej, która jest wygodna o tyle, że zawsze można ją modyfikować.
    Ja jednak chcę zaistnieć wyłącznie w obiegu oficjalnym i Twój Marku blog traktuję wyłącznie jako trampolinę do tego skoku na polski rynek literacki. Może nie z małpeczką Przemka, ale z mlekiem, albo i jogurtem, pójdę na swój Dworzec w glorii sławy Twojego bloga. Co znaczy, że ten Dworzec to może już Internet. Dlatego najlepiej, jakby Twój Blog stał się Dworcem, a nie budką strażnika, wtedy bym nie musiała nigdzie chodzić by zaistnieć w obiegu nie tyle oficjalnym, to chociaż liczącym się undergroundowym. Identycznie jak w Baronie cygańskim Straussa.

  5. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    Moja antycypacja została w tym momencie udowodniona i stała się faktem. Manifest uporządował tylko zjawisko zastane.

    Już kilka lat temu stwierdziłam, że dopiero stanie się najsławniejszą poetką netową, daje sławę i profity.
    Papierowi poeci odchodzą w niebyt, bo jaki mają współczynik czytelnków? dwustu? Znowu piszę optymistycznie udając, że nie zauważam walających się tomików poezji na dolnych półkach w księgarniach.

    Za to jakie ma możliwości poeta internetowy!
    Wystarczy, że zamieści swój wiersz na dziesięciu portalach, a jeżeli jest bezrobotny, albo na zwolnieniu lekarskim, albo jest emerytem, może za każdym razem wkleić ten sam wiersz na pięciuset portalach i zajmie mu to najwyżej dwie godziny czasu.
    I pięć tysięcy czytelników jak znalazł.
    Istnieje obawa, że na pomysł wklejania na wielu portalach wpadną i inni poeci, którzy są jednocześnie czytaczami. Dlatego zachowawczo podaję liczbę potencjalnych czytelników poety w necie na tysiąc.
    I w ten sposób udowodniłam na liczbach przewagę wirtualnego swiata dla twórcy marzącego o sławie (nie po śmierci).

    Marku brakuje jedynastego punktu o konkursach w necie np. konkursach na tłumaczenia, na fraszkę, haiku, albo na dziadowską balladę z nagrodami niespodziankami. (ruszajace się muzyczne pocztówki z internetu lub na yotube nagranie męskiego niskiego głosu jurora, za zdobycie pierwszego miejsca.)

    Mam tylko jedną wątpliwość: czy jak się nie ma własnego bloga to tez można być najsławniejszym poetą, najsławniejszą poetką w wirtualnym świecie?
    Obawiam się, że bez bloga nie ma internetowego poety niestety.

  6. Ewa Bieńczycka:

    Mam tu statystyki z Polityki z artykułu Katarzyny Janowskiej z roku 2005. Może dzisiaj jest jeszcze intensywniej:
    ...krytyk Karol Maliszewski w cyklu artykułów poświęconych młodej poezji ironicznie pisał, że liczba tomików młodych poetów przypadająca na jednego Polaka powinna być umieszczona w Księdze rekordów Guinnessa. Kiedyś poproszono go o podanie liczby osób rymujących w Polsce. Maliszewski podsumował to, co czyta, co widzi w Internecie, co nadchodzi do niego z różnych stron. Wziął pod uwagę teksty nadsyłane na konkursy, w których jest jurorem, dziesiątki znanych mu prowincjonalnych klubów poetyckich. Dodał dzieci i młodzież garnące się do rymowania i udziału w warsztatach poetyckich. Z tego wszystkiego wyszło mu, że w Polsce ok. 2 mln ludzi bawi się słowami.(…)

  7. przemek łośko:

    jest jeden szkopuł. papier nie potrzebuje zasilania.

  8. Ewa:

    potrzebuje. Trzeba go dokarmiać pieniędzmi, czyli kupić.

  9. przemek łośko:

    Ewo, papier nie potrzebuje zasilania elektrycznego.

  10. Ewa:

    Nie? To ja nie wiedzałam…

  11. Ewa Bieńczycka:

    Kochani, kochaniutcy (tak mawiała moja koleżanka Ilona, osoba bardzo religijna i abstynentka seksualna, która wymawiając te słowa bawiła się suwakiem rozporka tej osoby, z którą rozmawiała, bez względu na jego płeć), mam tu przed sobą 360 stronicową biblię neolingwistów Gada !zabić? pa]n[tologia neolingwizmu formatu A4 autorstwa Mari Cyranowicz i Pawła Kozioła. Większość tekstów z tej książki jest w necie. Jest też tam manifest Jasia Kapeli, Kuby Głuszaka, Joanny Mueller MANIFEST PROTODUPISTYCZNY. Booble pokazują. Nie znalazłam natomiast Manifestu Mebli, który w książce jest.
    Zaraz będę o tym pisać i wklejać, co nie przeszkadza pojawieniu się tekstom wiodącym równolegle – Twoim Izo i Twoim Marku. Muszę rzecz neolingwistów po prostu kontynuować. Taki wewnętrzny przymus, jak koleżanki Ilony, która nie wiedziała z nerwów, co z rękami zrobić.

  12. ksenia IP: 77.253.209.12:

    Manifest Neolingwistyczny jest tu: http://pl.wikisource.org/wiki/Manifest_Neolingwistyczny

  13. ksenia:

    …a protodupistyczny tu: http://kumple.blog.pl/archiwum/index.php?nid=2894940

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?