Maciej Melecki Zawsze wszędzie indziej. Likwidacja poezji na Śląsku. Pani Bieńczycka

28 czerwca, 2009 by

Wszystko jest poezją: tak uważał za moich czasów Edward Stachura.
Ale dla późnego wnuka poetyckiego zawsze wszędzie jest inne. Nowe czasy, nowe wymagania. Dlatego nikt, kto uważa, że wszystko jest poezją, nie uchowa się, ponieważ wszędzie jest inaczej.
Inaczej, czyli lepiej.

Maciej Malecki jest idealnym przykładem realizacji sloganu poezji nie ma nigdzie.
Jako współscenarzysta filmu Wojaczek potrafił z całym zespołem filmowym, głównie reżyserem Lechem Majewskim i odtwórcą główniej roli, poetą Krzysztofem Siwczykiem udowodnić, że Rafał Wojaczek, był, ale nie był poetą.
Melecki potwierdza tę tezę całą swoją twórczością.

Zbiór wierszy obejmuje dekadę poezjowania, gdzie konsekwentnie nie ma poezji w ani jednym wierszu.
Ten benedyktyński akt zapisania wszystkich strof między tym, czym mogła by być poezja, wprawia czytelnika w zdumienie i podziw dla kunsztu niepoezjowania poety Macieja Meleckiego.

Dyscyplina i sztywne trzymanie się wyznaczonych sobie artystycznych ram dało dzieło niezwykłe.
Ani jednej poetyckiej cząstki, ani ani.
Podpatrując ten fenomenalny, spójny i konsekwentny twór, który dzięki temu nie ma ani początku, ani końca, ani fabuły, ani konstrukcji, nic, nic, spełnia marzenia o abstrakcyjnej potrzebie tworzenia i o wszechogarniającym braku ludzkiego przejawu w poezji. Zastanawia tylko powód tego fenomenu poetyckiej mistyfikacji. Mistyfikacji, ponieważ realizacja jest niemożliwa. Jeszcze nie jesteśmy cyborgami i jeszcze jesteśmy wciąż ludźmi.

Bezradne wobec zjawiska niepoezjowania są wszelkie wcześniejsze odkrycia takich pisarzy jak Andersen, który w baśni o nagim królu zdemaskował pracę krawców dworskich.
Melecki jest poetą dworskim i nie ma sobie nic do zarzucenia, ponieważ każdy jego wiersz utkany jest z solidnej materialnie ilości słów, jest namacalny, realny, wydany przez Wydawnictwo Portret i wydrukowany w istniejącej naprawdę drukarni , w Zakładzie Poligraficznym Algraf”, na ulicy Harcerskiej 19 w Biskupcu.

W tych wierszach jest wszystko co trzeba i to nie są żadne symulakry ani symultanty, ani broń Boże jakiekolwiek wymysły Jeana Baudrillarda. Zdumiałby się Baudrillard, że jego wysiłki i poszukiwania nowych sposobów przedstawienia rzeczywistości w której przyszło nam żyć, zostają tak źle zrozumiane przez poetę śląskiego, który modnie wszystkie zagrożenia, które trzydzieści lat temu francuski poeta wyartykułował w swoich książkach i które jako rewelacje dopiero do nas teraz dotarły, w wierszach pokazuje. To już przeciez Stéphane Mallarmé w koncepcji poésie pure nie miał na myśli zaniku, tylko oczyszczenie obrazu poetyckiego.
Kluczem dla całego niepoetyckiego przedsięwzięcia jest tekst Krzysztofa Siwczyka umieszczony na końcu tomu. Napisany akademickim językiem próbuje tę poezję umieści w kategoriach wiedzy dla wtajemniczonych, jaśniejszych i ją tym uwznioślić:

(…)Problem obiektywnego wyinterpretowania, z nad wyraz niepochwytnej materii wierszy Meleckiego, jakichś ontologicznych, a tym bardziej aksjologicznych rozstrzygnięć być może nie stanowi faktycznego problemu dla czytelnika dysponującego sprawną aparaturą filologicznych i filozoficznych rozpoznań, gwarantowanych chociażby przez autorytet uniwersytetu. Natomiast trudności, jakie napotyka czytelnik, dla którego ta twórczość okazała się przygodą ściśle egzystencjalną, siłą rzeczy zmuszają do poruszania się w skróconym dystansie i narażają go raz po raz na kolejne ciosy (ontologiczne i aksjologiczne) wyprowadzane przez Macieja Meleckiego – jednego z bardziej zatwardziałych i konsekwentnych polskich poetów negatywnych”.(…)

Nie mam pojęcia co oznacza termin poeta negatywny, ale skoro Siwczyk powołuje się na tak wielkie uniwersyteckie autorytety, to znaczy, że coś podobnego w określaniu niepoezji musiało powstać na Uniwersytecie Śląskim.
Dalej oczywiście wymienia się jak leci: Emila Ciorana który za głowę by sie złapał, gdyby coś podobnego miał firmować. Konkretny, precyzyjny, zakochany w Dostojewskim Cioran.

Siwczyk pisze:

(…)U zarania tej twórczości prześwituje nie tyle fascynacja, ile po prostu zdrowy rozsądek, który każe przyjmować tezy, na przykład Emila Ciorana, jako wiedzę niemal scjentystyczną.(…)

Ale równocześnie pisze, że przyszły nowe czasy, że trzeba się pożegnać ze starym:

(…)Mniej więcej od Zimnych ogrodników w twórczości Meleckiego został zainaugurowany, nieprzerwanie trwający do
dzisiaj, karnawał ontologicznej i aksjologicznej dowolności, nie mającej nic wspólnego z parametrami i intelektualnymi projektami, które dekretują takie nazwiska, jak na przykład Dostojewski i Nietzsche.(…)

Z drugiej strony się nie dziwię poecie Siwczykowi, ponieważ o tych wierszach nie da się pisać, skoro wierszami nie są, kluczenie intelektualne sprawdza się do takich tez:

(…)Lekturowa pragmatyka, w próbie odczytania nowego” wiersza Meleckiego, podpowiadała szereg kontekstualnych rozwiązań: na przykład Blanchot, Derrida, Sosnowski.(…)

Na końcu pada jeszcze nazwisko Rafała Wojaczka, który podobno z tej nie poezji czyni rzecz egzystencjalną.

Wracając do gęstych tekstów Meleckiego opowiadających uporczywie i nieustająco o niespełnieniach, o ciągłych mijaniach się, niedopowiedzeniach i nieopisaniach irytująco i nieznośnie sprowadza cały poetycki eksperyment do czytelniczego niesprostania.
Mogłoby być to wszystko odpowiednikiem konceptualnej pracy z dziedziny plastyki, martwotą ustawionej w jednym punkcie kamery video i puszczonej na monitorze przypadkowej sceny fragmentu rzeczywistości.
Ale tym też nie jest. Nie jest ani rejestracją filmową, gdzie Andy Warhol w ubiegłym wieku stawiał przed aktorem kamerę i ona rejestrowała mimowolne zmiany twarzy, ani zapisem liczbowym Romana Opałki, mimo wszystko rejestracją zmian.
Twórczość Meleckiego jest jednak czymś nieludzkim i w innej kategorii i zjawiskiem o wiele groźniejszym niż zła sztuka awangardowa. Ponieważ zła sztuka wizualna jest mimo wszystko doświadczeniem i poszukiwaniem. Zawsze jest na etapie eksperymentu i przemijalności, a ekspozycja jej jest chwilowa.
Z literaturą jest inaczej. Krąży w postaci namacalnych artefaktów po bibliotekach długo infekując najmłodsze pokolenia sztuką nieludzką martwą i ze wszech miar szkodliwą.

Jest w tym tomiku, który dla spokoju sumienia na drugi dzień czytałam powtórnie popiół i metaliczny posmak ziejącego zimna nowych czasów w których przestrzeń międzyludzka przejdzie jedynie, jak ta poezja, w nieistnienie.
Czy przejdzie, będzie zależało tylko od nas.

Kategoria: Bez kategorii | 6 komentarzy »

komentarzy 6

  1. marek trojanowski:

    Ja się dziwię, dlaczego Siwczyk superspec od enteryzacji rezygnuje ze swojegoo kanonu pisarskiego. Dlaczego swojego miniwypracowania na zaliczenie z semestru nie pisze tak, jak to zwykle on pisze:

    U zarania tej twórczości prześwituj
    e nie tyle fascynacja, ile po prostu
    zdrowy rozsądek, który każe
    przyjmować tezy, na przykład Emila
    Ciorana, jako wiedzę niemal scjentystyczną.

    I dalej:

    Mniej więcej od
    Zimnych ogrodników
    w twórczości Meleckiego
    został zainaugurowany,
    nieprzerwanie trwający do
    dzisiaj, karnawał ontologicznej
    i aksjologicznej dowolności,
    nie mającej nic wspólnego z
    parametrami i intelektualnymi
    \ projektami, które dekretują
    takie nazwiska, jak na przykład
    Dostojewski i Nietzsche

    I co otrzymujemy? Kolejne dwa teksty na tomiczek. Siwczyk naczytał się głupot i te głupoty wciska gdzie popadnie. To jest tak zwany syndrom studentów drugiego roku studenci naczytają się, obkują na egzaminy i później są święcie przekonani, że bułka nie jest bułką, ale pewnym uporządkowanym strumieniem ze świata wrażeń. Każdy mówi o Kancie, Heglu, Heideggerze każdy się zna, każdy jest specjalistą. A im więcej wódki, im lepsze panienki na imprezie tym większy stopień znawstwa, tym bardziej tajemny poziom wcielenia.

    Ale wystarczy zadac jedno pytanie:

    Co to jest: karnawał ontologicznej i aksjologicznej dowolności i zakład: stawiam wszystko, że Siwczyk zacznie się dukać, jąkać jak student druegiego roku na egzaminie rocznym. Na koniec zamiast odpowiedzi otrzymamy wyjasnienie typu: Panie doktorze, bo mi ciocia umarła i mamusia tez nie ma się dobrze. proszę. Dostateczny wystarczy. Proszę panie doktorze.

    Siwczyk powinien specjalizowac się w enterach. Powinien ćwiczyć kciuk / mały paluszek (w zależnosci od przyzwyczajen piśmienniczych). Za kilka lat stanie się specem, ekspertem od enterów i napisze essej, o tym jak Adorno z Horkheimerem skonstruowali zarys teoretyczny przerywanego podziału pracy, który wyprowadzili z makrsowskiej alienacji pracy a następnie dzięki krytyce popperowskiego falsyfikacjonizmu, odkryli nieeuklidesową zasadę proprzedzającą chronologicznie koncepcje przestrzeni Riemanna zdefiniowaną w języku szkoły neokantystów marburskich, którzy nawrócili się na hedeggerianizm tybiński.

  2. Ewa Bieńczycka:

    Ja uważam, że poeta Krzysztof Siwczyk i tak wybrną jakoś z sytuacji niemożliwej, czyli napisania o poezji Macieja Meleckiego.
    Właściwie zrobił to samo, co Melecki w poezji i ten tekst Siwczyka tam w tym tomiku pasuje.
    U mnie na studiach, a byłam, jak konceptualizm we Wrocławiu wchodził w fazę barokową (czyli wraz ze zwiększeniem obwodu dolnych partii nogawek spodni dzwonów do metra tak, że bardzo modni chłopcy powłóczyli nimi jak dwoma spódnicami) artefaktów w postaci kartek pisanych na maszynie, dochodziło do niesłychanej ilości. Dzięki temu można było dostać zaliczenie na zasadzie jedynie ich posiadania, ponieważ nikt tego nie czytał. Było to fizycznie niemożliwe. Konstruowano te teksty zazwyczaj z jakiś naukowych domniemań.
    I tak też u Siwczyka pojawia się np. Blanchot, którego niedawno dopiero KP wydała i Melecki przecież nie mógł swoich wierszy pod jego wpływem pisać, skoro one są z 1995 roku. A to, co Lnś wydrukowała o Tomaszu Mrocznym to to absolutnie nie ma nic wspólnego z charakterem tej poezji. Melecki chce coś takiego zrobić jak Zeszłego roku w Marienbadzie, jak pisarstwo Alaina Robbe-Grilleta. Ale u niego nie ma magii, a magia jest w osobowości.
    To, że Melecki nie ma osobowości, widoczne już było w filmie Wojaczek. Tam zupełnie nie wyczuł, kim był Wojaczek i na dodatek wprowadził w to miejsce swój brak osobowości.
    Przeczytałam ten opasły tom wywiadów z ludźmi, którzy znali Wojaczka Beresia i tam jak jeden mąż wszyscy ten film skrytykowali. Nie za wartości artystyczne, ale za nielojalność wobec Wojaczka.
    Scenariusz autorstwa Macieja Meleckiego polegał na dowolności i kompletnej samowolce. Niepojęte dlaczego, bo o Wojaczku jest tak dużo materiału, odszedł tak stosunkowo niedawno, że wstawianie w jego osobowość swój brak osobowości jest właśnie takim zabiegiem poetyckim.

    To bardzo niebezpieczny poeta, Maciej Malecki. Przecież on nie ubogaca, ale wymazuje. Doprowadza do znikania wartości i w to miejsce wstawia pakuły. To bardzo niebezpieczne zjawisko.
    Podam zaraz jakiś wiersz dla przykładu.

  3. Ewa Bieńczycka:

    (…)Wyszła nagle z pomocną dłonią i zaczęła prowadzić
    Małe Porsche tak płynnie, że druga dłoń mogła zająć się
    Guzikami przy jego rozporku, odbierając komizm
    Tej nocnej przejażdżki na rzecz kwesty przed cmentarzem.
    Pojawił się nagle mały kłopot z imieniem, którym
    Mógłbym cię nazwać, no bo jak można ci nadać
    Tylko jedno imię, skoro każdego dnia mogłabyś
    Nazywać się inaczej(…)

    [Nawiązania]
    To taka przykładowa próbka wszystkiego na nie i czasu ciągle niedokonanego. Nie to, że czytelnik ma niedosyt, że bohaterom wierszy nic nie wychodzi, nic się nie udaje. Poeta celowo doprowadza do sytuacji, że ich neutralizuje, ich pozbawia jakiegokolwiek zainteresowania, czytelnik jest tak znużony, że oni stają się nieistotni.
    Tu nie jest jednak świat wykreowany, jak w Matriksie. Tu się tylko zamienia schematycznie świat, który dobrze znany, realny i swojski na nieswojski i obcy. A tak wcale nie jest. Taka transformacja wcale tak zwyczajnie nie zachodzi, ponieważ jeszcze nie zaszła, to są przecież dopiero przyszłościowe spekulacje i prognozy, Szczególnie na Śląsku mało jest ponowoczesności, a niejednokrotnie przed.

  4. Marek Trojanowski:

    ewo, teraz środowisko już na pewno tobie nie wybaczy. pisząc: „na śląsku mało jest ponowczesności” – unieważniasz tradycje literacką ostatnich 20 lat, która się wykluwała z węgla. unieważniasz intelektualną płodność biedaszybów. odbierasz prawo do wyjątkowości tym umorusanym dzieciakom, którym na dźwięk słowa: „nagroda literacka / slam / slamiczek / slamuś / grazyna torbicka /” oczy świeciły się jak węgliki.

    odbierasz śląskiej mitologii jej najwazniejsze mity. zmieniasz mit w bajkę. a takiej przemiany nie wybacza się nigdy i nikomu.

    innymi słowy: ewo, teraz to już na pewno cibie nie polubią literaci. a kto wie, może nasikają tobie na wycieraczkę. musisz być czujna jak harcerz na swojej pierwszej w życiu warcie przed namiotem zastępowego.

  5. Marek Trojanowski:

    ps.

    ewo, może ty wiesz co to jest „karnawał ontologiczny”?
    mój uczony kolega z Rosji napisał mi wczoraj w majlu (on czyta regularnie historiemoichniedoli – jest jednym z 380 osób), że Siwczyk sie prawdopodobnie pomylił, a redaktor, który puścił taką pomyłkę „przestraszył się kompentencyjnie” (eh, ci Rosjanie!). Wasilij – bo tak ma mój kolega na imię – uważa, że Siwczykowi chodziło nie o „karnawał ontologiczny” a „krawat laryngologiczny”.
    Wasilij uprzedzając moje pytanie o znaczenie „krawatu” odpisał: „Krawat laryngologiczny to kategoria żargonu medycznego. Krawatem laryngologicznym lekarze okreslonej specjalizacji nazywaja schorzenie dolnego odcinka gardła – podłuzną cystę, która powstaje u mężczyzn o orientacji homoseksualnej”

    Nie sądzę jednak, by wyjasnienie Wasilija wyczerpuje pytanie o sens: „karnawału ontologicznego” Siwczyka

  6. Ewa Bieńczycka:

    To mnie się pytasz? Nie mam pojęcia, ledwo sobie daję radę z wyrazem ontologia, a karnawał na Śląsku to już marzenie ściętej głowy. Tu są jakieś juwenalia na Uniwersytecie Śląskim i studenci wszyscy przebierają się za księży i zakonnice. Ślązacy to bardzo smutny naród.
    Typową zabawą w dalszym ciągu dzisiejszego Ślązaka to zjedzenie krupnioka i wypicie piwa pod kościółkiem pw. Józefa Robotnika w Skansenie Śląskim w Parku Kultury wypoczynku w Chorzowie, najważniejszym przykładem architektury socrealistycznej na Górnym Śląsku i chyba na świecie.
    Czytam teraz najnowszą książkę Krzysztofa Vargi i on to samo zauważa u Węgrów. To kurczowe trzymanie się tradycji. Tylko, że Węgrzy z tej rozpaczy i zgryzoty zniewolenia chcą ciągle popełniać samobójstwo, a tu wszyscy są zachwyceni.

    A jeśli chodzi o cenny mocz na mojej wycieraczce, to Ty chyba nie wiesz, co to jest rytuał oddawania moczu w życiu artystycznym. To ty filmów polskich nie oglądasz? Nie wiesz, że sikanie mężczyzn to sceny kluczowe, priorytetowe sceny w każdej produkcji artystycznej? To ty filmu Wojaczek nie widziałeś? Mocz dla jakieś Bieńczyckiej!
    Ty zupełnie nie zdajesz sobie sprawy, kim jest artysta dworski na Śląsku! Jak mijam ich na ulicy, to zupełnie na nikogo nie patrzą. Non stop pogrążeni są w kombinowaniu, jak się do tej ponowoczesności przedostać, nie będąc jeszcze w żadnej.

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?