Wszystko jest poezją: tak uważał za moich czasów Edward Stachura.
Ale dla późnego wnuka poetyckiego zawsze wszędzie jest inne. Nowe czasy, nowe wymagania. Dlatego nikt, kto uważa, że wszystko jest poezją, nie uchowa się, ponieważ wszędzie jest inaczej.
Inaczej, czyli lepiej.
Maciej Malecki jest idealnym przykładem realizacji sloganu poezji nie ma nigdzie.
Jako współscenarzysta filmu Wojaczek potrafił z całym zespołem filmowym, głównie reżyserem Lechem Majewskim i odtwórcą główniej roli, poetą Krzysztofem Siwczykiem udowodnić, że Rafał Wojaczek, był, ale nie był poetą.
Melecki potwierdza tę tezę całą swoją twórczością.
Zbiór wierszy obejmuje dekadę poezjowania, gdzie konsekwentnie nie ma poezji w ani jednym wierszu.
Ten benedyktyński akt zapisania wszystkich strof między tym, czym mogła by być poezja, wprawia czytelnika w zdumienie i podziw dla kunsztu niepoezjowania poety Macieja Meleckiego.
Dyscyplina i sztywne trzymanie się wyznaczonych sobie artystycznych ram dało dzieło niezwykłe.
Ani jednej poetyckiej cząstki, ani ani.
Podpatrując ten fenomenalny, spójny i konsekwentny twór, który dzięki temu nie ma ani początku, ani końca, ani fabuły, ani konstrukcji, nic, nic, spełnia marzenia o abstrakcyjnej potrzebie tworzenia i o wszechogarniającym braku ludzkiego przejawu w poezji. Zastanawia tylko powód tego fenomenu poetyckiej mistyfikacji. Mistyfikacji, ponieważ realizacja jest niemożliwa. Jeszcze nie jesteśmy cyborgami i jeszcze jesteśmy wciąż ludźmi.
Bezradne wobec zjawiska niepoezjowania są wszelkie wcześniejsze odkrycia takich pisarzy jak Andersen, który w baśni o nagim królu zdemaskował pracę krawców dworskich.
Melecki jest poetą dworskim i nie ma sobie nic do zarzucenia, ponieważ każdy jego wiersz utkany jest z solidnej materialnie ilości słów, jest namacalny, realny, wydany przez Wydawnictwo Portret i wydrukowany w istniejącej naprawdę drukarni , w Zakładzie Poligraficznym Algraf”, na ulicy Harcerskiej 19 w Biskupcu.
W tych wierszach jest wszystko co trzeba i to nie są żadne symulakry ani symultanty, ani broń Boże jakiekolwiek wymysły Jeana Baudrillarda. Zdumiałby się Baudrillard, że jego wysiłki i poszukiwania nowych sposobów przedstawienia rzeczywistości w której przyszło nam żyć, zostają tak źle zrozumiane przez poetę śląskiego, który modnie wszystkie zagrożenia, które trzydzieści lat temu francuski poeta wyartykułował w swoich książkach i które jako rewelacje dopiero do nas teraz dotarły, w wierszach pokazuje. To już przeciez Stéphane Mallarmé w koncepcji poésie pure nie miał na myśli zaniku, tylko oczyszczenie obrazu poetyckiego.
Kluczem dla całego niepoetyckiego przedsięwzięcia jest tekst Krzysztofa Siwczyka umieszczony na końcu tomu. Napisany akademickim językiem próbuje tę poezję umieści w kategoriach wiedzy dla wtajemniczonych, jaśniejszych i ją tym uwznioślić:
(…)Problem obiektywnego wyinterpretowania, z nad wyraz niepochwytnej materii wierszy Meleckiego, jakichś ontologicznych, a tym bardziej aksjologicznych rozstrzygnięć być może nie stanowi faktycznego problemu dla czytelnika dysponującego sprawną aparaturą filologicznych i filozoficznych rozpoznań, gwarantowanych chociażby przez autorytet uniwersytetu. Natomiast trudności, jakie napotyka czytelnik, dla którego ta twórczość okazała się przygodą ściśle egzystencjalną, siłą rzeczy zmuszają do poruszania się w skróconym dystansie i narażają go raz po raz na kolejne ciosy (ontologiczne i aksjologiczne) wyprowadzane przez Macieja Meleckiego – jednego z bardziej zatwardziałych i konsekwentnych polskich poetów negatywnych”.(…)
Nie mam pojęcia co oznacza termin poeta negatywny, ale skoro Siwczyk powołuje się na tak wielkie uniwersyteckie autorytety, to znaczy, że coś podobnego w określaniu niepoezji musiało powstać na Uniwersytecie Śląskim.
Dalej oczywiście wymienia się jak leci: Emila Ciorana który za głowę by sie złapał, gdyby coś podobnego miał firmować. Konkretny, precyzyjny, zakochany w Dostojewskim Cioran.
Siwczyk pisze:
(…)U zarania tej twórczości prześwituje nie tyle fascynacja, ile po prostu zdrowy rozsądek, który każe przyjmować tezy, na przykład Emila Ciorana, jako wiedzę niemal scjentystyczną.(…)
Ale równocześnie pisze, że przyszły nowe czasy, że trzeba się pożegnać ze starym:
(…)Mniej więcej od Zimnych ogrodników w twórczości Meleckiego został zainaugurowany, nieprzerwanie trwający do
dzisiaj, karnawał ontologicznej i aksjologicznej dowolności, nie mającej nic wspólnego z parametrami i intelektualnymi projektami, które dekretują takie nazwiska, jak na przykład Dostojewski i Nietzsche.(…)
Z drugiej strony się nie dziwię poecie Siwczykowi, ponieważ o tych wierszach nie da się pisać, skoro wierszami nie są, kluczenie intelektualne sprawdza się do takich tez:
(…)Lekturowa pragmatyka, w próbie odczytania nowego” wiersza Meleckiego, podpowiadała szereg kontekstualnych rozwiązań: na przykład Blanchot, Derrida, Sosnowski.(…)
Na końcu pada jeszcze nazwisko Rafała Wojaczka, który podobno z tej nie poezji czyni rzecz egzystencjalną.
Wracając do gęstych tekstów Meleckiego opowiadających uporczywie i nieustająco o niespełnieniach, o ciągłych mijaniach się, niedopowiedzeniach i nieopisaniach irytująco i nieznośnie sprowadza cały poetycki eksperyment do czytelniczego niesprostania.
Mogłoby być to wszystko odpowiednikiem konceptualnej pracy z dziedziny plastyki, martwotą ustawionej w jednym punkcie kamery video i puszczonej na monitorze przypadkowej sceny fragmentu rzeczywistości.
Ale tym też nie jest. Nie jest ani rejestracją filmową, gdzie Andy Warhol w ubiegłym wieku stawiał przed aktorem kamerę i ona rejestrowała mimowolne zmiany twarzy, ani zapisem liczbowym Romana Opałki, mimo wszystko rejestracją zmian.
Twórczość Meleckiego jest jednak czymś nieludzkim i w innej kategorii i zjawiskiem o wiele groźniejszym niż zła sztuka awangardowa. Ponieważ zła sztuka wizualna jest mimo wszystko doświadczeniem i poszukiwaniem. Zawsze jest na etapie eksperymentu i przemijalności, a ekspozycja jej jest chwilowa.
Z literaturą jest inaczej. Krąży w postaci namacalnych artefaktów po bibliotekach długo infekując najmłodsze pokolenia sztuką nieludzką martwą i ze wszech miar szkodliwą.
Jest w tym tomiku, który dla spokoju sumienia na drugi dzień czytałam powtórnie popiół i metaliczny posmak ziejącego zimna nowych czasów w których przestrzeń międzyludzka przejdzie jedynie, jak ta poezja, w nieistnienie.
Czy przejdzie, będzie zależało tylko od nas.