Synku nie bój się. Daj mi rękę, pójdziemy razem. Pójdziemy na łąkę, pokażę ci grube trzmiele na kwiatach dzikiej koniczyny i mrówki w trawie. Uratujemy motyla zaplatąnego w pajęczynę. Pytaj, wszystko ci wyjaśnię. Nauczę cię tego, co wiem a później położymy się na ciepłej ziemi i będziemy patrzyli w niebo i oglądali chmury.
Jak miałem tyle lat co ty chodziłem z tatą na pole, siadaliśmy i oglądaliśmy anioły. Czy wiesz, że w niektórych chmurach ukryte są anioły, które obserwują złych ludzi dając im czas na poprawę? Anioły są nieśmiertelne i mają dużo czasu – tak mówił twój dziadek.
A później pójdziemy w las, między drzewa, tam gdzie wszystko jest szare i czarne i gdzie nie ma aniołów. Będziemy się przedzierać, iść na siłę, na ślepo, na przekór i wbrew aż dojdziemy do miejsc, z których nie ma powrotu. Ale my pójdziemy dalej. Miniemy ciemne wąwozy, w których ptaki milkną. Wydepczemy własne ścieżki. Pójdziemy tam i wrócimy, na łąkę.
Kiedy księżyc wzejdzie nie budź mnie. Ziemia pode mną jest ciepła i miękka. Nie bój się, teraz jestem w każdym ziarenku piasku pod twoimi stopami. Synku, wszystkie ziarenka kwarcu i wszystkie światy – to wszystko teraz należy do ciebie. Nie pozwól, by ci to wraz z życiem przeleciało między palcami.