flip a coin

20 października, 2009 by

.

Gdybym kiedyś, może nie teraz i nie jutro, ani także za sto lat, ale kiedyś. I gdybym kiedyś jednak miał brata. I gdybym któregoś razu upadł i nie mógł się podnieść. A w zasadzie, to gdybym specjalnie przewrócił się tak, by nie wstać. Może nie w tym życiu. Na pewno nie w tym, ale w jakimś innym. To chciałbym, żeby mój brat zaśpiewał mi tę właśnie piosenkę na pocieszenie. Z tej okazji niech uderzy w bębny. Niech bije z taką samą siłą jak ten grubas w okularkach w pięćdziesiątej siódmej sekundzie. Niech spojrzy na świat oczami chłopaka, który gra na fortepianie. Niech jego oczy będą tymi oczami z 1 min. 29 sek.

Trzecia minuta, dwudziesta dziewiąta sekunda – Why brother, why? [kliknij] – tak masz do mnie mówić, jeżeli kiedykolwiek będziesz tu a ja tam

Gdybym kiedyś miał brata i gdyby ktoś zadał mi tak trudne pytanie, na które nie potrafiłbym odpowiedzieć, to mój brat na pewno by mi pomógł.

Kategoria: Bez kategorii | 6 komentarzy »

komentarzy 6

  1. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    Nie na temat, ale o poezji.
    Dzisiaj dowiedziałam się, że mój siedemnastoletni norweski kuzyn wytatuował sobie na plecach w Rydze ( pojechał specjalnie do Rygi, ponieważ w tym mieście nie sprawdzają dowodu i wieku) twarz poety! i od miesiąca Alex ma wydzierganego Sergeja Tankiana. To się nazywa miłość do poezji i do muzyki.

    Próbowałam sobie wyobrazić tatuaże z Jackiem Dehnelem, z Romanem Honetem, Andrzejem Sosonowskim i nie udało mi się.

  2. Marek Trojanowski:

    ja chciałem sobie też kiedyś zrobić tatuaż. miała to być to ewangelia wg św. jana po łacinsku – tak, żeby mnie złe psy i duchy nie gryzły. mój kolega – przyjaciel poznany w przedszkolu, zatem osoba niezwykle wiarygodna, w której kompetencje nie miałem powodu nie wierzyć – twierdził, że potrafi robić tatuaże i że mi taki wykona. umówiłem się na zabieg. przyniosłem ze sobą egzemplarz NT, parę piwek. Wypilismy i kolega jeszcze raz się upewnia, czy aby na pewno chce taką dziarę i czy na pewno ma być ona na plecach. Odpowiadam twierdząco. No i stało się. Koleś sięga do szuflady biurka i wyjmuje z niej naostrzoną strunę od gitary z obwiązaną bawełniana nicią końcówką. pytam co to? a on mi odpowiada, że ostrzył to pół dnia najpierw o dachówkę, później na mokro w kaolinie. Opowiadał, że glinkę dostał od kolesia, którego koleś ma innego kumpla, którego ojciec, z wykształcenia ceramik, przywiózł kaolin ze złoża w Meissen. Przyglądałem sie jak sprawdza wsześniej spreparowane ostrze. To nie wyglądało przekonaująco. Miałem wszelkie podstawy by z napalonego na dziarę entuzjasty zmienić się w sceptyka. Pytam się więc, a czy aby na pewno umie robić rysunki na skórze? Odpowiedział, że oczywiście, że nie ma problemu i że jak chce, to mogę zobaczyć jego ostatnie dzieło. I pokazał. Na łydce miał wytatuowaną (chociaż trudno w tym przypadku mówić o tatuażu) makówkę, która raczej przypominała kwadrat z dorysowanym patykiem. Oczywiście kolega zapewniał, że to makówka i że to taki symbol subkulturowy, że tak ma wyglądać.
    Kolega napinał łydkę, naciągał skórę, rozciągał ją ale to coś nijak nie chciało zmienić się w makówkę. Przeciwnie. Sinoniebieskie linie rozciągały się, zmieniając sie w widoczne kropkowane nakłucia (Istny raj dla matematyków, badających zagadnienie: kiedy prosta przechodzi w punkt i na odwrót).
    Nie ma chuja – pomyślałem.
    Dopiliśmy piwo, spaliliśmy przy tym ze dwadzieścia fajek (wówczas paliliśmy Radomskie i tzw. dżezy, czyli Popularne. Ja przynosiłem Radomskie, które podbierałem mamie, a koleś kombinował dżezy od swoich rodziców) i pogadaliśmy o głupotach.

    Jakieś 11 lat po tym zdarzeniu kolega przyjechał do mnie w odwiedziny. Pochwalił się, że założył firmę, że handluje drzewkami ozdobnymi i że się dopiero rozwija. Usiedliśmy. Wypiliśmy kilka piwek. Wypaliliśmy ze dwadzieścia papierosów i pogadaliśmy o głupotach. Na drugi dzień okazało się, że z ogrodu ktoś powyrywał w nocy większość młodych cypryśników, jałowców. Szlag trafił trzy pierisy japońskie. Cztery młodziutkie magnolie także poszły się jebać.

    Już więcej się nie spotkaliśmy. I dobrze, bo już nie palę.

  3. Izabella z Jeleńskich Kowalska:

    Marta twierdzi, że Sergej Tankian na plecach brata przypomina Stalina, ale nie ma co się dziwić.
    Pan w studio tatuażu w Rydze patrzył na zdjęcie ormiańskiego poety, a widział oczami duszy Josifa Wissarionowicza. Pewnie nie jednego Stalina wydziergał już na plecach.

    Z Martą rozmawiałam o Hercie Mueller laureatce tegorocznej Literackiej Nagrody Nobla. W Norwegii potraktowano to wyróżnienie na równi z nagrodą pokojową, czyli z pobłażaniem. Jedynie podkreślano, że w tym roku aż cztery kobiety dostały Nobla, w tym po raz pierwszy w dziedzinie ekonomii.
    O dziwo Herta Mueller nie jest zbyt wysoko oceniana także przez moją oczytaną niemiecką przyjaciółkę.
    Spadł mi kamień z serca,. Jest ze mną wszystko w porządku, pomimo, że nie zachwycam się twórczością autorki Everything I Possess I Carry With Me .

  4. G.O IP 89.72.69.247:

    nie wiem na co się zdecydować, na komentarz czy wpis?

  5. Marek Trojanowski:

    Na jedno i drugie.

  6. bu IP: 217.173.194.28:

    Keli famili?

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?