Edward Pasewicz, Sonata o takcie. „th”

16 września, 2008 by

Pewien dialog

Nauczyciel: Tu wszystko coś znaczy, nie ma nic bez znaczenia. Ten szpikulec wystający z końskiego pyska coś znaczy, na pewno coś znaczy. Tak samo te wszystkie mordy, wszystkie postaci, wszystkie figury i części, krzywizny i odcinki od A do B, które pchają się do tej industrialnej żarówki też coś znaczą. Ta lampka naftowa, trzymana przez płynne ramie duchowe także. Wszystko chce wyjść z cienia, nawet gdy światło jest sztuczne.

Ja: Czy ten złamany miecz…

Nauczyciel: Kwantyfikatory, kwantyfikatory mój drogi odpowiedział, uśmiechając się pobłażliwie.

Główne postacie dialogu stały tak jeszcze chwilę przed zgarbiona kobietą z wystającymi cyckami, przed poucinanymi członkami mieszającymi się z połówkami byka i zarzynanym koniem. W trakcie tego stania nie została zwerbalizowana żadna interpretacja. Nie oznacza to jednak, że te dwadzieścia siedem metrów kwadratowych farb, płótna i werniksu …

Ja: No właśnie, czego nie oznacza? Czy antropomorfizować dzieło sztuki? Czy ideologizować? Czy sztuka mówi? Czy może mówi się o sztuce, która nie ma nic do powiedzenia, pozostając neutralną? Ale przecież tak nie może być, żeby sztuka nic nie wyrażała. Od kiedy niebyt stał się kategorią kulturową, także artystyczne nic coś mówi, coś przekazuje. Ale może jest też tak, że mówi się o tym, co sztuka mówi oraz czy w ogóle to, co akurat ma do powiedzenia warte jest opowiedzenia w ramach dyskursu?

Kiedy dialog ewoluował solilokwicznie, skończył się.

Tak jak Guernica nie nadaje się do oglądania, tak Sonaty o rytmie Edwarda Pasewicza (jeden z wierszy składający się na preludium tomu th) nie nadaje się tylko i wyłącznie do czytania. I na tym kończą się podobieństwa między tymi wytworami.
Pierwsze, co pojawia się jako wrażenie po lekturze Sonaty o rytmie, to wrażenie dynamiki, pasewiczowskiego taak, tak, tak, tak, ta, ta, t. Nie sposób w tym wierszu odnaleźć granicę między wystukiwanym palcem na blacie rytmem a treścią. Tu klasyczne rozróżnienie na treść i formę zostało wzięte w nawias, nastąpiło pomieszanie świadomie wzmacniane przez autora tak, by wprowadzić czytelnika w ta-ta-ta, w którym pozornie ważny jest tylko rytm.

I tu widoczna jest pierwsza pozorna analogia między dynamiką wojny wyrażaną przez szlachtowanego konia wyciągającego szyję do wszystkowidzącego oka a wierszem Pasewicza. Czytamy:

Obiegnik, tryl i przepłyń mnie proszę,
kiedyś była śmierć najlepszym spójnikiem
a teraz co? Uderz spocznij,
argument na nie, w fartuchu ordynatora
zwrócili państwo uwagę jak to się kończy?
w sterylnych pomieszczeniach stukot
kopyt, nie wrócą bo nie mają dokąd,
echa co zawsze sprawiają wrażenie,
że są połową jakiejś całości.
I nawet gdybym znał ten ruch, nic mi
Nie pomoże, ten ruch nie gasi, nie znaczy, nie pali

Wrażenie ruchu rozumianego nie jako płynne const., ale jako coś gwałtownego autor buduje za pomocą pojedynczych znaczeń oraz zabiegów formalnych (podział wersów). Jednak u Pasewicza sam ruch pozostaje tylko ruchem, jego wiersz jest aksjomatem w ramach dynamiki, bez konkretnego odniesienia. Trudno szukać zewnętrznego kontrapunktu dla Sonaty o rytmie i to czyni wiersz ubogim, który pozostaje tekstem w sobie i dla siebie.
Nie przesądza to o walorach tekstu jako takiego. Gdyby można było użyć w tym miejscu porównania, to powiedziałbym, że Sonata o ruchu Pasewicza jest mechanizmem zegarowym naładowanym niepoliczalną liczbą kół zębatych, przekładni i sprężyn. Mechanizm ten bardzo precyzyjnie odmierza czas, interwał tik-tak-tik-tak pozostaje niezakłócony. Mechanizm ten jest majstersztykiem sam w sobie, nie potrzebuje żadnej formy duchowości by żyć, bo ten zegar stworzony przez Pasewicza jest całkowicie autoteliczny.
Z tego powodu ucieszy on kolekcjonerów, którzy będą zachwycali się precyzją, dokładnością chodu, finezją wykonania. Jednak ci, którzy siecią łowią ptaki (to za moją skradzioną kobietę) nie znajdą w tekście nic poza sterylnie dokładnym: ta, ta, ta, ta, ta.

Jest jakiś niedosyt z czytania a w zasadzie z oglądania pasewiczowskiej Sonaty…. Podobny niedosyt pewnie odczuwali manhattańczycy, którzy pragnęli oglądać swoje dziecko w akcji. Bo przecież liczy się przede wszystkim użycie.
siec-i-siec.jpg

Kategoria: Bez kategorii | 5 komentarzy »

komentarzy 5

  1. Ewa Bieńczycka:

    Guernica, jak i wszystko, co Picasso stwarza, jest już kategorią przetworzenia wysnutych z natury elementów i one żyją już tym odrębnym, odrealnionym życiem. Nie widzę by w Sonacie taka zamiana zachodziła. Scena w przeciwieństwie do przetwarzanych elementów plastycznych (koń, kobieta, zęby nie na swoim miejscu) nie ma już nic wspólnego z końską jatką w realu, mimo, że mówi o wojnie i jej destrukcji.
    U Pasewicza scena przechodzenia (najdroższej osoby) w malignie lub w kuchni złożona jest, jak słusznie piszesz, z rytmicznych elementów (przemieszczanie), jednak jak najbardziej zrobiona jest z rzeczy znanych, wręcz z fotograficznego kolażu. Nie ma tu mowy o żadnej deformacji i dekonstrukcji.
    Kubizm w poezji chyba pisze się inaczej. Nie widzę analogi. Jest jedynie wspólnotowa harmonia.

  2. marek trojanowski:

    właśnie napisałem, że twory te łączy tylko dynamika. o ile w guernice ruch ten jest celowy, w „sonacie” nie widzę żadnego powodu tego zamieszania. nawet to przechodzenie, czmychanie susami po kuchni samo w sobie traci wartość, stając się jedną ze składowych formalnych machiny poruszającej się. ukłon za tytuł tu się należy oraz adekwatność (coś jak u rybickiego, tyle że ten nie miał pomysłu na ruch, dlatego pisał o „kupie”).
    zwróć uwagę, że pasewicz oszczędza takie warsztatowe sztuczki (przerzutnie np.) ale mimo to udało mu się wytworzyć – przynajmniej w moim przypadku – ogólne wrażenie ruchu. jakbym znalazł się w środku dziecięcego kalejdoskopu, w którym nie potrafię zidentyfikować poszczególnych elementów obracających się, układających się w kształty w figury, i jedyne co mogę wiem w tym układzie, to to, że on się porusza.
    własnie w tej chwili przypomniał mi się przyjaciel Kopernika, niejaki Retyk, który czytając de revolutionibus, jeszcze przed drukiem, napisał, że wpadł w obłęd studiując rozdział na temat Marsa (jak wiadomo w systemi epicykli i deferensów orbit kołowych ruch tej planety doprowadzał astronomów do obłędu). w „sonacie” przy dobrych wiatrach mozna znaleźć solidne podłoże dla prywatnej hodowli obłędu, by po jakimś czasie weń popaść.

  3. Ewa:

    Przegram z tobą w analizie formalnej bo ja jestem tylko kobieta która zawsze w liryce będzie węszyć jedynie obłęd uczuciowy, a nie formalny. Dla mnie bohater poematu szasta się w Sonacie strasznie, widzi ukochaną osobę tu i tam jak przemyka z kuchni do pokoju, jest po przejściach (szpital), jest w niepokoju i stara się go uśmierzyć rytmicznymi obrazami rozdzierających tragedii. I to wszystko tam w tym muzycznym utworze jest jedynie kosmicznym ruchem, co dla bohaterów utworu jest jednak fundamentalne, mimo, że tak zdystansowane i kosmicznie lekceważone. Masz rację z tym Kopernikiem, mi też jakoś ni stąd ni z owąd się to wszystko tak oddaliło, jakby trwało w kosmicznej pustce, a mimo wszystko bolało. Ale, jak napisałam, jest tam harmonia.

  4. marek trojanowski:

    dla mnie ewo w tej sonacie uczucie gra rolę nawet nie drugo- czy trzecioplanową. masz rację z tym kosmosem. ja widzę tu taki mechanizm kosmiczny, precyzyjnie wykonany, którego jedynym celem jest poruszanie się. to kosmos który pławi się w swojej doskonałości zredukowanej do precyzji, do dokładności odcinka między pierwszym „tik” a drugim „tak”, żeby tik-tak, tik-tak trwał.
    pierwotnie miałem za złe pasewiczowi, że napisał wiersz, w którym tylko się dzieje, a na pytanie: co się dzieje – jest jedna odpowiedź: dzieje się nic / ewentualnie: dzieje się samo dzianie się.
    jednak mi to dzianie się, ten ruch – mimo że nie ma celu – podoba się, jakoś łechce moje poczucie estetyki, mój intelekt – zaznaczam, że oddziałuje on jako całość.

  5. Ewa:

    Jeśli nic jest programowe, podmiotowe i buddyjskie, to dobrze. Dla mnie będzie niedosytem i będę oskarżona o chrześcijańskie zniewolenie. Nic przesiąka cały utwór, jak malarstwo abstrakcyjne. Jeśli artysta ma predyspozycje do takiego oglądu świata, to tylko pogratulować. Ale trzeba pytać czy ta opcja jest zakorzeniona w artyście, czy aby nie wydumana, wymyślona, fałszywa. Jeśli tak się dzieje, traci się bezpowrotnie radość tworzenia i energię twórczą pisząc w manierze obcej sobie. Ale to nie jest ocena poezji Pasewicza, tylko katalog zagrożeń.

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?