Pewien dialog
Nauczyciel: Tu wszystko coś znaczy, nie ma nic bez znaczenia. Ten szpikulec wystający z końskiego pyska coś znaczy, na pewno coś znaczy. Tak samo te wszystkie mordy, wszystkie postaci, wszystkie figury i części, krzywizny i odcinki od A do B, które pchają się do tej industrialnej żarówki też coś znaczą. Ta lampka naftowa, trzymana przez płynne ramie duchowe także. Wszystko chce wyjść z cienia, nawet gdy światło jest sztuczne.
Ja: Czy ten złamany miecz…
Nauczyciel: Kwantyfikatory, kwantyfikatory mój drogi odpowiedział, uśmiechając się pobłażliwie.
Główne postacie dialogu stały tak jeszcze chwilę przed zgarbiona kobietą z wystającymi cyckami, przed poucinanymi członkami mieszającymi się z połówkami byka i zarzynanym koniem. W trakcie tego stania nie została zwerbalizowana żadna interpretacja. Nie oznacza to jednak, że te dwadzieścia siedem metrów kwadratowych farb, płótna i werniksu …
Ja: No właśnie, czego nie oznacza? Czy antropomorfizować dzieło sztuki? Czy ideologizować? Czy sztuka mówi? Czy może mówi się o sztuce, która nie ma nic do powiedzenia, pozostając neutralną? Ale przecież tak nie może być, żeby sztuka nic nie wyrażała. Od kiedy niebyt stał się kategorią kulturową, także artystyczne nic coś mówi, coś przekazuje. Ale może jest też tak, że mówi się o tym, co sztuka mówi oraz czy w ogóle to, co akurat ma do powiedzenia warte jest opowiedzenia w ramach dyskursu?
Kiedy dialog ewoluował solilokwicznie, skończył się.
Tak jak Guernica nie nadaje się do oglądania, tak Sonaty o rytmie Edwarda Pasewicza (jeden z wierszy składający się na preludium tomu th) nie nadaje się tylko i wyłącznie do czytania. I na tym kończą się podobieństwa między tymi wytworami.
Pierwsze, co pojawia się jako wrażenie po lekturze Sonaty o rytmie, to wrażenie dynamiki, pasewiczowskiego taak, tak, tak, tak, ta, ta, t. Nie sposób w tym wierszu odnaleźć granicę między wystukiwanym palcem na blacie rytmem a treścią. Tu klasyczne rozróżnienie na treść i formę zostało wzięte w nawias, nastąpiło pomieszanie świadomie wzmacniane przez autora tak, by wprowadzić czytelnika w ta-ta-ta, w którym pozornie ważny jest tylko rytm.
I tu widoczna jest pierwsza pozorna analogia między dynamiką wojny wyrażaną przez szlachtowanego konia wyciągającego szyję do wszystkowidzącego oka a wierszem Pasewicza. Czytamy:
Obiegnik, tryl i przepłyń mnie proszę,
kiedyś była śmierć najlepszym spójnikiem
a teraz co? Uderz spocznij,
argument na nie, w fartuchu ordynatora
zwrócili państwo uwagę jak to się kończy?
w sterylnych pomieszczeniach stukot
kopyt, nie wrócą bo nie mają dokąd,
echa co zawsze sprawiają wrażenie,
że są połową jakiejś całości.
I nawet gdybym znał ten ruch, nic mi
Nie pomoże, ten ruch nie gasi, nie znaczy, nie pali
Wrażenie ruchu rozumianego nie jako płynne const., ale jako coś gwałtownego autor buduje za pomocą pojedynczych znaczeń oraz zabiegów formalnych (podział wersów). Jednak u Pasewicza sam ruch pozostaje tylko ruchem, jego wiersz jest aksjomatem w ramach dynamiki, bez konkretnego odniesienia. Trudno szukać zewnętrznego kontrapunktu dla Sonaty o rytmie i to czyni wiersz ubogim, który pozostaje tekstem w sobie i dla siebie.
Nie przesądza to o walorach tekstu jako takiego. Gdyby można było użyć w tym miejscu porównania, to powiedziałbym, że Sonata o ruchu Pasewicza jest mechanizmem zegarowym naładowanym niepoliczalną liczbą kół zębatych, przekładni i sprężyn. Mechanizm ten bardzo precyzyjnie odmierza czas, interwał tik-tak-tik-tak pozostaje niezakłócony. Mechanizm ten jest majstersztykiem sam w sobie, nie potrzebuje żadnej formy duchowości by żyć, bo ten zegar stworzony przez Pasewicza jest całkowicie autoteliczny.
Z tego powodu ucieszy on kolekcjonerów, którzy będą zachwycali się precyzją, dokładnością chodu, finezją wykonania. Jednak ci, którzy siecią łowią ptaki (to za moją skradzioną kobietę) nie znajdą w tekście nic poza sterylnie dokładnym: ta, ta, ta, ta, ta.
Jest jakiś niedosyt z czytania a w zasadzie z oglądania pasewiczowskiej Sonaty…. Podobny niedosyt pewnie odczuwali manhattańczycy, którzy pragnęli oglądać swoje dziecko w akcji. Bo przecież liczy się przede wszystkim użycie.