Dariusz Suska, Cała w piachu. twoje dziecko jest urodzonym metafizykiem

11 lutego, 2010 by

.

z listu do X

Jeżeli chciałbyś zapytać mnie, co odpisać Burszcie to pewnie znasz odpowiedź: piękne, esencjonalne, lakoniczne, dłuższe niż „kurwa”, krótsze niż „kurwa mać”: SPIERDALAJ

– przynajmniej ja tak bym odpisał.

a propos poezji polskiej współczesnej. mam tu właśnie tomik „Cała w pisaku” niejakiego Suski. Wróciłem z nim przed chwilą z kibla. Lubię sobie poczytać srając. Intymna izolacja sprzyja refleksji, zwłaszcza pogłębionej, wzbogaconej zaburzeniami perystaltyki (każdy biograf, zdający sprawę z mojego vitae, który nie uwzględni wątku fizjologicznego będzie zwykłym bajkopisarzem)

Czytając tomiczek Suski poszukiwałem jakiejś myśli, jednej oryginalnej refleksji na temat tych wierszyków. I wiesz na czym się złapałem? Na tym, że w pewnym momencie zastanawiając się nad wierszykami i swoim wnętrzem (zarówno wiersze jak i wnętrze należy rozumieć ty, w tych okolicznościach wprost, materialnie), zacząłem rozważać problem chwytu papieru w dłoni.

wiesz, że muszę synka uczyć podcierać tyłek? Że trzeba powiedzieć o tym, że papier trzeba złożyć i że kiedy zapyta, trzeba wyjaśnić dlaczego papier się składa. Kiedy zapyta, objaśnić dlaczego papieru po wytarciu tego otworu, z którego wychodzi kupa (jak powiesz dziecku, że ma wytrzeć tyłek, to wytrze cały tyłek – pośladki i odbyt, niekoniecznie w tej kolejności. stąd to uściślenie) nie można wyciągać i przyglądać się i upewniać, że się trafiło tam gdzie trzeba.
A kiedy już wyjmie (a na pewno wyjmie, nie upilnujesz), to jak odpowiedzieć na pytanie:
– A dlaczego ta plamka i kreska są brązowe?
Czy znasz jakąś obowiązującą wykładnię w sprawie brązowości kału? Albo jaką wymyślisz odpowiedź, uprzedzając kolejne pytanie, które na pewno już zostało wymyślone przez czteroletni umysł i za chwile zostanie zadane:
– Jadem żółtą galaretkę a kupa nie jest żółta. A wczoraj po szpinaku była zielona. Dlaczego dzisiaj nie jest żółta?

pozdr
mt.

Cała w piachu” Dariusza Suski jest tomikiem, który bez straty dla różnego rodzaju zmysłów można czytać od strony numer 5 do strony 23. Lektura kolejnych tekstów także nie zaszkodzi, ale będzie zwykłą stratą czasu.

Pisząc swoje wiersze do tego zbioru, autor wykorzystał (chociaż czasownik „odgapić” byłby tu bardziej adekwatny) pomysł Katarzyny Zdanowicz z Jak umierają małe dziewczynki. Chodzi o pomysł wykorzystania określonego żargonu („języka dziecięcego”, „języka do dziecka”).

Mamy tu taka samą sytuację jak w epoce socrealizmu. W wierszach socrealistycznych literatów „lał się pot”, „biły młoty”, „buchały paleniska”, „syczała surówka”, „dymiły marteny”, „hut kominy pruły horyzonty”.

Dla porównania:

Rok 2003. Zdanowicz:

cegiełka rozpaczy pusty jak piec brzuszek
słowa jak aniołki z plastiku bez nóżek

[cement]

Rok 2004, Suska:

chyba że te rybki usnęły po prostu
i kiedy w łóżeczku mała dzidzia leży

[kiedyś ci opowiem jak zasypialiśmy]

Charakterystyczne zdrobnienia rzeczowników – „brzuszki”, „cegiełki”, „aniołku” – w tekstach Suski uległy lingwistycznej radykalizacji. Poeta rozczulić czytelnika będzie próbował pobić rekord zdrobnień. Zacznie tworzyć zdrobniałą przestrzeń złożoną z „bucików”, „brzuszków”, „drabinek”, „piaseczków”, „kiciów” w, której „szybciutko” niejaki „Babuś” z „Hałusiem” robią „buju”.

O ile w tekstach Zdanowicz z cytowanego tomiku to udziecięcenie języka było mimo wszystko dyskretne i miało sens, tak tego sensu trudno doszukiwać w tekstach Dariusza Suski zamieszczonych w tomie „Cała w piachu”.

Przykład.

Babusia już nie ma, może wiesz, gdzie poszedł,
dzidzia to już za nim wypatrzyła oczy,
weźmie wiadereczko, przecież się dokopie,
jeśli śpi pod siatką (za daleko skoczył

w przyszłość, że nie przyszedł?, czy tam teraz mieszka?,
rzucimy monetą i wylosujemy,
jeśli orzeł: jest tam, a co jeśli reszka?,
na sam dół po schodkach na tyłkach zjedziemy),

niedługo po piątej, a robi się ciemno,
a jeśli już wyjdziemy, to zdążymy buju,
tak to jest z cieniami, biegniemy to biegną
(patrz, zostają z tyłu, nie depczmy ich, czują)

[Babusia już nie ma, może wiesz, gdzie poszedł]

Ten jakże przejmujący wiersz Babusiu jest faktycznie metawierszem napisanym przy zastosowaniu wszystkich reguł metapoetyki. Głównej roli w tej próbce metapoezji nie odgrywa zagubiony Babuś czy też wiadereczko – które w klasyce poezji występuje w dwóch wersjach: jako pełniutkie lub jako puściutkie – ale znak interpunkcyjny, który fachowcy i laicy zgodnie nazywają przecinkiem.

Poszukiwacze wrażeń w tomiku „Cała w piachu” zamiast złota odnajdą w tomiku dwie tony piachu. Wierszyki te pięknie się rymują. Owszem. Tutaj nie można odmówić talentu autorowi. Ale poeta ma wyraźny problem z pomysłem na wiersz. Patent z dziecięcym żargonem jest dobry, ale wzbudzenie ściśle określonych pokładów wrażeń i uczuć nie może być celem samym w sobie. Dariusz Suska owszem, stara się nadać znaczenie tekstom. Wprowadza do nich treść, która coś znaczy. Problem jednak w tym, że znaczenia to jest kompletnie nieprzystające.

Na przykład w wierszu „Kiedyś ci opowiem, jak zasypaliśmy” Suska opisuje zwykły, dziecięcy mord na rybkach zasypanych w dołku. Pisze także o tym, jak to dzieciaki, kopiąc kolejne dołki „odkopały torebkę z pieskami”. Nie byłoby w tym dołku i znalezionej w niej torbie nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że torbie „światło zgasło”. Ale na tym nie kończy się ten dramat egzystencjalny. Kulminacja akcji ma miejsce w dwóch kolejnych wersach:

w przyszkolnym kwietniku byt odmierzaliśmy // co do milimetra

Nie bardzo wiadomo o jakim to „bycie” chce opowiedzieć światu polski poeta. Czy może w intymnych podróżach w swoją przeszłość, do dzieciństwa (bo jestem pewien, że tak egzotyczne, tak unikalne, tak niezwykłe stworzenia jak Babuś i Hałuś mogły istnieć tylko w dzieciństwie autora) Dariusz Suska zmienia się w małego Darusia szykanowanego przez starszych kolegów na długich przerwach? Znany i praktykowany zwyczaj odmierzania korytarza szkolnego zapałką najwyraźniej został przez autora doświadczony a następnie przerobiony na wiersz o „odmierzaniu bytu”. Wszak to głupio tak trochę, z pozycji kogoś, kto był w 2001 r. mianowany do nagrody Nike opowiadać o tym, jak to w szkole było się zmuszanym do mierzenia korytarzy. Filozof mierzący byty – to brzmi jakby lepiej, ale mimo wszystko głupio i nienaturalnie.

Kategoria: Bez kategorii | 33 komentarze »

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?