Za pół roku minie dziesięć lat, od kiedy osiedlowa sieć, nazwana milenijnie sieciądwatysiące dostarczyła naszemu mieszkaniu stałe łącze i chyba wtedy, szukając po Sieci kogokolwiek, kto mógłby literacko ze mną nawiązać kontakt, napisałam do Wojciecha Giedrysa.
Napisałam po czytaniu jego wierszy na nieszufladzie i po jego intensywnej tam działalności, i gdy jego toruńskie znaczenie literackie dawało o sobie znać na portalu kumple. Napisałam, bo był redaktorem naczelnym literackiego pisma sieciowego. Napisałam po przeczytaniu jego utworów na osobistej stronie domowej i dowiedzeniu się tam, że urodził się, tak jak ja, pierwszego stycznia.
Wojciech Giedrys był moim pierwszym sieciowym odpalantowującym i odpalantowaniem i ta ciągłość, ten korowód odrzuceń jak odrzucający organizm obcą tkankę, towarzyszy mojemu sieciowemu istnieniu nieustanie po dziś dzień.
Konsekwentnie irytuję wszystkie pokolenia i konsekwentnie jestem przez roczniki moich dzieci nieakceptowana.
Na dodatek w międzyczasie w Sieci zdążyły już zaistnieć oprócz roczników siedemdziesiąt i osiemdziesiąt, pokolenia starsze, a moje pokolenie z powodzeniem opanowało już Internet. I nie znoszą mnie roczniki osiemdziesiąt, siedemdziesiąt i sześćdziesiąt, pięćdziesiąt i czterdzieści.
Dzięki Sieci mogłam się wreszcie zorientować, że nielubiana jestem totalnie, że nie jest to związane ani z wiekiem, ani z płcią, ani z internetową zewnętrznością zawężenia osobowego do wirtualnej przestrzeni.
Irytuję dokumentnie i całkowicie, jestem nieakceptowana i nieakceptowalna.
Dlatego z przyjemnością przeczytałam tomik Wojciecha Giedrysa, który wiersz za wierszem trumiennie chowa wszystkich krewnych do grobu, do ziemi, robi to, tak jak mnie traktuje Sieć: konsekwentnie, pedantycznie i bezwzględnie.
Jest w tym debiutanckim tomiku taki znamienny wierz modlitwa:
Pępowina
Odetnij mnie na wieki wieków, Ojcze,
Długim nożem z ostrym ostrzem, mój Boże,
Od oślinionej pępowiny, winy,
Winnych i drżących wiecznie na wietrze trzcin.
Nie wiem, czy modlitwę poety Bóg wysłuchał, ponieważ, jak czytam na Wikipedii Ścielenie i grzebanie jest do dzisiaj jedynym dostępnym publiczności tomikiem poety.
W każdym razie tym zbiorem poeta nie dokonuje odcięcia, nie przeprowadza żadnych radykalnych zmian przechodząc z dzieciństwa w dorosłość. Nostalgia tego tomiku polega na opisowości przeżyć, który wstępujący w życie ludzi byt, podmiot liryczny, stara się okiełznać i o nim powiedzieć.
Opowiada niemrawo, ponieważ i takie są przeżycia dziecięce: opatulone szczelnie rodziną, poduchowate i pełne rodowych zależności. Obiektywizm, o który woła narrator z powodu właśnie tego braku odcięcia, jest niemożliwy. Pozostaje jedynie artystyczna subiektywność, zbyt mała i zbyt krótka, by mogła rzecz właściwie i prawdziwie ogarnąć.
Toteż poeta miota się pomiędzy reporterką, a uczuciowością, wybierając w końcu bezpieczne trzymanie się biografii, co daje wprawdzie gwarancję porządku, ale nie daje możliwości zejścia do piekła.
Wiwisekcja dzieciństwa bowiem nie polega na opisie, ale na sekcji zwłok. Autor musi rozłożyć chłopca na stole operacyjnym i wydobyć z niego esencję, wampirycznie go pożreć i zabić. Giedrys tego nie czyni. Bezpiecznie zachowuje chłopca, nie dojrzewa i nie wie, o co mu chodzi.
Są w tych wierszach, oprócz chowanej na zawsze swojej babci – której oczywiście nie chowa się na amen, bo wiadomo, babcia dla tego pokolenia to podstawa egzystencji i zawsze się jeszcze literacko może przydać – stany opisów destrukcji wszystkiego, co wywołują raki, co powoduje odchodzenie bliskich, co wreszcie powoduje ten rzygawiczny, wymiotny odruch podmiotu lirycznego:
(…)W pokoju obok mój brat kocha się
Z narzeczoną. W pokoju na górze umiera
Moj ojciec.(…)
[Amerykański film]
Ale te rzygowiny poetyckie są bardzo poprawne i bardzo kulturowe.
Zestawienie, wybór obrazów poetyckich powoduje jedynie z pewnością rezonans u autora, który je, pesychoteraupeutycznie artykułuje. Lecz poezja nie jest terapią, ale sztuką. Dlatego Giedrys osiągnął tym tomikiem zaledwie muśniecie po wszystkim, o czym mógłby napisać, a czego nie napisał, bo bał się napisać.
A poezja nie jest dla tchórzy.