Kiedy ze skrzynki pocztowej wyjęłam tomik Cosinus Salsa, o którym autorka zabroniła mi pisać, minęło kilka miesięcy od spotkania z wierszami poetki, z żalem pomyślałam, że mi o nim wypowiedzieć się nie wolno. Nie wolno na przestrzeni wydanego tomiku miłośnie obcować z Moniką Mosiewicz.
W międzyczasie na tym blogu dowcipnym tekstem o wrażeniach wynikłych ze spotkania z wydrukowanym zbiorem poezji Moniki Mosiewicz podzielił się Marek Trojanowski. W tym krótkim tekście, stosując odwieczne kierkegaardowskie uwodzicielskie sposoby mówienia o problemie, dał popis udanego pisania nie wprost.
Jako osoba przyziemna, dozgonnie przyporządkowana Saturnowi, pozwalam sobie jako ta Pani spod Znaku Koziorożca zakwestionować ogrom postaci Moniki Mosiewicz i realistycznie, wbrew męskim spojrzeniom, za pomocą aparatu fonograficznego dać świadectwo nie tyle szczupłości autorki Cosinus Salsy, ale i jej kobiecego piękna.