Ilionowski, Rewolucja III
pani basia z mięsnego, przeliczając utarg dzienny zastanawia się nad zyskiem
oblicza najpierw brutto, następnie netto. dobrze, że mam rozum pomyślała
a myśląc to, jako podmiot, który właśnie myśli westchnęła już na głos
lecz pod nosem: tylko logika może nas ocalić. w tzw. międzyczasie
(który powinien być kategorią filozoficzną) obraca w palcach pięciozłotówkę, czyli:
chleb, mleko i jedna berlinka. nagły błysk teorii wartości (nie tej dodatkowej)
przysłonił jej ocenę rzeczywistości o tym nie pisał nawet marks.
mam nadzieję, że wiesz, że to nie był nawet wstęp, że tak jak ja czujesz dyskomfort,
że masz świadomość, że zanim napisze się w wierszu: że trzeba powiedzieć coś ważnego,
że szkoda wersów marnować na samo że. to samo dotyczy jak. odwróć się wstecz
a we wsteczu zobaczysz tylko wersy pisane młotem, bo tak je należy pisać tracąc palce
i żeby nie rozwlekać się długo w tej strofie: na chuj wam czarne płaszcze?
te ckliwe środki wyrazu, aureola duchowa, niebieskie żyłki pod pergaminową skórą
na dłoniach, są dobre gdy chcesz zrobić palcówkę dziewczynce z liceum, która
nie miała jeszcze kutasa między nogami. tu nie o palcówkę jednak się rozchodzi,
lecz o prawdę. krytyk odpowie, że właśnie prawda jest między udami zgoda
niech krytyk ten sam jednak też doda, że prawda ta czasem śmierdzi śledziami.