Solistki 2009: Marzanna Kielar „Monodia”. Solo wsobne. Pani Bieńczycka

5 września, 2009 by

Rozpoczynam cykl o piszących poezje kobietach ujętych w antologii zatytułowanej „Solistki” Marzanną Kielar, najznakomitszą najprawdopodobniej poetką tego zestawu. Zatytułowany słowem symbolizującym śpiew osobny tom wydany trzy lata temu doczekał się nieprawdopodobnej ilości recenzji zarówno poetów jak i prozaików. Zabrali głos pełen zachwytu nie tylko Wojciech Kuczok i Andrzej Stasiuk. O polskiej Safonie chóralnie zaśpiewali Bronisław Maj (w tomiku), Marian Stala, Michał Olszewski, Jan Zieliński, Piotr Śliwiński, Zbigniew Chojnowski oraz poeci Maciej Robert i Leszek Szaruga. W nieszufladowym czacie dołączyli do chóru apologetów poeci mniejsi.

Czytając „Monodię” skonstruowaną według prawideł liryki Stéphane Mallarmégo i poetów nicości, według ubiegłowiecznych reguł artystów dążących do zaniku podmiotu lirycznego, zastanawiałam się nad słowami poetki wypowiedzianymi na portalu nieszuflada o jej niechętnym pisaniu poezji. Jak to jest, mówię sobie, że Marzanna Kielar, jak wyznaje, pisać nie chce i nie lubi, drukować też nie, poetyckich środowisk nie znosi, skrajną feministką nie jest, kreuje się na Lakistów którzy bez zamieszkania jezior by poetami nigdy nie byli, uznaje tylko twórczość samotniczą i w odosobnieniu, a mieszka w Warszawie, popiera kobiety walczące o swoje prawa, pracuje na uczelni, czyli wśród ludzi i dostaje nagrody literackie. Te zastanawiające paradoksy najłatwiej prześledzić w wierszach poetki w tomie „ Monodia”.

Wiersze pisane są z wyżyn doznań poetyckich najsubtelniejszych i przypominają pejzaże olejne monotematycznie malowane na wystawę o tytule spajającym. Tutaj tym tematem są skały i woda. Jeśli produkcja poetycka, czysto estetyczna i pełna wyrafinowanych zestawień słownych dążących jedynie do jubilerskich zgodności materiału z rzemiosłem i efektownych rezultatów pełni tę właśnie rolę, nic dziwnego, że pośledni, nie wtajemniczony w wysoki tembr głosu śpiewającej Kielar niczego, oprócz błyskotliwości, nie odbierze. Może pokornie, jak obserwuję na nieszufladzie upadnie na kolana i będzie bił pokłony temu poetyckiemu bóstwu, ale niczego, co poeta-człowiek daje drugiemu człowiekowi, nie otrzyma. Złudne porównania do Marii Jasnorzewskiej – Pawlikowskiej są przez recenzentów o tyle nie trafione, że Kielar jak pisze o mitycznych kochankach, to przecież nie bierze pod uwagę niespełnienia ich miłości. Są tam raczej dywagacje czysto abstrakcyjne, gdzie materia ludzka jest bardziej zbiorem komórek wtopionych w żywioł przyrody, niż bytem obcym w ten żywioł wrzuconym. Jednak mityczne scalenie, o którym marzą poeci i artyści jest w tej twórczości umowne. Poetka umawia się jedynie z krytykami swojej poezji za pośrednictwem wszystkich odprysków światowej poezji zawartych w jej wierszach, że tę jedność osiągnęła. Poezja Marzanny Kielar jest jedynie pierwszorzędną ich imitacją.

„Ta odwrócona do nas, przez nas nieoświetlona, strona życia:
śmierć, co gniazduje w gęstwinie splątanych godzin.
Czasem jak kos porusza się szybkimi skokami i rozgrzebuje
ściółkę dnia, to znów stuka jak dzięcioł, dłutowatym dziobem,(…)”

[…]

Neomodernizm pozbawiony dzisiejszej ironii, pełen znaków minionej epoki w poezji Marianny Kielar funkcjonuje jak w zegarku dokładnie i miarowo. Bez żadnych zgrzytów czyta się tę poezję gładko, jak wyprodukowany artefakt nie przez artystę, lecz maszynę nastawioną na właśnie taki gatunek. A poezja nie jest podróbką znanych firm, ponieważ nie musi. Marka Marzeny Kielar jest ugruntowana i poezja może już się samo powielać w nieskończoność. Jej hermetyczność nie leży bowiem w doznaniu artysty, który ewangelicznie schodzi do swojego wnętrza by się móc modlić i kontaktować z Bogiem. Tutaj następuje jakiś diabelski zabieg kontaktowania się jedynie z hermetycznymi kręgami odbiorców, których ilość, głównie pracowników naukowych jest dostateczna, by stanowili jednorodny, wsobny krąg odbiorców tej nieludzkiej, nie przeżytej i nie dającej przeżyć czytelnikowi poezji.

Kategoria: Bez kategorii | 2 komentarze »

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?