S Z Y C O W N I K ŚLĄSKI, aktualny blog osobisty Pawła Lekszyckiego poczytałam dla spokoju sumienia, gdyż tomik, który chcę tutaj omówić dotyczy twórczości artysty sprzed dziesięciu lat i miałam nadzieję, że ten start poetycki podziałał na artystę rozwojowo.
Oczywiście odwiedzając sieciowy blog nigdy nie zabrnęłabym dobrowolnie w cudzą rodzinę, chrzest, problemy ojcostwa, wywiązywania się z obowiązków coniedzielnego uczestniczenia we mszy świętej autora omawianego tomiku, ani bym pewnie i też tomiku nigdy nie przeczytała, gdybym tutaj blogowo nie postanowiła zbadać fenomenu tak obfitej boskiej ingerencji w Czarny Śląsk, gdzie bociek przyniósł na te ziemie tak wiele talentów poetyckich.
Ponieważ blog poety Pawła Lekszyckiego zajmuje się głównie problemami Górnika i Cracovii, a ja o tych sprawach pojęcia nie mam, wróciłam szybko do lektury tomiku, który trzymam w ręce.
Niewielki tomik Lekszyckiego jest złożony z dwóch części. Pierwsza to sim city mówi o mieście, a tytuł sugeruje grę komputerową za pośrednictwem której poeta chce miasto czytelnikowi pokazać.
Pamiętam całkiem niedawno, jakieś pięćdziesiąt lat temu, telewizja Katowice prezentując dziecięcy program regionalny wylansowała całkiem chyba przypadkowo piosenkę, która była bardzo popularna brzmiała mniej więcej tak:
o cholera, Katowice, moje miasto ukochane, o cholera…
Wtedy słowo cholera miało na celu oswojenie odbiorcy, spoufalenie się z nim za cenę wejścia w jego łaski, podlizania się mu. Wszyscy widzieli, że na głowę spadają całe płachty sadzy, okna trzeba myć niemal codziennie, bo nic nie widać, ale miasto to trzeba, tę rozkoszną fleję, tego kochanego brudasa kochać.
Nie inaczej jest w twórczości Pawła Lekszyckiego. Pół wieku mija, a poeta śląski bierze na warstat znowu swoje ukochane miasto.
Wkleiłabym tu bardzo reprezentatywny wiersz pt naprzód bez celu dedykowany zosi i wojtkowi, ale boję się, ponieważ na osobistym blogu autora wyczytałam, że poeta ma zamiar pozwać do sądu redakcję Faktu za umieszczenie bez jego zgody jego wizerunku. Znam już ten ulubiony sposób dzisiejszego poety na rozproszenie własnej wewnętrznej nudy prawdziwym sądem, więc dziękuję bardzo, nie chcę odpowiadać za publikację wiersza bez zezwolenia.
Dlatego ograniczę się jedynie do opisu wiersza. W tym wierszu kilkoro ludzi przechodzi dolnym przejściem dworca kolejowego Katowic, rejestruje oczami leżące na marmurowej posadzce śmiecie, ludzi przy dworcowym barze, bezdomnych w pudełkach, siada na ławce, wyciąga kanapki przyniesione z domu i patrząc na szybę, je zjada.
(…)po czym zaczęliśmy przyglądać się baczniej
temu, co spoza szyb poczekalni
ciągle przynosi najświeższe dane
o stanie naszej poezji.(…)
[naprzód bez celu]
Nie wszystkie jednak wiersze przejawiają troskę o poezję śląską. Częściej jednak obiektem zainteresowań są zaprzyjaźnieni z autorem poeci.
W zestawie tym warto odnotować wiersz dotyczący Krakowa. Poświęcony jest Pawłowi Sarnie i zatytułowany wrigley spearmint.
Mówi o tym że Paweł Sarna chodzi z podmiotem lirycznym po Krakowie żuje gumę i mówi, że zucie jest piękne
W drugim zestawiesłodkie żale poeci – przyjaciele Pawła Lekszyckiego pojawiają się śmielej w wiekszych ilościach:
jedną tylko czułą frazą
zechciej natchnąć mnie Panie
skłonną nakłonić
anitę jeśli nie annę
do grzechu
[któregoś dnia sarna mając na myśli lekszyckiego mówi do chłopka i brzoski ani ani ani anity”]
W wierszu z piątku na niedzielę poświęconemu Adamowi Pluszce podmiot liryczny zastanawia się co wyniknie z rozmów z Adamem Pluszką, a wie już z góry, że po to idzie do jego mieszkania:
(…)żeby zamienić kilka słów
na kilka wódek. rozmawiać o dupach,
trochę o filmie, o absolucie,(…)
potem wiersz jest poświęcony postaciom bardziej odległym: Małyszowi, Wendersowi, Bunuelowi, von Trierowi.
Wiersz chcica wraca jednak do swojaków. Dedykowany poecie R. Chłopkowi opowiada o ciężkiej sytuacji podmiotu lirycznego, którym jest urodziwy poetą, o którego zabiegają chłopacy, na którego dybią Turcy, ale on, ten bohater wiersza mówi stanowcze nie, bo jest uczciwy, bo jest zajęty.
Szkoda wielka, że tym chwalebnym przykładem nie poszedł autor całego zestawu wierszy. Nie zauważył, że jest zajęty swoją pracą zawodową, rodziną, dzieckiem, zarabianiem pieniędzy, samochodem.
Wiadomo, że nikt nie pohamuje obecnych w tym tomiku zaprzyjaźnionych poetów z Pawłem Leszczyckim: Ryszarda Chłopka, Adama Pluszkę, Pawła Sarny, Macieja Maleckiego, nikt już nie zatrzyma produkcji i nadprodukcji ich utworów.
Ten tomik, wydany prawie dziesięć lat temu widocznie tak zachwycił śląskich recenzentów, że spowodował kolejny słowotok w następnych kilku tomikach, które zdążyły się już pojawić.
To klasyczny przykład młodzieńczego egocentryzmu, zadufania, wywalania na powierzchnię wszystkiego, co poeta doświadcza w ciągu dnia, bez żadnej selekcji i wstydu.
Wstyd to właśnie pohamowanie zwierzęcej, barbarzyńskiej kopulacji, którą fałszywy poeta na oczach całego świata dokonuje nie potrafiąc się powstrzymać i wierszy nie pisać.