Maria Cyranowicz, Paweł Kozioł Gada !zabić? pa]n[tologia neolingwizmu (< antologia >) Sowa. Sowa. Sowa. Pani Bieńczycka

26 lutego, 2009 by

Zabić gadanie jest intencyjne, gdyż gadanie to podstawa grupy poetów skupionych w Warszawie na początku dwudziestego pierwszego wieku. Czytam ten gruby tom, pisany dużą czcionką o dużym świetle, zapewne już z myślą o wnukach, którym po pół wieku będzie można łatwo przywiązawszy uprzednio do kaloryfera, wskazać palcem, jak to dziadek czy babcia szucili za młodu, jak to nawet i dupami rzucali, i wypierdalanie przez gardło przechodziło. Wnukowie grzecznie przeczekają, z politowaniem nawet się uśmiechną, bo i w dupie będą mieli to gadanie i też będą chcieli z takiego domu szybko wypierdalać. To nie wróży na przyszłość niczego dobrego.
W dzisiejszym sklepiku z poezją można sobie wybrać każdy kierunek literacki, prymusi maturalni wybrali właśnie awangardę. Wybrali najprawdopodobniej z lenistwa, bo gadanie awangardowe jest najmniej energochłonne, najbardziej efektowne i efektywne i najszybciej odrzucane przez odbiorcę dla świętego spokoju. Jeśli grupa wyjątkowo elokwentnych pyskaczy, osiłków i rozwydrzonych niewiast, pewnych siebie, wejdzie do gabinetu urzędnika i zażąda pieniędzy, ten, spanikowany, odda im wszystko.
– Bierzcie kochani, bierzcie, ale nie każcie mi czytać waszej poezji! będzie błagał decydent i pospiesznie pieczątki wyciągnie i odetchnie, gdy tupot nóżek będzie już cichł na korytarzu.

Książka jest zbiorem tekstów blogowych, maili, druków biurowych. Jest szczegółowym sprawozdaniem z działalności nieistniejącego już pisma Meble.
Ponieważ twórczość Jarosława Lipszyca, Marcina Cecko i Michała Kasprzaka będziemy omawiać tutaj osobno, ograniczę się tylko do buchalterii. Są tam aż trzy manifesty, dwa z nich są w sieci. Są eseje, m.in. Igora Stokfiszewskiego, Pawła Kozioła (najciekawsze), Jarosława Klejnockiego. Wszystkich nazwisk nie wymieniam, polecam witrynę Gila Gillinga, gdzie promowaną książkę na Warszawskich Manifestacjach i zaproszonych 150 poetów, autor zdjęć wyróżnił, podpisując najważniejszych.
Każda krzykliwość (na fotografiach Gila Gillinga widoczna w ustach Marii Cyranowicz, obok papierosa, tuba elektroakustyczna), jest rejestrowana, opanelowana, ofestiwalowana i omówiona w sieci w najbardziej prestiżowych miejscach.
Z książki wynika, że priorytetem poezjowania nie jest ani gadanie, ani zabicie gadania, ani też wydawanie takich antologii. Książka pochodzi sprzed 3 lat, ale to całkowicie starczyło, by zdominować i zawłaszczyć miejsce poezji najnowszej po dzień dzisiejszy, o której nowy kształt upominała się Maria Janion i Jan Błoński.

Lekcja neolingwizmu dała odpowiedź na to, że nie jest łatwo reaktywować ani Aleksandra Wata, ani Tadeusza Peipera, a tym bardziej Gertrudę Stein. Samo powoływanie się na ubiegłowiecznych artystów nie stwarza jeszcze jakości. Nowe czasy są głuche właśnie na taką reaktywację. Potrzebują nowości, a nie eklektyzmu i epigonizmu.

Maria Cyranowicz napisze w wierszu:

nieustające biegunki
biegunki galopujące
przez rozbolały żołądek
nigdy do końca nie spożyty
głód
biegunki galopujące
w noc i dzień północ południe
wschody zachody odchody
siena palona brąz (…)

(neutralizacje)

A więc na dodatek młodzież się pochorowała.

Kategoria: Bez kategorii | 3 komentarze »

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?