Marcin Świetlicki Muzyka środka. Poezja wnętrza. Pani Bieńczycka

14 grudnia, 2008 by

Marcinowi Świetlickiemu nie zaszkodzą ani dzisiejsze komplementy Wojciecha Wencla, ani dzisiejsza dezaprobata Piotra Mareckiego. Ani nie zaszkodziły bardzo nieudane dawne występy w Pegazie, ani jego wciąż nieciekawe wywiady. Świetlicki jest poza Świetlickim – i nawet jeżeli Muzyka środka jest zbiorem wierszy pozbawionym młodzieńczej łatwości tworzenia, kiedy się pisało samo, a teraz się spekuluje – gdyż Świetlicki pisze od środka.

Można by, przy podobnym sposobie budowania wiersza, porównać Świetlickiego z Adamem Wiedemannem. Łączy ich tylko jedno: obaj już wiedzą, że świat jest zaprojektowany i zbudowany przez myszy. Ale to jak wiadomo odkrył Douglas Adams wcześniej i propagowanie tej prawdy akurat przypadło w udziale poetom polskim:

„(…)Nie mieszkam, gdzie mieszkałem.
Nie robię, gdzie robiłem.
Nie żyję z tym, z kim żyłem.
Tego chciałyście, myszki? (…)”
(JA LATAM)

Natomiast cała reszta jest już inna.
Marcin Świetlicki pisząc mimochodem, stara się jednak przywracać pierwotny sens poezji i rozważać kwestie dotyczące istnienia człowieka jeśli nie na kuli ziemskiej, to przynajmniej w Krakowie, gdy kontakt z jakimkolwiek konkretem w poezji Adama Wiedemanna został bezpowrotnie zerwany. Nikłe nici wiążące poetę z kulturą minioną i z poezją są jednak na tyle silne, że czytelnik z powodzeniem się odnajduje w lapidarnych strofach, zahaczających jedynie, lekko uderzając strunę, która już dalej wibruje w czytelniku.
Poeta w dalszym ciągu mówi o odwiecznych sprawach poezji, o tym, że jest wydziedziczony, obcy, że nie jest z tego świata(świata myszy) i że ledwo, ledwo, udaje mu się wymknąć. Jest to właściwie zaledwie pisk, a nie mówienie otwarcie i głośno (bo myszy mogą usłyszeć), pełen rezygnacji, z jakimś bolesnym znużeniem.
A jednak łatwo, jak u każdego prawdziwego poety, usłyszeć w tym minorowym monologu witalność i prawdziwy humor, a także mimo wszystko satysfakcję i radość z życia, i to życia luksusowego:

„(…)Kupować przez dwa dni płyty, butelki Jacka Danielsa
(naprawdę – seks po Danielsie jest o niebo lepszy

niż po haszyszu – i to bez dyskusji
zarozumiałe sierpniowe burżujstwo(…),” (DWA DNI WAKACJI)

Podmiot liryczny wie, że artysta nie może uczestniczyć w urzędniczym życiu Państwa i ten, niestety zapomniany już dawno warunek, tę zupełną oczywistość, Świetlicki przypomina w wierszu WIŚNIOWY GARNITUR:

(…)I jeszcze powiem: pan nadal należy do partii. Partia się panu rozpostarła na cały krajobraz.
Partia na pana ramieniu przysiadła i karmi się wszystkim, co pan czyni i co pan napotka.
Panu partia osiadła normalnie we krwi.
Panu partia usztywnia normalnie kręgosłup.
I jeszcze panu powiem: nie wystarczy się myć, bo partii się nie zmyje nawet i najnowszą
generacją mydełek.
I jeszcze panu powiem: jeśli moje czarne widzenia stoją panu kością w gardle,
to dobrze, stoją wobec tego również i pana partii.(…)

Ale celem wierszy nie jest ani dydaktyka, ani pouczanie, ani moralizatorstwo: podmiot liryczny, mimo pozornego trzymania fasonu, jest, jak każdy prawdziwy poeta, bezdomny, przestraszony i samotny.
Poeta płaci cenę najwyższą, by nie być niczyim sługą, lokajem, by być wolnym, inaczej nie można być poetą. Z wolnością wiadomo sprawa prosta nie jest, ale można tak sobie chociaż w wierszach dodawać animuszu:

(…)Nie był pracownikiem piekła, ponieważ nie chciał być już nigdy niczyim pracownikiem. Zdecydował, że nigdy, dla nikogo, nikomu, z nikim.
Decyzja jak decyzja. Inni godzili się pracować dla piekła, dla zimy, dla Gazety Wyborczej, dla prezydenta, dla telewizji, dla telefonii. I nie żałowali (…)” (LIMBUS)

I na koniec, zainfekowana Jakubem Winiarskim wytoczę największą armatę. Tak, Marcin Świetlicki kontynuuje linię Charlesa Baudelairea w najnowszej poezji polskiej! A zdawałoby się, że jest to absolutnie niemożliwe.
A jednak. Marcin Świetlicki pisze o tym samym, pisze jak rasowy mieszkaniec zdegradowanego miasta, pisze o nim w zachwycie potępiając i złorzecząc mu. A pisze ważąc każde słowo i używa ich jak cennego kruszcu, cyzelując, dopasowując i próbując, czy słowa pasują do siebie i zarazem pasują do tego, co poeta chciał powiedzieć. Jest to zupełnie niebywała technika dzisiaj, przy całkowitej degradacji i spłyceniu słów, stosowaniu ich w zupełnie innym celu (nawet myszy nie wiedzą w jakim).
A one, jak puzzle, pasują.
I jeszcze, jeśli zatrącam o nieszufadę przywołując nazwisko Jakuba Winiarskiego, gdzie działają też poeci Związku Literatów Polskich. Świetlicki też już jest starym, wyeksploatowanym poetą, dinozaurem, ikoną bruLionu”, jest weteranem, a jednak postarzał się szlachetnie, mądrze i nie traci nic, pozbawiony raz na zawsze młodości.

Kategoria: Bez kategorii | 6 komentarzy »

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?