Maciej Woźniak Iluzjon. Iluzji poetyckiej iluzja. Pani Bieńczycka

25 marca, 2009 by

Ubiegłoroczny tomik poety Macieja Woźniaka jest powtórzeniem przeżyć podmiotu lirycznego poprzednich tomów: „Srebrnego ołówka”, „Iluminacji. Zaćmienia. Szarości, Obu stron światła” i Wszystko jest cudze”.

Podobnie jak tam, artysta stosuje wypracowany warsztatowo, precyzyjny sposób pisania wierszy: estetyczny, harmonijny i dbały o piękno budowanych strof. Ta iluzoryczność zderzona z poezją wysoką pryska natychmiast, gdy czytelnik zorientuje się, że poezja nawet stwarzana z mgły i iluzji, to w dalszym ciągu odwieczne powierzanie czegoś konkretnego. Jeden człowiek powierza drugiemu człowiekowi coś, czego ten drugi nigdy bez tego pierwszego by nie doświadczył.

Oczywiście odbiorca odbiorcy nierówny i jeśli poeci są – czasowo, nigdy, lub dopiero jak przychodzi odpowiedni moment – odczytani, to przecież zrobi to najwyżej odbiorca idealny. Ale tak świat zbudowany nie jest i tylko dobra wola czytelnika wysmakuje na bieżąco to, co poeta z mozołem, ślęcząc nad swoim utworem, da mu do przeczytania.

Gdy poprzedni tomik naszpikowany był postaciami sławnymi, które już zmarły, a poeta jakby obcując z ich duchami próbuje ich na nowo sobie i czytelnikom przybliżyć, to w Iluzjonie, może w bardziej z nazwy obrazowej prezentacji tematów wierszy, mamy ten sposób spożywania innych przez podmiot liryczny bardziej obrazowy, ze względu na wizualny sposób tworzenia.

Maciej Woźniak kreuje swój podmiot liryczny na medium zmysłowe, sensualne i wrażeniowe. Stąd ten bergsonowski sposób macania strof, niemal chirurgicznego rozbioru świata, by się dowiedzieć, posmakować, co jest w środku. Niestety, nie doświadczamy uczty. Po rozebraniu, po wiwisekcji nie jesteśmy bogatsi o to, czym było poznanie przed zabiegiem. Nie tylko dotyczy to najprostszego doświadczenia, najbardziej obiecującego pod względem rezultatu np.: ubierania nagiej kobiety.
W wierszu Sukienka mówiącym o zabiegach wokół trupa dziewczyny mających jej ciało przygotować, na jako taki wygląd (widocznie przed wystawieniem zwłok na widok publiczny przed pochówkiem), jest monolog wewnętrzny trupa w pierwszej osobie. Ten, w końcu niecodzienny monolog, mający nam odbiorcom powiedzieć, jak to jest, jak to może być, jak po śmierci będą się z nami obchodzić – jest bardzo letni. Nie wiem, na czym to polega, ale nuda obserwatora, to, co podmiot liryczny obwieszcza cały czas, polega na poronieniu. Ciekawy temat zamienia na nieistotny, nieważny, autor spuszcza z niego metafizyczne powietrze i ta entropia tematu, ta nieustanna degradacja znaczenia słów jest konsekwentna, miarowa, jak wymierzanie czytelnikowi kary.

Dlaczego wiersz Cekanowo, napisany tak rytmicznie, tak, zdawałoby się, lekko i radośnie, wyzyskujący prawidłowo skojarzenia barw, przedmiotów, napisów, jest tak nieciekawy? Jest napisany z bezpośredniego doświadczenia: podmiot liryczny naprawia komin starego domu, robi to entuzjastycznie, w upalny dzień, podoba mu się świat tam na górze. A jednak wiersz jest niedobry. Dlaczego? Ponieważ doświadczenie jest tak marginalne, tak nieważne, tak nieprzekraczające doświadczenia epizodu dnia, tak nic nie wnoszące, że nie równoważy tego ani forma wiersza, ani jego stylistyczna poprawność

Niestety, niczego nie ma też w doświadczeniu wierszy, które posiłkują się znaczącymi w świecie kultury dokonaniami osób sławnych. Nie rozumiem, dlaczego rusza się żywot Kierkegaarda, dlaczego niepokoi Van Gogha, dlaczego Anne Sexton.

Tytułowy Iluzjon to przede wszystkim kino, film. Wiersze w tym iluzjonie to projekcja życia, dokonana poprzez autora. Szlachetność tej projekcji polega na jej dokonaniu. Jeśli poeta przywołuje słowa Kochelta, to nie znaczy, że każdy żywot jest sakralny. Sakralizacja nie odbywa się sama, mimo obietnic biblijnego proroka, ponieważ są one podane w pewnym spisie mądrości, po zastosowaniu których ta sakralizacja ewentualnie nastąpi.
Poeta nie zastanawia się nad pierwotną intencją iluzjonu, nad rolą przede wszystkim rozrywkową i nad początkiem produkowania iluzji w celu udostępnienia odbiorcy światów mu niedostępnych. I jeśli po odbiorze tych wierszy odczuwam głód, to dlatego, że nie dostaję odpowiedzi na żadne pytanie, które zadaje się dzisiaj, które w dalszym ciągu należy stawiać.
Dlaczego w wierszu Msza za wuja Janusza obrzęd pogrzebu jest tak nijaki?

(…) rusza projektor, Matko Boska, Królowo Polski, w oku rzutnika to samo ostre światło (…),

i nic, nic się nie dzieje, garść jakiś zupełnnie pospolitych informacji o zmarłym. Jeśli podmiot liryczny jak pisze

(…) no i my, katolicy z bożej raz na pół roku łaski(…)

doświadcza obrządku, opisuje go, to w dzisiejszej przecież debacie o religii nie podejmuje żadnej próby diagnozy, asekurancko ucieka w banał.

Wszystko, cokolwiek poeta dotyka, czy sacrum czy profanem, czy niepospolitość, czy pospolitość, wszystko, co jest mozołem pisania wierszy, wszystko w równym stopniu na wiersz się nie nadaje, jak i się nadaje.
Zbiór kończy bardzo charakterystyczny dla tego typu ekspresji artystycznej wiersz Głód.
Myślę, że zupełnie wystarczający, jako przykład mojej tu analizy:

(…) Wiersz karmi wierszem. Niebo karmi niebem.(…)

i potem następuje wymienianie, co karmi, co i okazuje się że wszystko, co karmi, to karmi siebie. Być może, jest w tym jakaś teza filozoficzna, jakaś logika:

(…) Głód się rozgląda. Ale, za czym? Nie wiem (…).

I to jest chyba odpowiedz na pytanie: ta niewinna niewiedza. Dlaczego ta postna poezja nie daje odbiorcy przeżycia, nie daje tej pierwotnej radości oglądania cudzej iluzji, opartej na magii i zadziwieniu?

Kategoria: Bez kategorii | 4 komentarze »

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?