Solistki 2009: Iza Smolarek „się lenienie”. Solo fałszywego leniuszka. Pani Bieńczycka

8 września, 2009 by

Najgorzej, kiedy poetką staje się kobieta nowoczesna i wyzwolona, ponieważ usiłuje czytelnikowi wmówić, że styl życia bohaterki swoich utworów jest możliwy i prawdopodobny.
Niestety nie jest i nie polega na niemożliwości takiego bytowania ani na możliwościach poetyckich autorki, ani na pobożnych życzeniach.

Kobieta, to taki skomplikowany psychicznie mechanizm: oddaje swoje ciało albo dla jakiś korzyści własnych, albo robi to dla czystej przyjemności przeżycia, albo z powodów niezależnych od niej, czyli zakochania się. Iza Smolarek natomiast w tym zbiorze wierszy powołuje do życia typ kobiety nie istniejącej w przyrodzie.
Byłaby może taka fantazja seksualna ciekawym przedsięwzięciem twórczym, a przymiarki podmiotu lirycznego do podobnie skonstruowanego mężczyzny pikantna, bazując na odwiecznie intrygującym temacie, gdyby końcowy efekt tych przysiadów i zabiegów międzyludzkich przyniósłby pożądany skutek. Nie przynosi. Podmiot liryczny nie tylko uprawia seks z dużym niesmakiem, który natychmiast się czytelnikowi udziela, mało, uprawia go z niesmakiem chętnie i entuzjastycznie.

Analiza wstrętu i wszystkich freudowskich odchyleń jest wspaniałą materią wszelkich literackich poczynań. Również powodzeniem czytelniczym cieszy się kobiecy masochizm. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet z powodów odwiecznej męki pożądania ich ciał, chętnie odbiorą lirykę opartą na zohydzeniu aktu płciowego i kobiety, jako gatunku ludzkiego.
Ale bohaterka wierszy, trzydziestoletnia kobieta, stara, jakby napisał Balzac, po przejściach, po odrzuceniu mieszczańskich ok tłuszczu w rosole i pichceniu tylko telefonicznej pizzy, w wierszach jawi się jako ktoś, kto żyje jedynie po to, by odczuwać mękę społeczną spotkania z mężczyzną, a nie biologiczną. Tak, jakby każdy stosunek płciowy potrzebny był tylko po to, bo tak trzeba, bo tak się żyje, bo nie uchodzi inaczej, bo co by ludzie powiedzieli. A nie wynika to ani z głodu seksualnego, ani też z jakiś innych życiowych powodów. W konsekwencji mamy poezję nie erotyczną, zimną i pozbawioną energii. Gimnastyka seksualna staje się równa gimnastyce słownej. Wszelkie kalambury i gry wyrazowe istoty tej poezji nie zmieniają, ponieważ nie wiadomo ani do kogo jest adresowana, ani po co wyprodukowana. Podmiot liryczny nie jest przecież samotny, głodny czy odczuwający brak uczuć wyższych. Nie jest też wytworem kultury masowej, jest kimś pośrednim między kobietą, która tkwi w nieciekawym małżeństwie, a kimś, kto się rozwiódł, ale żadnych nauk z tych zmian życiowych nie wyniósł. I to wszystko w tych wierszach jest.

Przewrotny tytuł nie ma nic wspólnego z lenieniem się. Ma natomiast mentalne konotacje w kobiecej niedojrzałości, która bierze swoje życie w swoje ręce i koniecznie potrzebuje być króliczkiem, podróżniczkiem czy leniuszkiem. Niestety, nie mogąc dokonać żadnego aktu twórczego, autorka sprawia, że bohaterka jej wierszy jest zawsze sobą. Kobietą nietkniętą przeżyciem duchowym, materialną i w tej materii dziewiczą.

(…) Między jedną a drugą stroną ud wślizguję się
w twój blady świt. Kołdra pachnie jeszcze agnieszką Phi
myślę dławiąc opór.
rozmawiamy o czymś. Pociąg tematu spada z punktu
a do b. Stacja nieznana. Zamykamy oczy. Na oślep
szukamy nóg, piersi, twarzy. Krótkimi pchnięciami na przemian
kłamiemy. Że jakoś tak. Może innym? razem.(…)

[romantyczność]

Kategoria: Bez kategorii | 9 komentarzy »

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?