.
Kiedy ojciec umiera
za każdym razem pęka ziemia i jedno łamie się drzewo.
W tej chwili burza, pisk robaków, huragan czy kilka piorunów
byłyby znakiem z nieba. Małym, ale to zawsze coś.
A tak ojciec jest nieżywy i już go nie ma.
Kiedy ojciec żył napisałem o nim wiersz.
W drugim wersie mój tato był Herkulesem
bo nikt jak on nie potrafił tak wysoko kopnąć piłki.
Im bliżej była nieba, tym była mniejsza. Zawsze to jakieś bycie.
Teraz taty już nie ma.
Teraz jestem sam. Jestem małym dzieckiem. Dookoła znajomi i trochę mniej znani.
Dużo rodziny. Wujek – brat ojca. Jego siostra, to moja ciotka. Nasza rodzina.
Dzisiaj na każdym krześle siedzi zaimek, a miejsce mojego taty jest w trumnie.
Na lewym bucie między obcasem a zelówką jest naklejka „Echt Leder”. Nowe.
W tej chwili używanie kojarzy mi się z życiem a nieużywanie ze stanem przeciwnym.
I to by się zgadzało – tato w nowych butach nie zrobił nawet kroku.
A ja przeciwnie. Chodzę w kółko, choć wyjątkowo nie mam ochoty na spacer.
Czy mówiłem ci już, że dzisiaj użądliła mnie osa w palec?
Dobry Jezu a nasz panie, daj mu wieczne spoczywanie. Światłość nanana, nanana
nnanana, nanannana, nannanana – dośpiewuję nanana, bo znałem tylko pierwsze słowa piosenki.
Brakuje mi doświadczenia.
Nabieram dużo piachu.
Inni ledwie prószą.
Rzucam, robię hałas.
Ludzie patrzą.
Nic się nie dzieje.
Tato! Jesteś głupi. Głupi i niesprawiedliwy. Jesteś okrutny, głupi, głupi.
Tato, taaa tooo! Głupi tato, głupi. Liczę do trzech, jeżeli nie wstaniesz jak powiem trzy
to będę cię tak przyzywał cały czas.