Siedzi. Włosy zasłaniają jej twarz. W zasadzie to teraz nie ma twarzy. Jest kobietą beztwarzową.
– Czy ty mnie kochasz? pyta cicho.
W tej chwili cały jej wyraz redukuje się do krawędzi. Plecy, stopy, pośladki, uda i cała reszta.
Oglądam ją. Jestem jej jedynym obserwatorem.
– Powiedz, kochasz mnie czy nie? powtarza pytanie.
Jest tyle naturalności w jej rozwartych udach, między którymi chowa dłonie. Całkowicie sfeminizowana istota.
– Nie kochasz mnie?
– Kocham.
Siedzi. Włosy zasłaniają jej twarz. Włosy zasłaniają moją twarz. Są granicą, przez którą zupełnie łatwo szmugluje się wszelkie kochanie.