.
Synku, jeżeli nalegasz, to tak. Byłem kiedyś w niebie. Są tu dwa drzewa, jest właściciel, jest dużo aniołów. Są kobiety, mężczyźni; są dorośli i dzieci – i muszę ci powiedzieć: wszyscy są święci. Poza tym wszystko tu jest na biało.
Nie pogadasz tu sobie. Nikt cię nie powie jak sklejać plastikowy model samolotu. Czym dokładnie spiłować krawędzie, by połówki do siebie pasowały. Nikt cię nie nauczy, jak się robi procę i jakie kamienie niosą najdalej. I że w ogóle, to najlepiej strzelać kulkami z łożysk. Chyba, że spotkałbyś Dawida. Ja go nie widziałem. Przechodziłem za to obok dziwaka – człowieka przybitego do krzyża. Wisiał sobie spokojnie i odezwał się dopiero, gdy byłem bardzo blisko. Zapytał:
– Ile masz lat.
– Trzydzieści dwa.
– Byłem o rok starszy.
– I co?
– Umrłem.
– I co? – zapytałem raz drugi, bo widziałem, że gościu jest sam i że nie ma z kim pogadać.
– I zmartwychwstałem. I tak już dwa tysiące lat z małym okładem krzyzują mnie a ja zmartwychwstaję – odpowiedział z uśmiechem i dodał:
– Ale się nie poddaję.
Dziwny, mówię ci, dziwny gość. Ale jedyny, który tu mówi po ludzku, bo kiedy się gospodarza zapytasz, jak on to robi, że jest tu jest tak czysto i prawie doskonale gdyby nie ten chudzielec na krzyżu i dlaczego musisz się na biało ubierać, to on ci odpowie coś w dziwnym języku. Jakbyś słuchał chińskiego od tyłu. Nie zrozumiesz z tego nic. Ani jednego słowa. Ani jednego Słowa po ludzku.