.
Pierwsza klasa, druga i komunia święta. Trzecia , czwarta, piąta, szósta. Trzy klasy gimnazjum. Pogubić się można. A to dopiero początek. Kilka lat w szkole średniej. Studia. Licencjat, inżynierka, magisterka, doktorat, do pracy. A tu praktyka, i staż, i tam i siam i plecy. Zaczynasz. Parter i wyżej. I drugie, i trzecie i czwarte. I w górę, i dalej i piętro po piętrze. Jak w labiryncie, jak po nitce. Bywa bez nitki, skrótem przez ścianę. Po głowach, po głowie. Office numer trzy i trzysta trzydzieści trzy. Jedna sekretarka, dwie sekretarki, czwarty kierowca i cztery trupy. Dyspozycyjny całą dobę. 24 czy 48 – ile godzin ma doba? I ciągle powtarzasz: dostałeś moje memo? (nie synku, to nie jest rybka Nemo). I siedemnaście masz kart kredytowych. Cztery w portfelu, dwie w kopertach z banku. Jest pięć dla żony, reszta nigdy nie była aktywowana. Męczysz się, szarpiesz, cierpisz na brak czasu. Ale jest za to siedemset koni pod maską. Rwiesz się. I gnasz, i gonisz, i gaz, i do dechy. I bieg pierwszy, i drugi, i szósty. Redukcja. Znów trzeci. Makijaż. Długie nogi, i o sześć centymetrów dłuższe każdego wieczoru i sto czerwonych sukienek falujących na wietrze.
I uważaj synku, żebyś się nie rozbił. A jeżeli kiedyś zabłądzisz, jak zgubisz się w drodze to pamiętaj, że jest taka wyspa, otoczona morzem, którego żaden statek nie zdoła przepłynąć. Na tej wyspie jesteś królem.
– Teraz jestem starszakiem?
– Jesteś starszakiem.
– A wiesz, że dzisiaj zbudowałem prawdziwy zamek z piasku?