.
Szanowni Państwo zapewne za każdym razem, gdy czytacie tę stronę zadajecie sobie w duchu pytanie: Dlaczego ja to czytam?. Ale mimo to regularnie, przynajmniej raz dziennie odwiedzacie historiamoichniedoli.pl., zjeżdżacie w dół wątków sprawdzając czy zmieniła się liczba komentarzy. Jeżeli pojawiły się nowe, wchodzicie i czytacie. Jeżeli nie, także wchodzicie i także czytacie by się jeszcze raz oburzyć, wewnętrznie unieść, zbulwersować lub zwyczajnie: by się pośmiać.
Nie tylko wy, Szanowni Państwo, jesteście pełni rozterek odwiedzając owo miejsce w internecie. Ja także za każdym razem, gdy pisze kolejny tekst o dziele poetyckim, zadaje sobie pytanie: Dlaczego ja to piszę?
Dlaczego ja to czytam?, Dlaczego ja to piszę? te pytania są pozornie różne. Bo jak się okaże za chwilę, mną i wami Szanowni Państwo kierują takie same pobudki. O nich jednak na końcu.
Większość z Państwa wie co to takiego jest pismo literackie RED. Wiecie także Państwo, że redaktorem naczelnym tego pism jest Radosław Wiśniewski. Ale ilu z Państwa wie, że ostatni numer RED-a przejdzie do historii? Nie dlatego, że dołączono do niego promocyjny tomik Aleksandry Zbierskiej jej tzw. późny debiut, po którym poetka wycofała się z życia poetyckiego. Nie dlatego, że Maciej Woźniak jako specjalista od oświetlenia sztucznego tym razem zabawił się w edytora tekstów. Poszatkował wierszyki kilkudziesięciu poetów na wersy i poskładał je w sonety. RED znalazł swoje miejsce w historii literatury ze względu recenzje. Między stroną 85 a 100 pisma literackiego RED nr 3(8)/1(9), upchanych zostało 20 recenzji Jakuba Winiarskiego.
Po tym jak w stylu Czerwonych Gitar, Jakub Winiarski napisał hymn pochwalny ku czci Biura Literackiego i jego szefa Artura Burszty:
Kto zdołał zebrać plejadę autorów ciekawych, bardzo ciekawych i takich sobie i kto tym
(Kto na ławce wyciął serce i podpisał – o innych inspiracjach Winiarskiego, tym razem grupą Ich Troje, przeczytasz tu: ) stracił wiarygodność, a nie ma nic bardziej zabójczego w tym fachu niż utrata wiarygodności. Zadaję sobie pytanie: „Dlaczego redaktor naczelny RED-a, Wiśniewski, drukuje recenzje skompromitowanego krytyka? Kieruje się chrześcijańskim miłosierdziem? Czy może dlatego, że podpisał z Winiarskim jakąś umowę wydawniczą na 1000 recenzji? A może chce pogrzebać RED-a, bo ma już dość pracy, która nie przynosi żadnych efektów?”
Zadaję sobie także inne pytanie: Dlaczego Jakub Winiarski pod żadną z tych recenzji się nie podpisał imieniem i nazwiskiem? Dlaczego zamiast: j.w., jakwi, w.j., win, jaw nie ograniczył się do użycia jednego pseudonimu? Czyżby był prześladowany przez tajną policję, jeszcze bardziej tajna organizację? Bał się czegoś? Boi się, że funkcjonariusze policji podatkowej zrobią bilans tekstów podpisanych Jakub Winiarski we wszystkich czasopismach i dołożą mu karę za ukrywanie dochodów? A może dlatego, że wie jak bardzo się skompromitował swoją Odą do Burszty i że jego nazwisko budzi w środowisku tylko śmiech?
Powyższe pytania mają charakter szczegółowy. Ale kolejne, które pojawiło się w mojej głowie po przeczytaniu RED-a było już ogólne: Dlaczego ja to czytam?
I jak widzicie Szanowni Państwo na tym etapie rozważań nasze pytania skrzyżowały się.
Jestem jednak w bardziej komfortowej sytuacji niż wy Szanowni Państwo. Ja na to pytanie znam odpowiedź: RED-a przeczytałem, ponieważ został mi przesłany. Ktoś kupił ten numer, ktoś zapakował do koperty, ktoś wysłał na mój adres domowy (dostępny w Internecie). Ktoś sobie zadał wysiłek, bym przeczytał pismo literackie redagowane prze Radosława Wiśniewskiego. Nie wnikam w to, kto okazał się być tak dzielny i jakie motywy nim kierowały to inna sprawa. Ja przeczytałem RED dlatego, bo zawsze gdy robię kupę, to lubię sobie coś poczytać. Nie kierowała mną ciekawość ani zwykła chęć poznania.
Ja na swoje pytania znam odpowiedź, ale czy wy Szanowni Państwo poznaliście odpowiedzi na swoje pytanie: Dlaczego czytacie historiemoichniedoli.pl?
Dlatego, że chcecie się pośmiać, zabawić. Odpocząć po meczącym dniu w pracy?
Dlatego, że literatura jest wasza pasją i interesuje was wszystko, co jest z nią związane?
Dlatego, że lubicie oglądać wirtualną krew cieknącą z szlachtowanych poetów i ich kolejnych tomików?
Dlatego, bo każdego dnia z samego rana sprawdzacie (a później po kilka razy dziennie), czy przypadkiem nie zarżnięto was i któregoś z waszych dzieł?
Dlatego, że dostaliście od znajomego/znajomej maila z linkiem o treści: Co za cham i skurwysyn! / W końcu! Coś się zaczyna dziać!?
Czy dlatego, że macie leciutkie laptopy, które zabieracie do kibla i tak jak ja lubicie sobie w trakcie poczytać?
Czy dlatego, że nie macie innego zajęcia?
Czy dlatego, że tez chcielibyście tak pisać?
Szanowni Państwo mimo tych wszystkich pytań jedno jest pewne: literatura dehneli i winiarskich to ułamek świata zaledwie drobny fragment rzeczywistości o nazwie literatura. Skrawek zarządzany przez nauczycieli od polskiego na spółkę z ciałem pedagogicznym. Całe 45 minut obowiązkowej postawy zasadniczej, nieustannego notowania i dyskusji moderowanej za każdym razem tą samą uwagą nauczyciela: Ale proszę pełnym zdaniem… To 45 minut, po których jest przerwa i wreszcie można pobiec za szkołę, na miejsce rozstrzygania sporów. Jeden z nosów zostanie rozkwaszony, inne oko będzie podbite. Wargi będą opuchnięte.
Po lekcji polskiego, na której wszyscy uczą się gramatyki i historii literatury wszyscy zamykają zeszyty. Idzie się do domu, na podwórko. Wchodzi się na drzewa, robi się procę i odkrywa zasady balistyki. Tu nie ma mundurków, ani świadectw z czerwonym paskiem. Kiedy się biegnie przez las z drewnianą pepeszą w ręku taką samą jaka miał Janek w Czterech Pancernych tarcza Wzorowego Ucznia nie jest do niczego potrzebna.
Czerwony pasek na świadectwie, ani ilość pał czy szóstek nie ma żadnego znaczenia, gdy pierwszy raz w życiu całuje się, zgrywając specjalistę doświadczonego w pocałunkach z języczkiem.
Szanowni Państwo, wszystko, co napisałem to straszna sieczka i gówno. Ale nie dajcie sobie wmówić, że coś jest sieczką i gównem. Bo po czterdziestu pięciu minutach obowiązkowych zajęć wszystko się może zdarzyć. Zawsze może się wam przytrafić coś, możecie kogoś spotkać, coś zrobić, gdzieś pójść, pobiec dokądś. I najlepsze jest to, że może się wam to spodobać. Literatura Szanowni Państwo nie znosi nudy, dlatego akurat w niej a nie gdzie indziej dzieją się zawsze rzeczy niesłychane, o których dopiero po latach uczy pan od polskiego w trakcie 45. minut.