Marek Sztarbowski, Zwierzę ci się. Obrazy, frazy, razy i dąsy pod choinką.

17 maja, 2009 by

.

Pierwszy raz obraziłam się na wiersze, które kupiłam dla siebie i dla przyjaciół na prezent gwiazdkowy. A dlaczego? ponieważ oczekiwałam zupełnie czegoś innego po przeczytaniu czterech utworów Marco Polo na portalu rynsztok. Sądziłam, że w debiutanckim tomiku „Zwierzę ci się ” Marka Sztarbowskiego znajdę czytelne ślady ekscentrycznej Marianne Moore i będę odkrywała to co niewidzialne, zamglone, użyteczne w myśl słów poetki:

Poezja

Ja także jej nie lubię; są rzecz ważniejsze niż te wszystkie

igraszki,

a jednak

czytając ją, nawet z największym lekceważeniem,

odkrywamy w niej mimo wszystko miejsca prawdziwe.

Ręce, które mogą chwytać, źrenice,

które mogą się rozszerzać, włosy jeżące się

bezwiednie. Wszystkie te rzeczy ważne są nie dlatego,

że nadają się do szumnych komentarzy, ale ponieważ są

użyteczne.” Marianne Moore przeł. Julia Hartwig.

A co znalazłam w wierszach Marka Sztarbowskiego? Zamiast , czarnej peleryny, trójgraniastego kapelusza poetki i wysokich tonów, rozerotyzowaną zabawę słowem, żartobliwy nastrój i rymy!

Dopiero ostatnia strona spowodowała, że się odobraziłam, a ściślej podpis pod zdjęciem autora: „z czasem trzeba chuchnąć w balonik” I ta dwuznaczność, igraszka słowna przypomniała mi, że poezja to nie tylko pesymistyczne wieszczenie z katakumb , ale to także radość i uśmiech przy czytaniu. Sama apelowałam kilka miesięcy wcześniej o ograniczenie tworzenia czarnej, otchłaniowej poezji.

Marek Sztarbowski jest laureatem takiej i takiej i takiej nagrody. (Nagrody nie są dla mnie istotne) W internecie bywa na pl.hum.poezja, poezja.org, nieszuflada.pl, jest lirycznie.pl i używa nicków: Sokrates, Boskie Kalosze, Wstrentny, marco, NiutoN. Nie ma informacji, że ma nick Marco Polo i wkleja wiersze na rynsztoku.Przyjęłam więc, że marco i Marco Polo to dwie różne osoby i dwa różne spojrzenia. Najwyraźniej pomyliłam się. Nieznany poeta, nieznane wiersze i tylko ja i hutny zajączek z wiersza „Zwierzęcość”

„Miłość w tobie rozpryskam, jak zajączek hutny,/ po udach porozcieram w żądzach pchły kosmate, /mieralną poczujesz w omdleniu usz watę” a na końcu podmiot liryczny i tak wróci do żony po kwadransach rozpusty.” I puść mnie, ach już wypuść do żony, bogdanko.”

W wierszu „Małpolud” wyzwolona kobieta postanowiła zabawić się pościelowo w sado-macho i krzycząc żąda batów i pożarcia. Narrator tłumaczy się lękkliwie:

„Słuchaj” – mówię – „kochana…/przecież ja mam już tyle lat,/ słabe zęby i drżące kolana -/ jak chcesz, żebym ja ciebie jadł?” Na nic prośby, chutliwa pani jest nieubłagana i smaga słowami: „Zboczeńcu! Sadysto! Łobuzie!/ chcę się kochać gdy jesteś na luzie,/ kiedy zwierzę z ciebie wyziera /- a ty tulisz i ględzisz…Cholera!!!”

I dlatego narrator zwierza mi się, ze zwierzęcej natury, z problemów damsko – męskich, bo komu ma sie zwierzyć jak nie czytelniczce, nawet takiej obrażalskiej jak ja. Jestem jego trzciną.

Słoń (albo dotyk miłości)

„Czy dotyk może się przyzwyczaić? Ten dziki słoń afrykański /schwytany w klatkę ciepłych kobiecych kształtów /wpierw oszalały i drżący w innym świecie/ wreszcie czekający na codzienne/ bara, bara, bara […] (sorry, teraz będzie część niecenzuralna)/ ch.j z wolnością? ch.j z animals planet? ch.j rezerwatom? /i słoniom też ch.j? /- O widzę kochany słoniu,/ że na pewno będziesz miał liczne potomstwo!”

To dowód na to, że słoń oswoił się z więzieniem kobiecego ciała i całkiem mu z tym dobrze. I czy to nie jest pogodny wiersz o rozterkach i walce płci z perspektywą krat? Jest! na dodatek z optymistycznym zakończeniem i dziećmi, z którymi narrator pewnie będzie w przyszłości chodził do zoo.

Według mnie najciekawszy wiersz w tomiku to „Co może zobaczyć przez okno pan z naprzeciwka”

„Ale ale…ktoś spyta – o co właściwie, panie Marku, chodzi w tym przepięknym wierszu?/ Przede wszystkim w tym wierszu chodzą mi/ przeróżne myśli po głowie: drzewa są nieistotne/ pan jest nieistotny i pies niepotrzebnie tak długi./Ów wiersz sam się pisze (jeszcze) lecz koniec jego/ każdemu bliski, bo spójrzcie tylko:/ Wieczór (jeszcze).”

W tym utworze zawarta jest istota poezji Marka Sztarbowskiego . Autor nie zmusza sie do pisania wierszy, nie ślęczy godzinami nad jednym słowem, to co usłyszy, poczuje, zapisuje. Nie wzoruje się, samodzielnie ocenia rzeczywistość, ma pogodny dystans wobec własnych słów. Dlatego potrafi się nimi bawić. Jego poezja ma wspólną cechę z poezją Marianne Moore: językową inwencję, eksperymentowanie słowami, odnajdowanie kilku znaczeń słowa. Wiersze Marka Sztarbowskiego skrzą się dowcipem, nie ma w nich zbyt ciężkich wulgarnych nut. Poeta wszak od razu przeprasza , gdy używa niecenzuralnego słownictwa, wulgaryzmy używane przez niego nie rażą. Jeżeli ktoś ma chandrę, powinien niezwłocznie przeczytać wiersze z tomiku „Zwierzę ci się” . Gwarantuję, że poprawiają nastrój błyskawicznie. Przyjemnie jest czytać mądre, zabawne i nieudziwnione wiersze po wcześniejszej porcji pesymistycznych dyrdymałów poukrywanych w piętrowych metaforach.

Kategoria: Bez kategorii | 17 komentarzy »

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?