Julia Szychowiak Po sobie. Poetycki debet. Pani Bieńczycka

24 stycznia, 2009 by

To najmłodsza poetka debiutująca w BL zbiorem wierszy Po sobie.
Czy zdarzyło się wam – na przykład – pokłócić przy stole o nową książkę Andrzeja Sosnowskiego? pyta dziennikarka poetkę Julię Szychowiak która jest też córką poetki.
Często spieramy się przy stole. O nowej książce Andrzeja Sosnowskiego rozmawiałyśmy wyjątkowo jednym tonem. Że znakomita.

I tak to już dzisiaj jest w tym rozpoetyzowanym przebywaniu, gdzie poezja wdziera się we wszystkie zakamarki życia ludzkiego, daje nam do ręki narzędzia poetyckiej rozkoszy w codzienne nasze przebywanie na tym bożym świecie, kiedy kruszynę chleba podnosi się ze stołu przy śniadaniu, szepcząc wiesze Andrzeja Sosnowskiego.

Z wszystkich tekstów czytanych na witrynie intrnetowej BL związanych z osobą poetki Juli Szychowiak wynika niezbicie, że jest szaleńczo opętana tym właśnie współczesnym i korzystnym dla rozwoju duchowego wierszopisaniem dzisiejszej młodzieży. Poetka właśnie wraca z Kołobrzegu z organizowanych tam dla poetów warunków odpowiednich do jej wytwarzania i przywozi trzy nowe, obiecujące dla poezji nazwiska, jak i swoje wiersze, które będą dopiero opracowywane lub już są gotowe. Pracowity ruch wokół poezji jest w tym opisie niesłychanie obiecujący i liczne wywiady poetki oraz wypowiedzi znaczących znawców poezji współczesnej dowodzi, że wybór wśród tysiąca licealistów i studentów prezentujących swoje wiersze był trafny. Julia Szychowiak została z całym majestatem mianowana poetkę i ta bezsprzeczna inicjacja może znaczeniowo być porównywalna z chrztem katolickim. Nie sposób się wycofać z tak zagospodarowanego i przypieczętowanego życia, gdyż byłoby to nie tylko wielkim zmarnowaniem danej szansy, ale i zakwestionowaniem słusznego i jedynego wyboru i oceny kilkudziesięciu znaczących autorytetów.

Ten delikatny głos dziewczyny, który staje się, jak to sama ocenia – w świecie – w tym małym piekiełku – zwanym światkiem poetyckim – rozpoczęciem w miarę dojrzewania, swojej branżowej drogi. Spotkanie ze sobą jak obiecująco dzisiaj zwierza się w rozmowach musi się z biegiem czasu rozpłynąć w świecie poezji wyemitowanej przez innych, a nie przez siebie. Ale czy to już przypadkiem nie nastąpiło przed debiutem?
Czytam poszczególne wiersze Juli Szychowiak, które swoją tajemniczością i marginesem interpretacji asekurują się tak bardzo, że trudno nawet rozpoznać, czy poetka ma jakiś antenatów i ulubieńców, oprócz wymienionego Andrzeja Sosnowskiego i Krystyny Miłobędzkiej, której wiersze dedykuje.
Zbudowane są podobno z bardzo szeroko rozpiętych metafor, ja natomiast nie mogę doszukać się, czego metaforą są te metafory i czy faktycznie są nimi? A może jest to zlepek przypadkowych słów, niekoniecznie próbujących coś powiedzieć, jedynie do siebie pasujących? Całe szczęście kalamburów, których w poezji nie znoszę jest niewiele.
O czym są wiersze? O bardzo enigmatycznym obiekcie pożądania, z tym, że podmiot liryczny jakby się cały czas zastanawia, czy aby się opłaca ten obiekt pożądać.
Wiem, że to La poesie pure, że to wszystko celowa sublimacja procesu twórczego, szlifowanie i dopasowywanie słów, by wreszcie pasowały. Ale co wiersz ma powiedzieć? Co poeta chciał powiedzieć? I czy rzeczywiście chciał? A może nie chciał chcieć? A jeśli nie chciał, to po co jednak chciał, skoro tomik mam, jest zmaterializowany, i go właśnie czytam? A jeśli chciał, młody, młoda, krew nie woda, to, dlaczego woda? I czemu te ryby? Skąd ryby? A po co zacząć, skoro się nie zaczęło i jak skończyć, skoro niezaczęte?
Mglistość przesłania tej poezji jest nie tylko w wieloznaczności i w dowolności wyboru wariantów znaczeniowych, ale też zakamuflowany jest stosunek uczuciowy do pojawiającego się mgliście powodu poetyckich dywagacji, czyli Drugiego. Czy podmiot liryczny jedzie z nim łódką, czy czesze mu włosy, czy wreszcie stwierdza melancholijnie, że współistnienie z nim jest nierealne, to w dalszym ciągu nie zdradza powodu pisania tych wierszy.
Poetka jakby antycypuje swoją twórczość, jakby neurotycznie obiecuje, że tak naprawdę, to ona dopiero nią będzie, a teraz rozpoczęła swoją drogę poetycką od zera. Wstępuje w szeregi poetów nie jako adeptka, ale jako pełnoprawna członkini. Inicjacja poetycka przebiega prawidłowo, według z góry ustalonych reguł i harmonogramów przez buchalteryjne biuro:

Debet literacki

Pisałabym wiersze tym, co chcą zbyt wiele.

Mogliby mnie przekładać na wiele języków przez sen,
gdzie każdy żyje jak chce,

im bardziej go nie ma. Trzeba wdychać upał,
zanim zeżre mnie trema, usłyszę śmiech.

Co tu robię? Powiem, ale nie teraz.

Kategoria: Bez kategorii | 40 komentarzy »

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?