Maciej Robert, Puste pola. Być jak Britnej Spirs albo jak Majkel Dżekson

15 stycznia, 2009 by

.
Nie powinno nikogo dziwić, bo nie dziwi to też mnie, że tym, który szturmem zdobył zaplecza redakcji wydawnictw literackich był nie kto inny ale Jacek Dehnel. Na tle wydawanej na dzień dzisiejszy poezji, jego produkcje na temat nagłych refleksji, które produkuje jego umysł bądź to w trakcie podróży rodzimą PKP bądź to przejażdżek równie rodzinnym PKS-em, stanowią ostoję sensu, zrozumienia. W konfrontacji z rymowankami np. Czerniawskiego, Woźniaka, Radczyńskiej, teksty Dehnela, nawet gdy są opisem flory osiedlowych sztucznych jezior zaprojektowanych przez PRL-owskich urbanistów (wizjer) muszą wzbudzać zachwyt. Taki też zachwyt wzbudzają. A dlaczego? Odpowiedź jest prosta: bo zachwyt wzbudzać muszą.

Przeraźliwie zrozumiałe dehnelowskie wersy o złotej rybce, która spod lodu łypie na rybaka i wydaje się do niego mówić: nie ma chuja! wygrywają walkowerem pojedynek z wszelkiej maści poezjowymi bełkotnikami. I być może pierwszy raz w życiu, ale zawsze pierwszy raz być musi, przyszło mi pochwalić młodzieżowego działacza Jacka Dehnela, za jego klarowne, proste w treści i formie teksty, których interpretacje zakłócane są jedynie aberracjami meteorologicznymi.

Niniejszym posypuję głowę popiołem. W akcie skruchy, by dać dowód szczerości intencji i autentyczności żalu, pozwolę nawet wziąć mój lewy sutek w usta każdemu pokrzywdzonemu na co najmniej minutę i possać go. Pozwolę wyssać sobie z piersi ostatnie resztki mego samczego potu, testosteronu, soku męskiego. Oddam istotną część siebie z małym zastrzeżeniem: nie ogolę cycków.

A kiedy już usiądziesz zadowolony z siebie. Kiedy, zwaliwszy konia, spoczniesz. Zaczniesz używać substancji szarej w sposób taki jaki ja jej używam i zobaczysz. Nie ma chuja! usłyszysz znajomy głos fisza spod lodu, bo tylko mrożonki nordisa jesteś w stanie przyjąć bez przykrych konsekwencji o charakterze gastrologicznym. I dowiesz się, że jest takie coś, co zwie się:

ale do rzeczy:

W poszukiwaniu alternatywy dla salcesonu lansowanego przez wrocławskie Biuro Literackie, do pasztetowej, która ścieli się pod nogami userów nieszuflada.pl, w opozycji do wszelkiej maści dehnelów, czerniawskich, radczyńskich, kuciakówien przyglądałem się innym wydawcom.
Pierwsza i dziewicza była kserokopia.art.pl. Łukaszewicz trafił w dychę z Pasewiczem. Ufając opiatom bełkotu zaufał Bargielskiej funfelce (klasyczna relacja destrukcyjna: wydawca wydaje znajomych, bo są znajomymi) no i stało się, kserokopia zredukowana została do zapisu gadki telefonicznej między Jarkiem i Justysią, o treści:

Jarek:
– Cześć Justyś, jak się masz?
Justyś:
– Źle. Mam okres.
Jarek:
– Oooo..
Justyś:
– Żadne kurwa oooo
Jarek:
– A co?
Justyś:
– Chujów sto
Jarek:
– Czyli China-Shipping
Justyś:
-No.

Trudno przypuszczać by ten dialog mógł zainteresować kogoś spoza fatalnego tandemu zainteresowanych interlokutorów. Dlatego los kserokopii, stał się udziałem miliona wydawnictw jednorazowych. Gdybym zadał pytanie Łukaszewiczowi: dlaczego nie wydał tekstów Przemka Łośko? Wiem, że byłoby to jawne kolesiostwo, jasne, ale w przypadku Łośko można być kolesiem jego teksty, jak to mawiali starożytni Rosjanie: sprechen fuer sich selbst. Tu porażka wydawnicza nie wchodziła w rachubę. Czy Łukaszewicz i Łośko nie byli najsławniejszymi dezerterami nieszuflady? Jasne. Czy są funflami? Jasne. Ale jasne jest także, że w tym przypadku kategoria funfla nie ograniczałaby się wyłącznie do ilości wspólnie wypitej wódy, wspólnie wyruchanych dupeczek członkiń fanklubu ale w tym przypadku za funflem stałyby teksty rozkapryszonego tygrysa, Benedykta dumma i innych wirtualnych wcieleń Przemka.

Historia ludzkości roi się od takich zmarnowanych okazji, ale to nie jest żaden argument za tym, by okazje były marnowane. Jednak czego dowodzi historia historii ludzkości okazje maja to do siebie, że najbardziej lubią być marnowane i dlatego do wydawnictw trafiają puste pola (chodzi o tomik Macieja Roberta, wydany przez Wydawnictwo Kwadratura w Łodzi, w 2008 r.).

Dlaczego akurat książka poetycka Roberta służy tu za przykład antydydatyczny, za szwajnplac, na który można się odlać, którym można się podetrzeć nie narażając się na zarzut dewastacji kultury czy w ogóle towarzyskiego fopa?
Dlatego, że akurat tomik Macieja Robaka wpadł w moje szkaradne łapy. I teraz przyznam szczerze: chciałem napisać post z kategorii: sugar free by ponapawać się moją zajebiście ładną mordą w podpisie. Przyznaję, że moja nadzieja graniczyła w pewnym momencie z pewnością ale graniczyła zaledwie przez dokładnie pierwszych 3 i wersu wszystkich wierszy, które wchodzą w skład tomiku.

Cyt.:

zaraz za oknem jadalni rozpościerał się
sad jeden krok już wystarczał, by
dotykać czereśni i jabłek, wspinać się na
drzewa. Naręcza

.
(dekady)

Później zaczęło się typowe, polsko-narodowe, poetycko-wieszczowskie bagieneczko. Bo oto,
tam, gdzie są trzy kropeczki, w oryginale poeta umieścił oktawy, by co powszechne wśród polskich wieszczy skazać wszelkich interpretatorów na domysły, na podróżowanie ślepymi uliczkami w przekonaniu, że zmierza się w kierunku absolutu.

Można cytować teksty Macieja Roberta składające się na tomik puste pola. Można, przy zachowaniu szczególnych środków ostrożności, próbować odgadywać co poeta miał na myśli?, gdy pisał:

pleśni moszczą się wygodnie w lepkiej / opadzinie (dekady)
mięso w asyście kwaśnych soków (tło)
złowieszcze grudki kurzu (bezokolicznik)
uderzeniowe fale czołgają się na / przełaj (wybuch)

[zagadki-kalambury wybierałem losowo z kolejnych tekstów Robaka z tomiku Puste pola.]

Można cytować bez końca, by w ostateczności wpaść w pułapkę dehnelizmu czyli te same sidła, które zastawił Jacek Dehnel na czytelników w tekście: wizjer. A mianowicie Dehnel rzuca swoim czytelnikom zarówno akolitom jak i doktrynalnym krytykom karasia na stół i obwieszcza głosem wieszcza:

– Proszę państwa, to nie jest karaś, to nie jest także ryba, to jest proszę Państwa ichtis!
– cooooo?
– ichtis, kurwa, ichtis, proszę Państwa i kurwa jego mać!

No i rozpoczyna się siermiężna łopatologia, w której to co pod spodem oznacz świat nieznany, to co na wierzchu oznacz świat znany, który poznajemy przez łudzące zmysły. Pojawia się dychotomia, uniwersalna eschatologia, archetyp ryby, chrystusa, lodu, wody miliard interpretacji, w których gówno nie jest gównem ale finalnym produktem metabolizmu. ale najważniejsze, że pojawia się poeta niezrozumiały, niedoceniony, który pisze niby o welonach z akwarium, ale to nie welony ale glonojady z pyskiem przyspawanym do szyby mocą praw natury. A skoro natura, to natychmiast lex naturae / ius naturalis; to stan natury i żążak ruso, to to, to owanto. To w końcu krytyka teleologii jako milleniumende, jako fędesieklu, jako chuj wie jeszcze czego – czyli tego wszystkiego, co znajdzie Wielki Paj-Chi-Wo Recenzent Winiarski.

U Macieja Roberta jest podobnie, z małym zastrzeżeniem. O ile Jacek Dehnel pisze prosto wręcz siermiężnie, w tej samej manierze, tym samym stylem, w tym samym miejscy i w tym samym momencie stosując te same znaki interpunkcyjne tak Robert w tomiku puste pola dla odmiany szuka swojej szansy w nieprzewidywalności: chciałby zaskoczyć. Zaskakując zaś, a precyzyjniej się wyrażając: starając zaskoczyć czytelnika, stosuje chwyty przewidywalne, oklepane. Począwszy od poetyki zdań dziwnych, skończywszy na zdaniach fingujących sens.
Innymi słowy: kompletny niewypał.

Dla przykładu:

Noc wzięła i poszła. Teraz trzeba
przewietrzyć
znaki wygniecione w stęchliźnie pościeli
(grzech zostawiać tak wszystko) rozwiesić ją
na pręcie wyczyszczonym z rdzy, gdzieś w
kącie ogrodu

(obroty)

I konia z rzędem temu, kto odpowie na pytanie: co poeta miał na myśli?
Konia oddaję łaskawie, bo wiem, że poeta w tym przypadku, gdy przemawiał nie myślał.

nu-zajc-nu-pagadi.jpg

Kategoria: Bez kategorii | 10 komentarzy »

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?