W czasach nieodległego jeszcze dzieciństwa z prawdziwym zapałem prowadziłem wykopaliska w ogrodzie rodziców. Przed wojną, w miejscu, w którym stoi mój dom rodzinny była jakaś karczma, która w 1939 r., przerobiona została na koszary wojskowe. Moje przygody ze szpadlem miały różne finały: wykopywałem bagnety wojskowe, kufle do piwa, guziki, kawałki porcelany. Zdarzyło się nawet kilka srebrnych monet polskich z lat dwudziestych. Rodzice nie mieli jednak za grosz zrozumienia dla pasji swojego syna. Dostawszy solidną burę za zdewastowany ogród, musiałem porzucić badania wykopaliskowe. Nie to, żebym zrezygnował ze swoich archeologicznych namiętności. Wkrótce bowiem przerzuciłem się na archeologię strychową. Dziadkowie mieszkali w poniemieckich domach, z potężnymi strychami. Włóczyłem się po nich, zaglądając w wszelkie istniejące szczeliny w nadziei, że znajdę jakiś ukryty skarb. Skończyło się to wszystko gwałtownie. Któregoś razu wpadłem na pomysł, żeby spenetrować podłogę. Zacząłem odrywać drewniane dechy. W trakcie eksploracji podłoża zostałem nakryty przez ojca, który spuścił mi solidne manto, za to, że niszczę podłogi. Od tamtej pory miałem zakaz wchodzenia na strych.
Dalej w życiu tak się jakoś ułożyło, że wybrałem inną drogę studiów niż archeologia. Jednak sentyment do staroci pozostał.
Jakieś trzy miesiące temu zostałem poproszony o selekcję starego księgozbioru w pewnej, bardzo znanej bibliotece polskiej. Zgodziłem się bez chwili namysłu. Stare książki także zaliczają się w moim pojęciu do skarbów.
Wdychając kilkusetletni kurz, przeglądając opasłe, skórzane tomiska, których ponad sto lat nikt nie trzymał nawet w dłoni ( nie wspominając o czytaniu) czułem się jak w raju. Trwało to kilka tygodni. 40 tysięcy książek, to nie przelewki.
Podczas którejś wizyty w podziemiach, natknąłem się na część niezwykłego księgozbioru. Były to książki z zakresu filozofii, mitologii, historii religii, gramatyki języków martwych.
Każdy egzemplarz z tej kolekcji oznaczony był podpisem: E. von Silienfelz lub: Eduard von Silienfelz. Na kartach każdego z nich były marginalia pisane ołówkiem i to właśnie one mnie zaintrygowały. Notatki te sporządzone były w kilku różnych językach: greckim, runicznym, łacińskim i takimi, których do tej pory nie zidentyfikowałem.
Postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej o właścicielu tego zbioru. Niestety do dziś dnia nie mogę go zidentyfikować. A uważam, że warto byłoby poznać jego historię, gdyż musi to być bardzo ciekawa postać.
Może tobie, czytelniku, uda się odkryć tajemnicę Silienfelza, może ty odkryjesz ten skarb z zakresu archeologiae libris.
Indiana Jones IV: Archelogiae Libris
30 lipca, 2007 by
Kategoria: Bez kategorii | 3 komentarze »
Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić