Plan jest taki:
1) wysyłam do rektora list, w którym informuję go o swojej natychmiastowej gotowości podjęcia pracy. Rektor musi jakoś odpowiedzieć.
2) Jeżeli nie odpowie, to stosowne pismo otrzyma z kancelarii prawnej.
3) Kiedy otrzymam w końcu odpowiedź, to przeczytam w niej:
A) zapraszam na rozmowę
B) nie zapraszam na rozmowę, gdyż Uniwersytet złożył wniosek o kasację i sprawa ma bieg dalszy.
4) Jeżeli rektor wybierze opcje (B) wówczas napiszę kolejne pismo, w którym poinformuje rektora o tym, że wyrok jest prawomocny i nie mam zamiaru czekać na rozpatrzenie skargi kasacyjnej.
5) Na tym etapie może się sprawa zakończyć. Rektor wyznaczy mi zajęcia (to nie mogą być byle jakie zajęcia, ale takie jakie prowadziłem – to wynika z orzeczenia Sądu Pracy), ja przychodzę do pracy, odbieram akt mianowania a na moje konto wpływa odszkodowanie zasądzone przez Sąd. Jeżeli tak się stanie, na drugi dzień się zwalniam i idę do szpitala – prosto na oddział dziecięcy gdzie przekazuję (za pokwitowaniem) w formie darowizny całą kwotę odszkodowania. I na tym koniec.
1) Jest też taka opcja: Ja wysyłam list na który nie otrzymuje odpowiedzi. Także działająca w moim imieniu kancelaria adwokacka nie dostaje żadnej odpowiedzi z Uniwersytetu. W takiej sytuacji wyślę informacje do wszystkich dziennikarzy, których adresy emajl znajdę. Opisze swój przypadek, który udokumentuję niezbędnymi załącznikami począwszy od postanowień uczelnianej komisji dyscyplinarnej kończąc na kolejnych wyrokach wszystkich sądów w mojej sprawie. Pójdę do TVN, POLSATU, napiszę nawet sms-a do Wojewódzkiego. Napiszę wszędzie i wszędzie też zadzwonię.
nie mam nic do stracenia, dlatego jestem głupcem, który zdradza swoje plany.