Solistki 2009: Bianka Rolando ”Biała książka”. Solo symulacyjne. Pani Bieńczycka

15 września, 2009 by

Paweł Kozioł w majowej „Lampie” dokonuje ekwilibrystyki recenzenckiej, by obszerny tom artystki multimedialnej docenić i wycenić, ale nie bardzo się mu udaje. Żałosne są porównania do „Boskiej komedii” Dantego, do biblijnej „Pieśni nad pieśniami”. Wszystko, co się napisze w obliczu tak nikomu niepotrzebnego utworu, staje się nie tyle śmieszne, co bezradne.

Trzystustronicowe wydrukowane wynurzenia autorki na wysokogatunkowym papierze z dołączoną płytą CD i recytacjami sławnego, topowego aktora, prezentują się imponująco.
Okładka, na której umieszczono rysunek techniczny lalki do badania samochodowych wypadków, przypomina mapę Leonarda da Vinci sporządzoną podczas nielegalnej sekcji zwłok. Były to badania zakazane karą śmierci. Dzisiejsza, komputerowa mapa cierpienia lalki do crash-testów jest metaforycznie przez poetkę zasugerowana okładką i obiecuje, że pod nią takie liczne obrażenia, jakich dzisiejszy człowiek doświadcza i poetycką symulację, dostanie.

Podmiot liryczny wyrusza po dantejskich przestrzeniach samotnie, wchodząc jedynie w kolejne awatary. Nawet nie schizofrenicznie, ale cynicznie rozpada się podmiot liryczny na trzy wcielenia: obsługującą Niebo Blu, Czyśćca doświadcza Bianka, a w Piekle rządzi Bruna. Monologują wolnym wierszem wypompowane z wszelkich, odwiecznych takiemu wywodowi powodów. Śmiertelna nuda i zdumienie, że tak właśnie można pisać poemat o śmierci, napada czytelnika spazmatycznie, paraliżuje go i doprowadza do faktycznej śmierci duchowej.
W Pieśni rozpoczynającej wędrówkę, poetka przedstawia przewodniczkę:

„(…)Moje oczy porasta cierpki zarost zapomnianej
na policzku rośnie warkocz mojej siły Samsona
po moim grzbiecie biegają drogocenne pchły(…)”

[Pieśń zerowa Usprawiedliwienie]

Tak uzbrojona, niewiele też może opowiedzieć. W miejscu prób skontaktowania się z czymś, co mogłoby czytelnikowi zasugerować chociaż znane mu obrazy z własnego życia, następuje niekontrolowany słowotok nie powiązany z żadnym sensem.
Pamiętamy, że u Juliusza Słowackiego w poematach metafizycznych zrozumieć niczego nie sposób i do dzisiaj, co wieszcz chciał powiedzieć, zdania są podzielone i tak naprawdę nikt głowy nie da, o co mu chodziło. Ale u dzisiejszej poetki Bianki Rolando nie czuje się wysiłku zrozumienia z żadnej strony. Ani poetka, ani czytelnik nie są w stanie bełkotu rozszyfrować.
Przechadzająca się z Blu po plaży symbolizującej Niebo napotyka na różne dziwaczne obrazy, im dziwaczniejsze, tym bardziej wiarygodne. Poetka wprowadza surrealizm w miejsce pustki i warsztatowej nieudolności.

Część Niebo, jak i pozostałe części, zawierają po około czterdzieści pieśni i inwencja autorki goni resztkami, wprowadza więc kaleki i różne dziwaczne akcesoria.
Czytelnik wchodząc z bohaterką, imienniczką autorki, Bianką w Czyściec, ma nadzieję, że przybliży to mu chociaż autobiograficznie sens utworu. Najprawdopodobniej podane wyobrażenia są wymyślone (co autorka w wywiadach potwierdza), a liczne urazy, nastroje rzygawiczne, uczucie zamknięcia w zamrażalniku lodówki czy niesmak kożuchów w barze mlecznym, to tylko bardzo ogólnie podane ludzkie cierpienia.
Najwięcej chyba pikantnych szczegółów opresji znajdujemy w czterdziestu pieśniach Piekła, gdzie wcielenie podmiotu lirycznego w Brunę owocuje doświadczeniami samego zła, wyśpiewanymi przez postacie historyczne. Autorka swobodnie skacze po epokach i kontynentach wyłuskując piekielne czyny naszych przodków.

By się nie rozpisywać nadto, ponieważ materiału znaczeniowego w „Książce” jest bez liku, jakby autorka bała się jakiejkolwiek mentalnej szczeliny i oddechu który mógłby ten brak logiki w wymienianiu coraz to nowych okropieństw zdemaskować, wyznaję jedynie, że jako czytelnik walkę z utworem przegrałam.
Oczywiście wszystko można zwalić na wizyjność i metafizyczny temperament autorki, nie przeznaczony dla prostaczków i zwykłych zjadaczy chleba.

Najprawdopodobniej nawet i sama autorka nie brała pod uwagę, by ktoś „Białą książkę” przeczytał dobrowolnie.
Maciej Sthur, jako nowoczesny aktor do wynajęcia w swojej egzaltowanej interpretacji pokonuje wyzwanie z widocznym brakiem zrozumienia recytowanych strof.

Z wywiadów z poetką dowiaduję się, że książka sprzedaje się wyjątkowo dobrze, nawet w wypadku, gdy, jak sama autorka przyznaje, jej nabywcy nie wiedzą, o co w niej chodzi.
Obcowanie z tajemnicą może być tańsze, jeśli ekologicznie sprzedawałoby się same okładki, które na półce wyglądają tak samo, jak atrapy książek, a tak samo cieszą oko.

Kategoria: Bez kategorii | 12 komentarzy »

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?