.
justyna,
tyle planów miałem na święta, od kolędowania po znajomych obejściach, przez pisanie, po nadrobienie wszystkich możliwych braków, w tym także uczuciowych.
z jeanette już od soboty mieliśmy godzinami wylegiwać się w łóżku. pojawił się nawet radykalny pomysł, by synek nam śniadanie doń serwował. idea jak się domyślasz nazbyt radykalna – nie pozwolę przecież czterolatkowi zaparzać kawy.
los – co też nie zaskakuje – okazał się być ślepy jak koń. pokrzyżował wszystko, co było do pokrzyżowania i nie zwlekał z tym do wielkiego piątku.
zostałem sam.
rzecz jasna nie przyjmuję żadnych pocieszeń w jakiejkolwiek formie.
z innej beczki:
Pewnie czytałaś moja rozmowę ze Szczepanem Kopytem.
on zadzwonił do przemka, przemek poradził mu tak, mi zaś odpisał inaczej, sam zaś zrobił tak jak poradził szczepanowi. a że powiedział mu zupełnie coś innego niż mi… żyje się tylko raz, nawet kiedy się mało z tego życia rozumie.
wiem też dlaczego rozpadł się wasz Bar. (oświeciła mnie rozmowa z Kopytem)
justyna, wy jesteście poetami a poeci od innych poetów niczym się nie różnią. dlatego Bar miał taki a nie inny koniec.
czy żałuję, że się bliżej nie poznaliśmy? – pewnie, że żałuję.
czy żałuję, że się nie poznamy lepiej? – nie.
pozdr
mt.
ps.
werner (mój niemiecki przyjaciel) złożył mi życzenia Wielkanocne o następującej treści:
„Dużych Jaj”
– czego i tobie życzę + słodyczy w paczce od zająca.