4. listek

17 marca, 2010 by

.

justyna,

co może być trudnego w przygotowaniu plasterka surowej ryby położonej na kawałku ryżu? sushi to moim zdaniem najbardziej ascetyczna, najmniej wymagająca potrawa świata. ale pewien jestem, że ten rodzaj prostoty, estetycznej ascezy mógł zostać wymyślony tylko przez umysł konfucjański. perfekcja cięcia, ściśle odmierzona – legendarna wręcz – ilość ziarenek ryżu w jednej porcji nigiri, tego wszystkiego europejczyk nigdy by nie wymyślił. zresztą to samo dotyczy geometrycznego piękna samurajskiego miecza czy państwowej botaniki, w której roślinom odbiera się ich naturalność, rozkazując im, łamiąc je drutem koślawiąc w bonzai.

inna sprawa, że ruch ręki prowadzącej nóż można doskonalić latami i nie osiągnąć mistrzowskiej perfekcji, ale w tym tkwi urok kuchni japońskiej – na nieustannym doskonaleniu się przez ciągłe powtarzanie i naśladowanie.

w sobotę jedziemy do poznania. moja jeanette będzie się szkolić, a ja wybiorę się do swojego ulubionego antykwariatu na grunwaldzie. ostatni raz byłem tam lata temu i prawie nie skończyłem w areszcie. antykwariat prowadzony jest przez małżeństwo w średnim wieku – około 55 lat. mała, gruba pani siedzi przy kasie, malutki (znacznie od pani mniejszy), chudy pan w okularach szwęda się między regałami coś tam spisując.

była to moja druga wizyta w tym miejscu. za pierwszym razem kupiłem trochę książek, ale miałem mało pieniędzy. tym razem byłem po uniwersyteckiej wypłacie, z której 400 zł miałem przeznaczyć na książki. przyszedłem z wielka torbą, pustą ma się rozumieć.

na wejściu podszedłem do pani i pokazałem, że torba jest pusta a następnie powiedziałem, że dla wygody będę wybrane książki do niej pakował i przy wejściu pani mnie podliczy. pani skinęła głową a ja zacząłem wybierać sobie książki. pół godziny, może dłużej buszowałem w śmierdzących kurzem stertach papieru i książek. zapełniałem torbę. nagle poczułem, że ktoś mnie łapie za rękę i krzyczy:

– Grażyna, szybko zamknij drzwi, złapałem złodzieja, złapałem złodzieja, trzymam go.

fakt, złapał mnie. tak mocno się mnie uczepił, że poruszał się wraz z moją ręką, kiedy sięgałem do kieszeni kurtki, by wyjąć portfel i pokazać panu, że nie jestem złodziejem, że mam pieniądze.

policja przyjechała po około czterdziestu minutach. dwóch chłopaków w taktycznych kamizelkach – z prewencji. antykwariusz, nie zwalniając chwytu z przejęciem opowiadał o tym, w jaki to sposób szybko i skutecznie ujął i obezwładnił złodzieja. triumfował.

w końcu mnie zapytano o wersje zdarzeń. opowiedziałem jak to wygląda z mojej strony. i kiedy starszy pan puścił moją rękę pokazałem portfel z pieniędzmi. wówczas jeden z policjantów zadał pytanie antykwariuszowi:

– czy ten pan uciekał, próbował uciekać?
– nie uciekał. jak miał uciekać? przecież go trzymałem.

policjanci mieli dwie wersje zdarzeń – bohaterskiego antykwariusza: 167 cm / 55-60 kg, oraz moją – łysola (bo byłem ogolony na „łysą pałę” – tak mówi synek) 190 cm / 120 kg
gdybym wyglądał jak intelektualista, który czyta książki a nie tak jak wyglądam chłopcy z prewencji nie mieliby problemów z rozstrzygnięciem sprawy na miejscu. jednak ja nie wyglądam jak intelektualista dlatego jeden z panów w kamizelce taktycznej zaproponował skierowanie sprawy do sądu grodzkiego.

ani ja, ani antykwariusz nie mieliśmy ochoty na sądowe przepychanki. skończyło się na tym, że starszy pan zażądał, bym nigdy więcej nie pojawił się w jego antykwariacie i na odchodne, żebym zapłacił za ksiązki, które mam w torbie. prawdziwy poznaniak.

zapłaciłem – pamiętam jak dziś: 98,50 zł. wydałbym o wiele więcej, gdyby starszy pan nie popisał się przed małżonką swoim trofeum: złodziejem złapanym na gorącym uczynku.

wracając do wierszy – Damian się nie odezwał. nie wiem czy przeżył, czy się zapłakał. może w tej chwili jest kupą popiołu, która obiecuje sobie że kiedyś zmieni się w feniksa. gdyby jednak okazało się, że z tej sterty pyłu nic nigdy nie powstanie, że chłopak wraz z pierwszym lepszym wiatrem się zwyczajnie rozwieje, to i tak będzie miał satysfakcję, że jego teksty przeczytane zostały przez najlepsze duchy pewnej epoki.

wracając do twoich niedoli z łukaszewiczem:

moim zdaniem łukaszewicz jest doszczętnie skompromitowany całą tą sytuacją. zapewne chłopak myśli sobie: „Bargielska teraz ma przejebane, bo się z trojanowskim zadaje i jak jej zrobię kuku, to ludzie będą mi bili brawo, będą klaskać. bo przecież zrobiłem kuku Bargielskiej, która się zadaje z trojanowskim”.

pamiętam jak kiedyś, w internetowych dyskusjach z przemkiem on chwalił ciebie, chwalił łukaszewicza, pisał że jest dobrym człowiekiem, dobrym poetą. a tu na obcej skórze – na twojej skórze – doświadczam tej dobroci. pal to licho, bo mi nigdy z nim po drodze nie było. ale wyobrażam sobie, co ty musisz czuć, co czuje przemek.

wróć z paryżewa w jednym kawałku i pamiętaj o mojej wieży Eiffla. i jeszcze jedno – mam do ciebie prośbę, otóż kiedy będziesz odpisywać na ten list chciałbym, żebyś siedziała przy małym, białym stole w jednej z tych małych kawiarenek, którymi usiane są wąskie uliczki paryża. chcę, byś pisząc miała założoną nogę na nogę, byś na stoliku miała koszyk z pachnącym pieczywem, kawę z mlekiem, jakąś książkę. i chcę, żebyś pisząc do mnie list od czasu do czasu ciekawie spoglądała na ludzi, który przechodzą obok.

pozdr
mt.

ps.

świeżego łososia poznasz po jasnych, czerwonych skrzelach i błyszczących oczach. i gdybyś miała zjeździć wszystkie sklepy w warszawie, to warto – bez dobrej ryby nie zrobisz dobrego sushi.

Kategoria: Bez kategorii | 1 Komentarz »

Chcesz dodać coś od siebie? Musisz, kurwa, musisz!? Bo się udusisz? Wena cię gniecie? Wszystkie wpisy mogą zostać przeze mnie ocenzurowane, zmodyfikowane, zmienione a w najlepszym razie - skasowane. Jak ci to nie odpowiada, to niżej znajdziesz poradę, co zrobić

I po jakiego wała klikasz: "dodaj komentarz"? Nie rozumiesz co to znaczy: "załóż sobie stronkę i tam pisz a stąd wypierdalaj"?